Chapter Text
PoV Wave
– Aaaaa… – ziewnęła Wave, wstając. – Cieszę się, że ta drzemka się udała. Padam z nóg… Wezmę sobie coś ze sterty jedzenia. Ciekawe, czy mają ostry makaron?
Na jej szczęście mieli ostry makaron, więc go wzięła i zaczęła się rozglądać za kuchnią. Zobaczyła małą przestrzeń przy pomnikach idoli, więc ruszyła tam, aby zrobić swój makaron.
Czekając, aż zaparzy się woda, zaczęła przyglądać się pomnikom idoli. Czaro zmienił formę na ludzką, reszta wyglądała podobnie. Nagle przyleciała ta hybryda Billa Cyferki i Williama Aftona — no wiecie, o kim mówię.
– Czy mogę zjeść w spokoju? – zapytała go Wave, biorąc opakowanie z makaronem i dodając odrobinę sera do ostrego sosu.
– A jedz sobie, muszę coś dodać – odparła postać.
Nagle otworzył się portal i wypadł z niego facet, który na podłodze z człowieka w bluzie jak pieczarka zamienił się w kota.
– Co ty masz z tą formą kotów? – zapytała Wave, patrząc na nową postać — Pieczarę, jak do niej potem doszło. Ten miał wyraźnie coś skomentować, ale zanim zdołał, zamienił się w pomnik.
– Nic nie mam, tak jest ciekawiej – powiedział pan tego cyrku i odglitchował się z pomieszczenia.
– Wow, ale rozmowny – skomentowała Wave i dokończyła jedzenie.
Po krótkim czasie zauważyła, że Jakub ma coś dziwnego w rękach — coś, co z jednej strony budziło w niej niepokój, a z drugiej było intrygujące. Nie zauważyła przy tym, że serce wiszące z jej naszyjnika świeci się lekko na kolor krwi, a na jej piersi pojawiają się znamiona, jakby coś korumpowało samo serce.
– Co to takiego masz? – zapytała, podchodząc do hybrydy.
Jakub odwrócił się do niej i odparł:
– Nie mam pojęcia.
Wave miała silne przeczucie, że Jakub nie mówi całej prawdy. Miała o to dopytać, ale nagle przed nimi pojawiły się drzwi.
– Co jest, kurwa?! – krzyknęli jednocześnie.
Nad drzwiami znajdował się symbol Assassin’s Creed.
– Świat asasyna? – zaciekawiła się Wave i podeszła do drzwi. Nacisnęła klamkę, ale nic się nie stało.
– No, przynajmniej mamy spokój i od razu nas gdzieś nie wciąga – powiedział Jakub, podchodząc.
Wave miała zamiar się zgodzić, ale gdy Jakub zbliżył się do drzwi, nagle się otworzyły i oboje wpadli do portalu.
– Kur… – dało się słyszeć, zanim drzwi się zamknęły.
Wave poczuła, że naprawdę ma już wszystkiego dość. Spadała w dół, a obok niej Jakub. Nagle jednak wszystko zaczęło wirować jak na chorej karuzeli i fellow kultysta zniknął z jej pola widzenia. W końcu wszystko zakończyło się upadkiem na zimną, mokrą posadzkę.
– Jebany skurwysyn – krzyknęła Wave. – Jak ja nie znoszę tych durnych drzwi i tego wszystkiego. Jeszcze nie wiem, gdzie posiało Jakuba – powiedziała, wstając.
Zanim zdążyła się rozejrzeć i zorientować, gdzie jest, usłyszała:
– Ekhm.
Spojrzała w tamtym kierunku i zobaczyła Arno z początku fabuły Assassin’s Creed Unity — konkretnie z momentu, gdy zostaje asasynem.
Zaczęła się panicznie rozglądać. Była w sercu paryskiego Bractwa Asasynów. Miała tyle szczęścia, że zdziwienie jej nagłym pojawieniem sprawiło, że nikt z wyższych rangą jeszcze jej nie zaatakował.
Jakuba nigdzie nie było.
– …Se odpoczęłam – odparła i od razu podniosła obie ręce, aby nie zginąć. – Przynajmniej z automatu mam w łbie tłumacz francuskiego – pomyślała jeszcze. – Ale gdzie skończył Jakub?
– KIM ty jesteś i jak zalazłaś w to miejsce?! – usłyszała Wave zza pleców.
Poczuła widmowe ostrze przy gardle, prawie przecinające skórę.
– Ja… – spojrzała w górę i zobaczyła, że rada ma w nią wymierzone pistolety. Arno stał z boku i patrzył ze zdziwieniem.
– Ja przybywam w pokoju – powiedziała.
Serio? Na tyle cię stać? No ładnie sobie… – pomyślała.
– Dobra, to źle zabrzmiało. Ja tu przypadkiem trafiłam… nie wiem, jak mam wam to udowodnić – powiedziała spanikowana. Poczuła, że po szyi zaczyna jej spływać krew. – Byłam z innym kultystą, nie wiem, gdzie on trafił.
– Kult? Czy należysz do templariuszy? – zapytała jedna z członkiń rady.
– Co?! NIE, NIE, NIE! Ten kult to… aaa, używam złych słów. Nieważne. Nie należę do templariuszy, musicie mi uwierzyć!
– Co z nią robimy? – zapytał jeden z mistrzów rady.
– Zabijmy ją – odpowiedział głos asasyna zza jej pleców. To był mistrz Pierre Bellec. – Zanim rada coś powie: o ty, Arno, też nie wiemy, kim jest ta osoba i czy nie ma powiązań z templariuszami.
– Zgoda.
Wave poczuła, jak ostrze coraz mocniej wbija się w jej szyję. Czas zdawał się zwolnić.
Co robić, co robić… – krążyło jej po głowie.
Nagle zauważyła jedną rzecz. Jej oddech nie był normalny w ludzkim rozumieniu.
Czy to możliwe… może mam szansę.
Oddech cienia. Dymne zniknięcie.
Jej ciało w mgnieniu oka przyjęło odpowiednią pozycję. Wave odepchnęła rękę z ostrzem, a potem — jak się zdawało wszystkim obecnym — zniknęła w cieniu.
Chwilę później znów była widoczna.
– Po raz ostatni mówię: nie jestem templariuszką. Cała sprawa z kultem nie ma z nimi nic wspólnego. Popełniliśmy błąd, coś wywołując, i teraz sporadycznie utykamy w różnych miejscach. Ja, jak widać, skończyłam tutaj – powiedziała z dużą irytacją. – Debile, mogliby mi kurwa uwierzyć… dalej nie wiem, gdzie jest Jakub.
Dopiero po chwili zorientowała się, że ostatnie zdanie powiedziała na głos.
Arno zaczął się śmiać. Rada patrzyła osłupiała, a Pierre uśmiechnął się szyderczo.
– Jesteś z terenów Rzeczypospolitej? – zapytał.
– Tak, owszem. Aczkolwiek z wielu lat do przodu… i jak mówię, nawet z innego świata – odpowiedziała po chwili namysłu. – Nie wiem, na ile to dla was nieprawdopodobne.
– Patrząc na historię bractwa, znacząco nie jest – odparła jedna z zakapturzonych postaci kobiecym głosem. – Pierre, skąd takie pytanie?
– Z tego, co wiem, większość obywateli Rzeczypospolitej nie znosi templariuszy. Mimo że bractwo tam aktualnie nie funkcjonuje — zniszczone przez zaborców — to działali na innych zasadach z powodu ogólnej społecznej niechęci do templariuszy oraz małej kontroli początkowej wynikającej z wolności wyznaniowej. Dopiero rosyjscy templariusze zaczęli stwarzać problemy całkiem niedawno – odparł mistrz Bellec. – Ale możliwe, że to tylko plotki.
– Nie odpowiem na to, bo szczerze nie wiem… ilekroć wchodzę do nowego świata, mam też zastoje pamięci, więc no…
Zapadło milczenie.
Po chwili przerwał je męski głos jednego z członków rady.
– Średnio mamy zaufanie, ale na czas twojego pobytu tutaj wydaje się, że lepiej będzie móc cię kontrolować jako członkinię bractwa.
– Czy, tak jak Arno, przyjmujesz ślubowanie? – zapytał inny.
– Tak. Najpewniej inaczej się stąd nie wydostanę – odparła Wave.
Ceremoniał rozpoczął się. Wave została członkinią paryskiego Bractwa Asasynów.
Wtedy jedna z mistrzyń rady zapytała:
– Wspomniałaś, że nie wpadłaś tu sama, komentując przypadkowo na głos. Czy wiesz, gdzie może być ta druga osoba?
– Nie mam pojęcia – rozległ się jednocześnie głos Wave i Jakuba.
Wave obróciła się w panice i zobaczyła coś, co wyglądało jak błąd symulacji, drgający czerwoną poświatą.
Paryski motyw bractwa z okresu rewolucji zaczął zlewać się z Londynem epoki wiktoriańskiej. Rada asasynów z Arno z Francji mieszała się z ich londyńskimi odpowiednikami, jak zniekształcone, niedokońca wczytane tekstury — cyfrowe duchy jednego świata w drugim.
I tak jak w Paryżu, po środku chaosu stała Wave…
…tak Jakub stał w Londynie.
– CO JEST, KURWA?!
Meanwhile in another universe, aka: co w pokoju przerwy…
— Maniek, ty furasie, gdzie leziesz?! — wrzasnęła Obcy. — Nie skończyłam z tobą.
— A ja tak. Spadaj. Idę zobaczyć, o co u idoli ta epsteinowa mieszanka gadała, że da się ich ożywić.
— Lezę z tobą — odparła Zako.
Podeszli do idoli… i zaniemówili.
…
…
…
…
— DLACZEGO ONI MAJĄ FORMĘ STÓP?! CO TU SIĘ ODWALA?!
— Podziękujcie kultystce — odparł, pojawiając się znikąd, ich Tormentor, i znowu zniknął.
— MILO, PRZESTAŃ NATYCHMIAST ICH TAK RYSOWAĆ! KONIEC TEGO BRAINROTA! — wrzasnęli Maniek i Zako.
— Nie :3 — odparła Milo.
Nagle, zanim mogło dojść do bójki, zza drzwi wypadł zombifikowany Brad i powiedział:
— Ja tam lubię stopy…
Po czym zemdlał.
— BRAD, NIE MASZ GŁOSU W TEJ DYSKUSJI.
