Actions

Work Header

And it feels like enternity (without you)

Summary:

"Myślisz, że zwierzęta mają imiona? Nie takie jakie im nadajemy...tylko takie wrodzone, wiesz...uh"
Książę gestykulował energicznie, próbując ubrać myśl w słowa. Hermes jedynie oparł wygodniej policzek o nadgarstek, doceniając sposób w jaki światło tańczyło na włosach Telemacha.

"Jesteś już dorosły... chcieliśmy, chcielibyśmy byś znalazł sobie żonę z miłości, tak jak ja z twoją matką..ale możesz zrozumieć, dlaczego doszliśmy do wniosku, iż oczekiwanie jest... bezinteresowne. Dlatego postanowiliśmy zrobić to za ciebie"
Takie krótkie zdanie, a wyrządziło tak wiele.

Aka
Telemachus is getting married, he isn't very happy about it

Notes:

(See the end of the work for notes.)

Work Text:

"Myślisz, że zwierzęta mają imiona? Nie takie jakie im nadajemy...tylko takie wrodzone, wiesz...uh"

Książę gestykulował energicznie, próbując ubrać myśl w słowa. Hermes jedynie oparł wygodniej policzek o nadgarstek, doceniając sposób w jaki światło tańczyło na włosach Telemacha. Wyglądał niezwykle przystojnie pod tym kątem...pod każdym jeśli o to chodzi. Uniósł brew, udając, że jest niezwykle zafascynowany tym o czym mówią - albo bardziej o tym, o czym mówi kolejna część długiego monologu jego partnera, którego nie miał ani serca, ani chęci przerwać. Zazwyczaj to bóg był tym, który mówił. Ale dzisiaj? Był zmęczony, o ile bóstwo może takie być. Apollo wysyłał go w tę i w tamtą z listami, co nie powinno być zaskakujące, ale zdecydowanie było frustrujące. Dlatego docenił taką chwilę spokoju, oraz słuchania najbardziej absurdalnych pytań, myśli oraz innych przemyśleń. Pewnie mógł odpowiedzieć na każde z nich, ale czy to miało jakiś sens? Cóż...nie, wolał dawać wskazówki lub rzucać własne pomysły do puli i obserwować jak oczy księcia się rozświetlają na nową możliwość. Czy wspomniał, jak ładne miał oczy? Były jak labirynt, w którym on, bóg ścieżek, z radością z gubił...

 

A no tak, pytanie.

 

"Myśle, że tylko zwierzęta to wiedzą"

Odparł leniwie, niewymagająca odpowiedź, ale nie znowu tak ignorująca by oberwał niezadowolonym spojrzeniem. Przesunął się bliżej Telemacha, aż znalazł się między jego nogami. Nawet nie zauważył kiedy, ale nie miał zamiaru narzekać gdy pozwolił swojej głowie opaść między jego udami, jakby były prawdziwie najwygodniejszą poduszka, jaką widział ten świat. Cóż, miał nadzieję, że świat nie widział akurat TEJ poduszki. Był zazdrosnym bogiem, dzielenie się nie leżało w jego naturze.

 

Pewnie w innym scenariusz, wykorzystałby sytuacje i uczynił sypialnie Telemacha gorąca (nie od temperatury...), ale nawet myśl o drżącym księciu pod nim, jakkolwiek przyjemna, nie napędzała go energią by się ruszył.

 

Poczuł palce powoli przeczesujące jego loki, przyjemnie drapiąc skórę głowy bożka. Wydał bardziej lub mniej świadomie dźwięk przypominający gruchanie gołębia, jedynie mocniej wciskając twarz w miękka skórę.

 

"Jesteś bardzo przylepny, gdy jesteś zmęczony"

Zauważył chłopak rozbawiony, na chwilę zaprzestając czynności by, jak przepuszczał po naciągnięciu się mięśni, sięgnąć do wazy z winogronami i włożyć sobie jedno do ust. Tym razem z pełną premedytacją ćwierkając niezadowolenie, była to zdecydowanie prostsza forma komunikacji, nawet jeśli często mało konkretna.

"No już, zachowujesz się gorzej niż dziecko"

Hermes pewnie powiedziałaby jakiś obrażony komentarz, mrucząc coś o szacunku do istot boskich oraz tym podobnych. Ale nie mógł walczyć z przyjemnym uczuciem wyćwiczonych palców sunących się wśród jego włosów. Więc jedynie groźnie ugryzł jego udo, za co oberwał po głowie. Jednak usłyszenie jak Telemach głośniej wciąga powietrze, było w pełni warte krótkiego bólu! Uniósł dumnie głowę by spojrzeć na swojego księcia, opierając dłonie na jego biodra. By odkupić się za złe zachowanie, jak na wychowanego boga przystało (który absolutnie nikogo nie ugryzł) pocałował zaczerwienione miejsce z niewinnym uśmiechem.

 

Poczuł jak ciepłe dłonie biorą jego policzki, nagle tracąc swoją odwagę, roztapiając się pod spojrzeniem i dotykiem. Przycisnął się mocniej w wewnętrzna część ręki księcia, będąc pomiędzy uśnieciem w niej, a kolejnym ugryzieniu. Był wyjątkowo niezdecydowanych w tym, czego chce. 

 

Leżał w łóżku swojego kochanka, między jego udami. Cóż, to powinno wystarczyć by zdefiniować jego cel na następne pół godziny. Ale tak się nie stało.

 

"Musisz być naprawdę zmęczony..."

Wymamrotał Telemach, kładąc głowę Hermesa spowrotem tam gdzie prawnie jest jej miejsce (prawnie! W umowie miał zapisane że to o to miejsce należy do niego! Nie wierzysz zapytaj... kogokolwiek od umów, nie ma to większego znaczenia)

"więc śpij, za godzinę muszę się spotkać z rodzicami"

Była to uprzejma prośba w stylu, wynoś się za godzinę bo mój tata urwie ci głowę. Co doceniał, ale nie aprobował w pełni.

 

Ale jak dają ci pieniądze to je bierzesz, a gdy możesz spać na nogach księcia, nie zadajesz pytań. W ten sposób właśnie zasnął.

 

 

"Jesteś już dorosły... chcieliśmy, chcielibyśmy byś znalazł sobie żonę z miłości, tak jak ja z twoją matką..ale możesz zrozumieć, dlaczego doszliśmy do wniosku, iż oczekiwanie jest... bezinteresowne. Dlatego postanowiliśmy zrobić to za ciebie"

Takie krótkie zdanie, a wyrządziło tak wiele.

 

Telemach poczuł, jak jego ciało sztywnieje w miejscu gdzi stał, niezdolne do poruszania, niezdolne do oddychania, liczył, naprawdę, przez marne sekundy liczył, modlił się, by było to jakieś nieporozumienie. Małżeństwo? Zdawał sobie sprawę, że kiedyś będzie miał żonę i dzieci...ale...to wydawało się takie odległe, coś czym miał się martwić za kilkanaście, kilkadziesiąt lat, a nie teraz!

 

Wciągnął powietrze z świstem, mając wrażenie, że świat się jakby zmniejszył, jakby aktywnie się zmniejszał, zabierając jego cenny tlen kawałek po kawałku...

 

Dźwięki ledwo do niego docierały, a w głowie brzęczało mu jasne "wyjdziesz za tego kogo ci wskażemy", mieszanka zdrady, bólu, jakiegoś obcego uczucia przebiegły mu przez twarz w pościgu za neutralnością, która żałośnie nawet nie ruszyła z lini startu. 

 

Podniósł powoli wzrok spowrotem na rodziców. Nie mógł rozczytać twarzy ojca - nic dziwnego, zawsze... zawsze był dla niego obcą figurą, która znał jedynie z opowieści. Coś takiego było gdzieś w tabeli "co mój tata mógłby mi zrobić", ale jego matka. Ona... Widział wyraźnie swego rodzaju współczucie, ale zarazem pewność. Ta sama pewność, która widział podczas gdy ogłaszała wyzwania na bycie nowym królem. I to chyba było nawet bardziej przerażające, naprawdę, naprawdę wierzyła, że.... to, jeat dobrą decyzją? Świat sobie z niego kpi. Teraz oczywistym jak słońce było, że nieważne co powie lub zrobi, nic to nie zmieni.

 

Spojrzał na okno, z zawahaniem, które musiało odbić się na jego twarzy. Jego ojciec nieznajomy podszedł do niego, położył rękę na ramieniu jakby było to jakieś wsparcie i z delikatnym uśmiechem powiedział.

"Musisz być zmęczony, wracaj do swojego pokoju, poznasz swoją przyszłą żonę za tydzień"

 

Wyszedł z pokoju otępiały, stał tak przez chwilę patrząc głupio na drzwi, dalej licząc, że zaraz stamtąd wyjadą jego rodzice i powiedzą"to tylko żart"...ale nie, nikt nie otworzył drzwi, nikt niczego nie powiedział. 

 

Wziął oddech.

 

I uciekł do swojej sypialni, tam gdzie wiedział, że będzie Hermes. Zawsze tam był, często spotykał go na swoim łóżku, gdy ten był otoczony góra listów, ciągle migocząc z jednego końca na drugi. Wyjaśnił mu wtedy, że w ten sposób dzieli swoje świadomości by dostarczyły listy. Cóż, była to owiele dłuższa rozmowa z niewyjaśnionymi terminami magicznymi, ale to było mniej więcej to co powinien wiedzieć, wróć - to co powinien rozumieć... czy coś takiego, jak Hermes zaczął rozprawkę o zaletach bycia w kilku miejscach na raz i w jaki sposób różni bogowie to robią, rozbolała go głowa. Dziwnie było słyszeć imiona olimpijczyków, których czci jak każdy inny człowiek, w konwersacji pokroju "a Apollo używa światła, pozatym mówiłem ci jak ukradłem jego krowy?", to było jak oblanie zimna wodą, przypomnienie, że cóż, jego kochanek jest bogiem. Jego rodzeństwo jest bogami, jego cała rodzina to bogowie...

 

Ale teraz? Nie obchodziło go to.

 

Trzasnął masywnymi dębowymi drzwiami, tak by jego rodzice aby napewno znali jego niezadowolenie (napewno je podzielą, jeśli okaże się, że będzie trzeba je naprawić). Padając na łóżko twarzą do dołu, zimna pościel nie dawała już znanego pocieszenia. Tylko przygnębiająca świadomość, że zaniedlugo będzie je musiał dzielić...z kim? Nawet nie wiedział!

 

Krzyknął bezsilnie w poduszkę, otulając się ramionami w geście poddania się.

 

Krzyczenie tu nie pomoże, chyba nic nie pomoże, spojrzał w okno.

 

Świat zacisnął się do tego jednego punktu, gdzie widział spadek, odwrócił wzrok.

 

Nie.

 

Narazie.

 

Poczuł ramiona otulające go od tyłu, odrazu się rozluźnił. 

 

Obrócił się na plecy by móc zobaczyć swojego wybranka, tego dobrowolnego.

 

Nawet nie zauważył kiedy jego oczy stały się mokre, a on przyciskał twarz do piersi Hermesa gdy ten uspakajająco przeczesywał jego włosy, mrucząc jakieś nieistotne historię, próbując skupić jego uwagę.

 

Leżeli tak przez chwilę - nie wiedział, czy to były godziny, czy minuty a może dni. Szczerze mówiąc, nie mogło go to nie obchodzić bardziej.

 

Odsunął się powoli od boga, siadając nijako prościej. Wziął kilka urywanych oddechów, przecierając oczy pięścią. Czuł się jak dziecko, a zdecydowanie nim nie był. Miał mieć dzieci! Ta myśl go jeszcze bardziej obrzydziła, mógł przysiądz, że stracił nieco kolorów.

 

"Moi... rodzice, chcą wydać mnie za mąż, nie, już to zrobili"

Wymamrotał bawiąc się swoimi palcami, odmawiając spojrzenia na Hermesa. Czekal na jakąś odpowiedź, cokolwiek, ale ona nie nadeszła. Co było... obce.

 

Podniósł wzrok niepewnie, by spojrzeć na boga. 

 

Mógłby rozwodzić się nad tym jak piękny był, bo istoty wyższe ucieleśniają atrakcyjność. Ale w tamtym momencie, żadna z jego myśli nie była blisko czegokolwiek związanego z wyglądem.

 

Tylko z tym, jak Hermes się na niego patrzył.

 

Nie było to typowe, pełne miłości spojrzenie, obiecujące mu gwiazdy i księżyc w wierszach. Oczywiście, była w nich miłość, taka która ogrzewa jego serce, ale... Tym razem były złamane.

 

Załamane.

 

Przełknął głośniej ślinę, poruszając się w dyskomforcie.

 

W oczach Hermesa migało mnóstwo różnych emocji, ale każda jedna, barwila się smutkiem. Czymś na wzór zranienia, jeśli bogów można zranić...to było jak dźgnięcie prosto w serce. Krzywym, poszarpanym nożem, który nieudolnie rozrywał warstwy skóry, bez ładu i składu, niechlujnie i boleśnie. Zostawiając rozerwaną dziurę w miejscu, gdzie kiedyś biła emocja.

 

Bożek odsunął się o centymetr, ale Telemach miał wrażenie, jakby ten już uciekł na kilometry zdala stąd, gdzieś na inną wyspę zdala od niego.

 

"ja...ty tego chcesz?"

Książę spojrzał na niego z niedowierzaniem, jakby był największym idiotą na całym świecie, może tak, może był idiotą dla swojego kochanka.

 

"oczywiście że nie! Nawet nie wiem za kogo mnie wydali! Kocham tylko ciebie"

Wykrztusił z trudnością, już nie wiedział, czy jego szok był wywołany... cóż wychodzeniem za mąż, czy samym pytaniem! Z jakiegoś powodu uznał to za zabawne, więc uśmiechnął się krzywo, w nieudolnej wersji śmiechu.

 

"oh"

Co do cholery ma oznacza "oh"? Hermes nigdy nie odpowiadał tak krótko i niekonkretnie! Jak już to długo i niekonkretnie, więc to było obce...

 

Telemach przechylił zdezorientowany głowę 

"co masz na myśli mówiąc oh?"

Zapytał poddenerwowany, nie można mu się dziwić prawda?

 

"to źle..."

No co ty nie powiesz? Czy nagle rozmawia z Atena, że wyciąga takie niesamowite wnioski? Jakkolwiek obecność boga zazwyczaj była pocieszająca, teraz wyjątkowo było odwrotnie. Zmarszczył brwi w czymś na wzór dezaprobaty.

 

"wybacz! Muszę to tylko poukładać w głowie..."

 

"to ja się żenie nie ty...?"

Przypomniał mu już w jakiś sposób sfrustrowany.

 

"No o to chodzi! Myślę jak temu zapobiec!-"

 

"nie zrobisz tego."

Przerwał mu

 

"Co? Przecież tego nie chcesz..."

Bóg teraz wyglądał na zdezorientowanego. To się dogadali... 

 

"tak... ale moi rodzice na mnie liczą i-"

Westchnął rozżalony, oczywiście, że nie chce tego małżeństwa, ale musiał myśleć ku dobra swojego ludu, to byłoby egoistyczne...jak jest się księciem, egoizm jest jak śmiertelna choroba, która kończy się śmiercią za każdym razem gdy ktoś na nią zachoruje.

"i...to mój obowiązek wiesz? Ja... widziałem że tak będzie, poprostu... to takie nie fortunne! Oh Hermesie oczywiście, że chciałbym byś zaczarował ludzi swoimi sztuczkami i zmienił mój los, ale... To złe. Tron potrzebuje następcy po mnie oraz Itaka potrzebuje sojuszników i.... Nie dałbym rady żyć z świadomością, że oszukałem lub zawiodłem matkę. Odyseusz mógłby być mną rozczarowany do woli, ale nie ona ... Zawsze postawie moją matke na pierwszym miejscu, wybacz ja-"

Mówił i mówił, aż Hermes poprostu go przytulił, pozwolił zanurzyć mu jego głowę pod brodę, jakby to miało go obronić przed wszystkimi niebezpieczeństwami i zawiściami świata.

 

Nawet tymi, które sam zaakceptował.

 

Mógł nie wierzyć w swoje słowa, ale powiedzenie ich tak, by jakoś usprawiedliwiać to co musi zrobić, przyniosło mu spokój ducha, chociaż na chwilę. 

 

"shhh, już, rozumiem. Jeśli...zmienisz zdanie, wiesz kogo pytać"

Odetchnął lekko, to było lepsze.

 

Dalej to wszystko było dla niego absurdalne, miał 22 lata! Najmłodszy wiek mężczyzny w Atenach do przystąpienia do związku małżeńskiego to 25... więc czemu tak to pospieszać? Telemach mógł jedynie zgadywać, że było to natychmiastowo potrzebne... Chociaż dalej go to przerażało, zwyczajowy wiek kobiet wychodzących za mąż to 15 lub 10.. przegryzł wargę, nie zamierzał być z jakimś dzieckiem. Zawsze należał do raczej "dziwnych" jeśli chodzi o poglądy, może wychowanie przez matkę miało jakiś wpływ na to jak traktował płeć przeciwną. Może poprostu nie podobała mu się myśl spania z kimś dwa razy młodszym. 

 

 

"wiesz... może wiesz z kim mam się ożenić?"

Zapytał po chwili ciszy. Hermes był bogiem słów, oczywiście, że mógłby się tego dowiedzieć prawda?

 

Wbił wzrok w boga, gdy ten zdawał się na chwilę wyłączyć, jego sylwetka zamigotała.

 

"Nauzyka, królewna feakow... Twój ojciec był na ich wyspie, zgaduje, że to głównie przez to zależy im na tym małżeństwie, by nie mieli długu wdzięczności..."

Głos Hermesa był odległy, ale rzeczowy. Więc Telemach nie miał powodów by narzekać. Skinal powoli głową, lepiej to widzieć przed... właśnie.

 

"Jestem zmęczony"

Powiedział w końcu i pociągnął Hermesa za sobą na poduszki.

"Czy będziesz mnie dalej odwiedzał, nawet jak się ożenię?"

Zadał kolejne naiwne pytanie. Grecy nie słynęli z monogami... Ale jasno pamiętał jak Hermes narzekał mu na swoją macochę i to jak zawsze go dręczy gdy zaczepia żonate pary, mówiąc że znieważa jej domene...

 

"nawet jakby wysyłali cię w czeluści Tartaru, odwiedzalbym cię. Nie martw się"

Z tą myślą zamknął oczy i zasnął.

Uspokojony, ale nie szczęśliwy. Nie sądził, że kiedykolwiek jeszcze będzie w pełni szczęśliwy, każdy uśmiech będzie jedynie chwilą przed ponownym przypomnieniem sobie tego co go czeka.

Ale jest księciem.

Książęta nie płaczą i wykonują swoje obowiązki.

Nigdy nie prosił by być księciem.

Notes:

Another Story! Let me know what you think