Chapter Text
Kiedy Vincent, bosy i w samych spodniach, w towarzystwie Vuliana wytoczył się chwiejnie z izby królowej Validy, popatrzyłam bezradnie na Serdel. Wzruszyła ramionami ze zmartwioną miną, rozumiejąc mój dylemat.
- Idź, Ado – rzuciła – Ja zostanę sama ze sobą. Zasłużyłam!
Zanim zdążyło do mnie dotrzeć, że to średni pomysł, nogi już niosły mnie drewnianym korytarzem. Uchyliłam lekko drzwi do sąsiedniej komnaty i niemal zderzyłam się z królem wilków i sekretarzem, którzy blokowali mi widok na resztę pogrążonej w łagodnym świetle świecy izby, mniejszej i bardziej intymnej niż gościnna. Z mroku wyłoniło się łóżko z malowaną skrzynią w nogach, stół, cynowa miednica z wodą, wygaszone na lato proste palenisko. Wszędzie unosił się zapach ziół, wiszących pod powałą w równych bukiecikach, rozpoznałam lawendę, rozmaryn i szałwię. Nic szczególnego, a jednak obaj stali jak wryci, niezdolni do zrobienia naprzód ani kroku. Wspięłam się na palce, zajrzałam niższemu z ich dwójki Vincentowi przez ramię i sama zamarłam.
Na łóżku, podparta ułożonymi w piramidkę poduszkami, pół leżała, pół siedziała tutejsza Ada, naga niczym w dniu narodzin. Jak zahipnotyzowana wpatrywałam się w jej ciało, właściwie moje, ale zmienione z powodu ciąży tak, że równie dobrze mogło należeć do kogoś innego. Obserwowałam jej piękne, nabrzmiałe piersi, co najmniej o dwa rozmiary większe od tych, które miałam pod koszulą, z twardymi brodawkami w ciepłym kolorze płynnego karmelu. Wielki biały brzuch unosił się i opadał w rytm głębokich, relaksujących oddechów. Najpierw przestraszyłam się, że może zaczęła rodzić, ale potem dostrzegłam pomiędzy jej rozwartymi szeroko udami poruszające się dwa palce i zarumieniłam się ogniście. Ona się pieściła! Miała zamknięte oczy, a zza przygryzionych ust co jakiś czas wydobywały się pełne satysfakcji westchnienia. Nic dziwnego, że i króla, i męża wyryło w podłogę! Irracjonalność tej sytuacji przekraczała wszystko, co tu widziałam. Patrzyłam na siebie, sprawiającą sobie przyjemność, w obecności dwóch moich kochanków… Przełknęłam ślinę, kiedy Ada jęknęła głośniej. Na ten dźwięk król wilków nie był w stanie dłużej zachować ciszy i sapnął z podniecenia. Kobieta na łóżku otworzyła nagle oczy i natychmiast cofnęła dłoń spomiędzy ud.
- Och! – krzyknęła i zasłoniła usta, widocznie nie chcąc obudzić śpiących w sąsiedniej komnacie dzieci. W jej oczach malowała się najczystsza panika.
- Co tu robicie? – spytała, na policzkach wykwitły okrągłe czerwone plamy, gdy próbowała okryć gołe piersi kołdrą. Dwa wilkusy odzyskały w końcu zdolność mówienia, wyglądało na to, że wytrzeźwieli w jednej chwili, podekscytowani erotycznym widokiem. Vulian podszedł pierwszy, ostrożnie usiadł na łóżku obok i ujął jej lewą dłoń uspokajająco.
- Nie obawiaj się, moja srebrna. Nie dzieje się nic złego. Ja… Wiem, jak bardzo tęsknisz za królem. Pomyślałem, że skoro jesteśmy tu wszyscy, może chciałabyś spędzić z nim trochę czasu…
Dyplomata w każdym calu! Byłam bardzo ciekawa, jak też zdoła wyjawić jej swoje plany i ile czasu minie, zanim wyrzuci obu na zbity łeb za drzwi! Między jej brwiami pojawiła się zmarszczka, kiedy wpatrywała się z napięciem w swojego towarzysza, pragnąc zrozumieć, o co mu chodzi.
- Dobrze wiesz, co czuję, Vulianie – odezwała się cicho, z małżeńską pretensją – Od lat trzymam swoje serce na wodzy, dla ciebie i dzieci. Dlaczego musisz mi to utrudniać?
Vincent milczał, jak zaczarowany, wpatrując się w kobietę, którą kiedyś musiał bardzo kochać, a która najwyraźniej przyznawała, że wciąż ma do niego sentyment. Wodziłam wzrokiem między trójką bohaterów, nie mając pojęcia, jak też zakończy się scena, której byłam niemym świadkiem.
- Przeciwnie. Chcę podarować tobie i królowi szansę na pojednanie. Pomyśl o tym, Ado. Ile razy śniłaś o jego dotyku? Jak często w łożu wymawiałaś jego imię? Możesz go mieć, jeśli chcesz. Dzisiaj, teraz i tutaj.
Ada otworzyła usta, jej twarz była jeszcze bardziej rumiana, niż przed chwilą. Szczupła dłoń wysunęła się z palców męża w bardzo czytelnym geście dezaprobaty.
- Ja… nie rozumiem, dlaczego mówisz to wszystko przy królu? Miałam nadzieję, że zachowasz moje uczucia w tajemnicy. Wiesz, że cię kocham i nigdy nie zdradzę, a jeśli go wspominam, to tylko dlatego, że nie umiem inaczej. Jesteś pijany i dlatego przychodzą ci do głowy takie pomysły. Proszę, odejdźcie obaj, chcę zostać sama!
No! Dzielna dziewczyna! Odetchnęłam z ulgą, jednak Vulian i Vincent nie zamierzali spełnić polecenia. Król wilków zbliżył się powoli, jakby nie chciał jej przestraszyć i usiadł na łóżku z drugiej strony. Podniósł głowę, by patrzeć jej prosto w oczy i przemówił z bolesną szczerością:
- Nigdy nie przestałem o tobie myśleć. I ani na chwilę nie przestałem cię kochać. Dalej uważam cię za towarzyszkę i nieważne co robię, nie mogę zapomnieć o nas. Popełniłem… Okropny, straszny błąd, Ado. Nie wiem, co mnie podkusiło, by pozwolić ci odejść, zamiast o ciebie zawalczyć. Odkąd wróciłem sam do Wilczego Leża, nie mogę zaznać spokoju. Piję, tak, bez umiaru, bo tylko wtedy na chwilę zapominam, o tym, jak bardzo jestem nieszczęśliwy. Dużo bardziej, niż gdy straciłem mamę!
Ada ze snu nerwowo obracała w palcach brzeg kołdry, nie spuszczając bacznego wzroku ze swojego byłego towarzysza. W jej oczach zalśniły łzy.
- A jednak opowiadasz o mnie różne rzeczy, panie i pozwalasz, by rycerze się śmiali. Mówisz, że mnie kochasz, więc dlaczego nie okazujesz mi szacunku? Przechowuję nasze wspólne chwile w pamięci jak najcenniejszy skarb, a ty wystawiasz je na pośmiewisko! I ty też, Vulianie! Obaj nie macie dla mnie ani odrobiny czci! Jak możecie przychodzić tutaj, w środku nocy i proponować mi taki... układ!
Rozpierała mnie duma, słysząc jak moja sobowtórka beszta obu z iście królewską precyzją. Vulian spuścił wzrok niczym skarcony szczeniak, za to Vincent wyciągnął rękę, wziął jej drżącą z emocji dłoń i ucałował ani na chwilę nie odrywając od niej błyszczących oczu.
- Wybacz mi – rzekł niskim głosem – Masz rację, zachowywałem się podle. Mam w sobie wiele gniewu. Tak bardzo, bardzo chciałem cię znienawidzić! Nie wyobrażasz sobie nawet, jak pusta była nasza komnata, gdy wróciłem sam. Pierwszej zimy nic, tylko piłem, przeklinałem i paliłem to, co mi o tobie przypominało. Kiedy piję… nie kontroluję tego, co mówię. Zraniłaś moje serce do żywego, Ado. Myślałem, że gdy w zamian zniszczę twoją reputację, będzie mi lżej, ale tak się nie stało. Powinienem pamiętać, że zemsta nic nie daje, to była pierwsza rzecz, jakiej mnie nauczyłaś. Proszę, wybacz mi. Nigdy więcej nie powiem niczego, co mogłoby sprawić ci przykrość, przysięgam na swój honor.
Ich dłonie złączone były w mocnym uścisku i wyglądało na to, że żadne nie ma ochoty cofnąć palców. Ada pokiwała głową w zamyśleniu.
- Wiem, że cię zraniłam, królu. Wiele razy za to przepraszałam. Dobrze wiesz, dlaczego wybrałam życie w warowni wschodniej, powinieneś to zaakceptować, zamiast się mścić. Powiedziałeś, że pozwolisz mi odejść, jeśli tego zapragnę, a potem byłeś zdziwiony, że naprawdę to zrobiłam.
Vincent zacisnął szczękę, jak zawsze gdy się denerwował, jego nagie ramiona zadrgały silnie.
- To niesprawiedliwe, Ado. Nie mogłaś oczekiwać, że moja miłość zniknie w ciągu jednej chwili!
Dziewczyna na łóżku westchnęła i położyła mu drugą dłoń na policzku gestem tak doskonale mi znam, że wciągnęłam głośno powietrze z przejęcia.
- Nie oczekiwałam tego. Ale minęło już siedem lat, panie. Jestem teraz żoną i matką, u twojego boku zasiada królowa i oczekujecie dziecka. Wszystko poszło do przodu, my też musimy. Nasza miłość miała swój czas, ale on przeminął.
Brzmiała tak, jakby chciała za wszelką cenę przekonać samą siebie, choć nie zmyliła nikogo, nawet mnie.
- Powiedz, Ado. Powiedz mi prosto w twarz, że nic do mnie nie czujesz, a odejdę jako twój wierny przyjaciel, masz moje słowo, że nie będę więcej o tobie mówił i nie pozwolę na to innym. Powiedz mi to teraz, proszę!
Spuściła wzrok na swój wielki brzuch, a milczenie, jakie zapadło w komnacie, starczyło za tysiąc słów. Wilczy król odetchnął i jednym ruchem przyciągnął ją do namiętnego pocałunku. Poddała mu się z jękiem, wplatając palce w jego włosy, przez chwilę świat dla nich zniknął. Ale w izbie, poza moją niewidzialną obecnością, siedziała jeszcze jedna osoba. Ada odsunęła się i spojrzała ze strachem na męża, który obserwował pocałunek z bardzo wilczym głodem.
- Vulianie, ja…
Jej rudy towarzysz pochylił się i ucałował usta, które przed chwilą poddawały się pieszczotom króla. Moje oczy musiały z pewnością być tak wielkie, jak młyńskie koła! Jak to możliwe? Żadnej sceny zazdrości? Wyzwania na pojedynek? Użycia kłów i srebrnych noży?
- Wiesz, że cię kocham, Ado. Chcę dać ci wszystko, czego pragniesz. Od dawna marzyłem, by zobaczyć, jak dotyka cię ktoś inny i dziś mam tę szansę. Obiecuję, nie będę zazdrosny ani nigdy nie użyję tej nocy przeciwko tobie. Ja… proszę, mnie też wybacz. Nie byłem wobec ciebie lojalny, jak przystało towarzyszowi i chcę teraz to naprawić. Ja też, kiedy wypiję, nie panuję nad językiem.
Kompletnie skołowana Ada wyłapała z jego przemowy tylko jedno zdanie.
- Marzyłeś, by zobaczyć, jak dotyka mnie ktoś inny? – spytała niepewnie, wodząc wzrokiem od króla do męża. Obaj mieli błyszczące od alkoholu i podniecenia oczy. Mogłam przysiąc, że w izbie nagle zrobiło się nieznośnie duszno. Vulian skinął z entuzjazmem głową.
- Nie masz pojęcia, jak bardzo tego pragnąłem! Tysiące razy wyobrażałem sobie ciebie z królem, miałem przed oczami każdy szczegół. Jego opowieści… rozpalały mnie, jak płomień! Pragnąłem wiedzieć wszystko, widzieć wszystko! A teraz, gdy cię całował, ja…
Sięgnął po dłoń Ady, tą której nie trzymał Vincent i położył ją sobie poniżej pasa. Sapnęła z przejęcia, a ja wiedziałam doskonale, że musiała wyczuć jego twardość. Bogowie… Co będzie dalej??
Król wilków poszedł za przykładem sekretarza i również poprowadził palce dziewczyny na swoje ciało. Przez chwilę słyszałam tylko jej westchnienia, kiedy siedziała pomiędzy dwoma podnieconymi jak diabli wilkusami, każdego mając dosłownie w garści i wyglądała, jakby z całych sił walczyła z pokusą.
- Panie…
- Jestem Vincent. Wiesz o tym. Mów mi po imieniu, jak dawniej – poprosił nisko król, poddając się jej woli. Miała teraz władzę, o jakiej od lat nawet nie marzyła i nie mogłam odgadnąć, jaką podejmie decyzję. Sama nie wiedziałam, co bym zrobiła na jej miejscu. Poczułam suchość w ustach, oblizałam wargi, nie mogąc oderwać oczu od trójki na łóżku. Ada spuściła głowę, jasne włosy opadły jej na zarumienione czoło, jednak nie cofnęła żadnej z dłoni, przeciwnie, trzymała je, niczym przyklejone. Musiało sprawiać jej to grzeszną przyjemność!
- Vincencie… Co z królową, twoją towarzyszką? Czy to, co może się dziś zdarzyć, jej nie zrani?
Na słońce i księżyc, ona poważnie rozważała zgodę! Król delikatnie podniósł jej brodę, by utrzymać kontakt wzrokowy.
- Ado, moje małżeństwo… Nie jest takie, jak twoje. Po tym, jak odeszłaś, rada wilków zaczęła naciskać, bym spłodził dziedzica tronu i musiałem uznać słuszność ich żądań. Nie mogłem ryzykować wojny domowej, nawet wbrew osobistym uczuciom. Valida została moją towarzyszką tylko dlatego, że ją o to poprosiłem. Powiedziałem, że nie mam nikogo, komu bym ufał, tak jak jej. Kocham ją, zawsze ją kochałem, jest moją drogą kuzynką i przyjaciółką, a ona kocha mnie, jak brata. Dla mnie cofnęła czary, które zatrzymały ją w ciele dziecka, dla mnie poświęciła swoje postanowienie o tym, że nie założy rodziny oraz pracę mistrzyni szpiegów, nawet wybrane przez siebie imię! Zawsze będę jej za to wdzięczny. Po pierwszych dwunastu pełniach zamieszkaliśmy osobno, by mieć więcej prywatności. Całe lata żyliśmy jak rodzeństwo i byliśmy dla siebie oparciem, jednak pragnęliśmy dzieci. Nawet sobie nie wyobrażasz, jak ciężko było nam zmusić się do spółkowania! W końcu opiliśmy się miodu i pierwszego razu nawet nie pamiętam. Kolejne były łatwiejsze, choć żadne z nas nie miało na nie ochoty, to było wbrew naszym relacjom. Szczęśliwie, Valida zaszła w ciążę i od tego momentu jej nie tknąłem, za obopólną zgodą. Wiem, że ją krzywdzę, kiedy piję, jestem zgorzkniały i nerwowy. Czuję wtedy do siebie obrzydzenie, Ado, ale nie mogę przestać. Nie mogę zapomnieć o tobie, moja srebrna. Jeśli zgodzisz się, bym cię dotknął, rzucę picie, tym razem na zawsze. Valida będzie traktowana z najwyższym szacunkiem, nigdy nie przestanie być królową wilków i moją towarzyszką. Czy to cię zadowoli?
Miałam ochotę poradzić Adzie, by nie wierzyła w obiecanki cacanki, zwłaszcza złożone po solidnej dawce alkoholu, jednak sama poddałam się nastojowi chwili. Jak mu nie ulec, kiedy patrzy ciemniejącymi z podniecenia oczami, jakbyś była jedyną kobietą na świecie? Machinalnie rozsznurowałam koszulę, bo zrobiło mi się zdecydowanie za gorąco, kiedy czekałam w napięciu na odpowiedź mojej sobowtórki, która przeniosła błyszczące spojrzenie na Vuliana.
- My… mamy dzieci. Czy one nie ucierpią z powodu naszej decyzji?
Rudy sekretarz łagodnie odgarnął jej kosmyk jasnych włosów z czoła.
- Nie ma takiej możliwości, moja srebrna. Dzieci śpią pod opieką piastunki, wiesz, że kazałem, byś miała absolutny spokój. Nic im nie będzie.
Vincent poprawił się na łożu i przemówił wolno, by jego słowa dobrze wbiły jej się w pamięć:
- Ado, to co się stanie między naszą trójką, nigdy nie wyjdzie z tej izby. Nie martw się, twoje dzieci nie dowiedzą się o niczym, obiecuję, że zawsze będą miały moją opiekę i przychylność. Gdyby… sprawy potoczyły się inaczej, mógłbym być ich ojcem. Zrobiłbym dla ciebie wszystko, moja srebrna. Dałbym ci tyle dzieci, ile tylko byś zapragnęła…
Ada jęknęła i przez chwilę pomyślałam, że się rozpłacze. Nie mogłam się bardziej mylić! Ona była podniecona do białej gorączki! Zaczęła poruszać dłońmi w górę i w dół, na ile pozwoliły spodnie, a obaj jej partnerzy głośno wciągnęli powietrze, zaskoczeni nagłą pieszczotą.
- Vincencie, tak bardzo chciałam urodzić ci syna, ale bałam się, że nie będę umiała go ochronić. Moja teściowa, Velaria powiedziała, że polityka bywa bezwzględna nawet dla maluchów, sama widziałam, co robiła z tobą Victoria, gdy byłeś dzieckiem i nie mogłam, nie mogłam zaryzykować! Kocham cię, tak bardzo, że to aż boli. I ciebie też kocham, Vulianie. Jestem bardzo szczęśliwa, jako twoja towarzyszka. Proszę, obiecaj, że nie będziesz mnie nienawidził po dzisiejszej nocy!
- Nie mógłbym cię znienawidzić! To był mój pomysł! – westchnął Vulian, zamykając oczy i poddając się całkowicie przyjemności.
Patrzyłam w osłupieniu, jak Vincent ściąga kołdrę z Ady, odsłaniając jej nagość.
- Bogowie, moja srebrna… Jesteś jeszcze piękniejsza, niż dawniej… Powiedz, że mogę cię dotknąć!
Raptownie zabrała palce z obu członków i położyła dłonie na okrągłym brzuchu, masując miejsce, gdzie musiało kopnąć ją dziecko. Rycerze sapnęli ze słyszalnym rozczarowaniem, a ona uśmiechnęła się figlarnie.
- Cóż to, panowie? Jesteście tak spragnieni, że nie możecie się doczekać?
- Umieram z głodu, Ado! – natychmiast zadeklarował Vulian, wykorzystując swoją przewagę ojca i obsypując jej brzuch czułymi pocałunkami, miejsce przy miejscu. Dłonie Vincenta aż się trzęsły, ale czekał na pozwolenie. Dziewczyna zapytała zalotnie:
- Gdzie chciałbyś mnie dotknąć, mój złoty królu?
Vincent, ku mojemu zdumieniu, wybuchnął szczerym śmiechem.
- Nie sądziłem, że jeszcze kiedyś tak mnie nazwiesz! Mogę mieć trzy życzenia?
Naturalnie, nie byłby sobą bez warunków. Udawała, że się namyśla, podczas gdy jej towarzysz kuł żelazo, póki gorące i zamknął jej lewą pierś w dłoni, ugniatając i ściskając. Wiedziałam, że jej się podoba, bo uwielbiałam taki rodzaj pieszczot.
- Niech tak będzie, skoro mieszkamy w bajce. Twoje pierwsze życzenie, Vincencie?
Pochylił się nad nią, widziałam, jak żyła na jego skroni pulsuje szybkim rytmem.
- Chcę cię pocałować.
Nie byłam z kamienia i nie oparłabym się tej pozornie niewinnej prośbie. Ona też nie i uśmiechnęła się przyzwalająco.
- Więc mnie pocałuj!
Vincent spuścił wzrok z jej oczu na usta, ale przewrotnie schylił głowę niżej, dużo niżej i złapał wargami jej sutek. Jęknęła przeciągle, a Vulian, który widocznie tylko na to czekał, dopadł drugą pierś i powtórzył pieszczotę króla. Z wypiekami na policzkach obserwowałam, jak każdy z nich ssie, całuje i lekko przygryza jedną z brodawek kobiety, która wyglądała jak ja. Doskonale wiedzieli, co sprawi jej, czyli mnie, przyjemność i nie wahali się użyć tej wiedzy, masując nabrzmiałe piersi czterema dużymi dłońmi. Komnatę wypełniły głębokie westchnienia, Ada opadła na poduszki pod plecami i całkowicie poddała czułym zabiegom towarzyszy. Wbrew sobie, poczułam wilgoć między nogami. Obraz, jaki oglądałam, będąc we śnie, był niesamowicie podniecający. Przygryzłam wargę, nie mogąc doczekać się dalszego ciągu. I pomyśleć, że chwilę temu chciałam, by moja sobowtórka wyrzuciła ich z izby!
Tutejsza Ada rozchyliła uda tak szeroko, jak tylko mogła, przy wydatnym brzuchu. Obaj trafnie odczytali sygnał, odrywając usta od jej twardych sutków i wbijając wzrok w odsłonięte intymne wargi, z przyciętym równo trójkątem miodowych włosków, nawet w słabym świetle świecy lśniące wilgocią. Patrzyłam na ciemną linię, biegnącą od łona do pępka i przełknęłam ślinę. Jej ciało, moje ciało, było doskonałe.
- Jakie jest twoje drugie życzenie, mój złoty królu? – szepnęła namiętnie. Vincent ukląkł pomiędzy jej nogami, kładąc obie dłonie na krągłych udach.
- Chcę cię posmakować.
Przeniosła rozpłomienione spojrzenie z Vincenta na Vuliana, który z zapałem skinął głową.
- Więc mnie posmakuj…
Vincentowi nie trzeba było dwa razy powtarzać. Natychmiast położył się wygodnie przed nią i wciągnął gwałtownie powietrze, przesycone jej naturalnym zapachem.
- Och, Ado! Na całym świecie nic nie pachnie słodziej, niż ty, moja srebrna! Nareszcie!
Nie patyczkował się i nie tracił czasu na grę wstępną, z miejsca przystępując do głębokich pieszczot końcem języka, docierając do najbardziej ukrytych miejsc. Jęknęła, gdy przyciągnął ją bliżej i położył sobie jej uda na barkach, ona od razu powędrowała palcami do jego długich włosów. Widziałam, jak pracowicie dostarcza jej całej masy przyjemności. Zamknęła oczy, kompletnie odlatując, a z jej ust wydobywały się westchnienia, niosące się echem po komnacie. Vulian pozbył się spodni, nie odrywając bystrego spojrzenia od pary na łóżku i miałam okazję zobaczyć go w pełni podnieconego. Poza Vincentem nigdy nie widziałam innego mężczyzny rozebranego do rosołu, musiałam przyznać, że Vulian prezentował się bardzo okazale, nawet bardziej niż mój król. Chwilę później pochylił się nad żoną, wziął jej twarz w czułe objęcia i zamknął pocałunkiem rozchylone z rozkoszy usta, odbierając każdy jęk, każde drżenie. Bogowie, cóż to było za widowisko! Ada mierzwiła rękami czarne włosy króla, wypychała lekko biodra, by otworzyć się na niego jeszcze bardziej, jednocześnie odwzajemniała głębokie pocałunki męża, który dał się ponieść wspólnej pasji. Nie sądziłam, by dziewczyna poddawana tak intensywnej rozkoszy, wytrzymała długo i rzeczywiście, wkrótce zobaczyłam, jak plecy Ady wyginają się do tyłu, a Vulian scałowuje z jej ust krzyk czystej ekstazy. Obaj zwolnili, dając jej czas na przeżycie szczytu do końca, dopiero kiedy wyplątała palce z włosów króla, ten podparł się na łokciach, złożył ostatni, pożegnalny pocałunek na jej drżącym brzuchu i cofnął się nieco, by dać jej więcej przestrzeni. Rozerwał tasiemki, wiążące jego spodnie, widocznie nie był w stanie tracić ani minuty na ich mozolne rozwiązywanie. Natychmiast pozbył się spodni, siadając na łożu w pełnej gotowości. Vulian dał Adzie całusa w czoło, czule szepcząc wyznanie miłości i wzorem króla, również usiadł dalej. Na ustach dziewczyny, opuchniętych od pocałunków, rozlał się uśmiech pełen absolutnego szczęścia.
- Na słońce i księżyc… - wydyszała, próbując uspokoić oddech – To było niesamowite! Nigdy nie przyszłoby mi do głowy, że może być mi z wami tak dobrze!
- A ja o tym śniłem! – jednocześnie odezwali się jej dwaj kochankowie i spojrzeli na siebie ze zdziwieniem. Ada parsknęła stłumionym śmiechem, obaj do niej dołączyli i przez jedną szaloną chwilę cała trójka zaśmiewała się do rozpuku. Wesołość pomogła rozbroić napięcie, jakie mogłoby powstać tuż po akcie. Mówiąc szczerze, gorąco zastanawiałam się, czy kiedy emocje opadną, któreś z nich nie powie, że żałuje. Nic takiego się nie stało, wręcz przeciwnie. Ada z błyszczącymi z rozbawienia oczami wyciągnęła dłonie do męża i króla.
- Pomóżcie mi się podnieść!
Z wyczuciem spełnili jej życzenie. Usiadła na łóżku i najpierw ucałowała Vincenta, krótko, ale namiętnie, później sprawiedliwie takim samym pocałunkiem obdarzyła Vuliana. Zupełnie bezwstydnie spojrzała na ich sterczące na baczność członki i zachichotała, jak małolata, nie stateczna żona i matka.
- Hmm, aż się boję spytać, jakie jest twoje trzecie życzenie, Vincencie?
Uśmiechnął się mrocznie, wszystkimi wilczymi kłami.
- Chcę cię posiąść!
Wyglądała, jakby tylko na to czekała. Rozejrzała się z roztargnieniem po komnacie i jej wzrok padł na stojący nieopodal łóżka szeroki taboret, wyściełany mięciutką zajęczą skórką. Obiema rękami podtrzymała wielki brzuch i wstała z wysiłkiem. Podeszła powoli, kręcąc biodrami, opadła ostrożnie na kolana, uważając, by nie przygnieść brzucha i wsparła się łokciami na siedzeniu taboretu. Wypięła zapraszająco pośladki.
- Więc mnie weź!
Vincent jęknął przeciągle i w jednej chwili znalazł się tuż za nią. Opadł na klęczki, w obie dłonie chwycił jej biodra i wsunął się jednym wprawnym ruchem. Oboje krzyknęli krótko, od razu przypominając sobie, że muszą zachować względną ciszę. O ile król wilków potrafił przełknąć swoje jęki, o tyle ja byłam zdecydowanie głośna w sypialni i wiedziałam, że Ada ze snu też nie da rady powstrzymać się na dłuższą metę. Pierwsze pchnięcie Vincenta było delikatne, brał pod uwagę jej odmienny stan i nie chciał wejść głębiej, niż byłaby gotowa, ale ona natychmiast gwałtownie cofnęła biodra, chcąc go całego. Nie spodziewał się tego i nie powstrzymał okrzyku pełnego satysfakcji:
- Ado!
Zaśmiała się cicho.
- Jesteś mój, Vincencie. Spełniłam twoje trzy życzenia, teraz czas na coś dla mnie.
- Co zechcesz… – wydyszał król, poruszając się powoli, na głębokości, jakiej sobie zażyczyła. Wyraźnie bał się, że dojdzie zbyt szybko i oszczędzał siły. Sięgnął jedną dłonią między jej uda, wypraktykowanym sposobem wzmagając jej przyjemność.
- Nie możesz narzekać na brak atrakcji, moja srebrna – do rozmowy włączył się Vulian, który uklęknął przed żoną, po przeciwnej stronie poruszającego się w niej króla. Włożył długie palce w jej jasne, poplątane po łóżkowych harcach włosy i przyciągnął do krótkiego pocałunku. Kiedy się odsunął, Ada zamrugała łobuzersko, próbując stłumić westchnienia.
- Och… Ty też jesteś mój, Vulianie. Więc chcę mieć was obu!
Wymienili ponad nią pełne konsternacji spojrzenia, a Vincent zatrzymał się.
- Jak chcesz to zrobić? - spytał Vulian głosem, w którym wyraźnie słyszałam pożądanie. Podobało mu się! Szczerze kręciło go to, jak ktoś inny brał jego żonę! Cóż, każdemu jego porno, jak mawiał Mateusz. Nie wytrzymałam i moja ręka powędrowała w dół. Miałam na sobie tylko koszulę, w której spałam i żadnej bielizny, więc wystarczyło, że podwinęłam materiał i mogłam dotknąć swojej stęsknionej łechtaczki. O, bogowie! Nie miałam pojęcia, że jestem aż tak podniecona! Kręciłam duże i mniejsze kółeczka, koncentrując się na obszarze, który sprawiał mi największą przyjemność. Czekałam, co wymyśli druga Ada, sama miałam kilka interesujących propozycji. Ostatnie pół godziny sprawiło, że rozwinęłam moją seksualną wyobraźnię do niebotycznych rozmiarów!
Kobieta, która zapragnęła dwóch kochanków na raz, zaśmiała się.
- Ot, tak! – sięgnęła ręką po sztywny członek męża, sterczący tuż przed jej twarzą i wzięła główkę do ust. Vulian jęknął najgłośniej z nich wszystkich.
- Ado!!
- Ciii… - westchnęła niewyraźnie, zaczynając pieszczoty językiem. Rudy sekretarz zacisnął zęby i syknął. Vincent posłał mu uśmiech zwycięzcy.
- No, to teraz masz nas obu, moja srebrna. Zajmiemy się tobą z największą ochotą!
Obaj zaczęli się poruszać, najpierw z wolna i ostrożnie, zanim nie wpadli w spokojny, pełen czułości rytm. Nie było w tym nic drastycznego, żadnej dominacji ani walki o władzę, nie. Kiedy w Warszawie oglądałam filmy przyrodnicze, zawsze wydawało mi się, że podobna pozycja musi boleć, tutaj zupełnie nie miałam takiego wrażenia. Z piersi Ady wydobywały się pełne zadowolenia westchnienia, tłumione członkiem, którego z wczuciem ssała. Vulian pomagał jej lekkimi ruchami bioder i z całych sił starał się przeżywać swoją rozkosz w ciszy, podobnie jak Vincent, który z czułością gładził pośladki i wygięte plecy kochanki. Nie mogłam oderwać oczu od tego obrazu niespodziewanej troski o wzajemną przyjemność. Król i sekretarz znajdowali się naprzeciw siebie i w pewnym momentach widziałam, jak wymieniają spojrzenia pełne zrozumienia i szacunku. Każdy uznawał obecność tego drugiego za ważną dla ich wspólnej towarzyszki. W tym układzie po prostu nie było miejsca dla zazdrości, bo nikt nie czuł się pominięty. Kołysali się miarowo w pachnącej ziołami komnacie, podczas gdy ja pieściłam się w szalonym tempie, mając oczy cały czas szeroko otwarte, by nie uronić ani sekundy z tego najbardziej erotycznego ze wszystkich snów. Bogowie, miewałam różne fantazje, ale to… było czymś, czego nie przewidziałam. Zapomniałam na chwilę o tym, że muszę znaleźć sposób, byśmy razem z Serdel mogły się obudzić. Trójka w komnacie sprawiła, że moje troski odeszły, liczyła się wyłącznie czysta, niczym nie skrępowana rozkosz. I nie miało znaczenia, że w prawdziwym życiu prędzej zjadłabym własne ciżmy, niż pozwoliła sobie na podobne zbliżenie. Wiedziałam, że mój Vincent nigdy nie zgodziłby się na trzeciego w naszej sypialni, więc po prostu cieszyłam się snem, w którym, jak to we śnie, wszystko mogło się zdarzyć. W końcu jęki i stękania całej kompanii nasiliły się i wiedziałam, że oznacza to bliski finał. Sama poczułam gorąco, rozchodzące się falami po brzuchu, byłam bardzo, bardzo blisko.
Pierwszy doszedł Vulian, mięśnie jego brzucha napięły się i wyrzucił biodra do przodu, wzdychając przeciągle przez zęby. Ada przełknęła jego nasienie, obdarzyła mięknącego członka czułym całusem, po czym odetchnęła pełną piersią.
- Teraz, Vincencie, pokaż na co cię stać. Poproszę mooooocniej… Ach! I dwa razy szybciej…
Był całkowicie w jej władzy i zrobił to, czego chciała. Prędko okazało się, że nie wytrzyma długo tempa, jakie mu narzuciła.
- Ado… Ja zaraz…
- Ooooch! Tak! Wypełnij mnie, mój królu! – zacisnęła zęby na pokrywającym taboret futerku, by choć trochę stłumić krzyki. Jej piersi kołysały się w rytmie przyspieszonych oddechów, plecy zginały coraz niżej, by ułatwić kochankowi dostęp. Vulian był cały czas blisko, gładził lekko jej włosy, skoncentrowany na obserwowaniu żony, którą inny doprowadzał do samych gwiazd. Vincent wciągnął spazmatycznie powietrze, jego palce intensywnie pocierały łechtaczkę, kiedy gwałtownie przyspieszył. Poczułam pierwsze, cudowne skurcze…
- Tak, Vincencie, taaaaak! – druga Ada szczytowała głośno, w tym samym momencie orgazm wstrząsnął moim ciałem, długi i intensywny. Dyszałam, gdy król wilków zacisnął palce na biodrach kochanki i wsunął się w nią ostatnim, potężnym ruchem, po czym na kilka uderzeń serca zastygł, niczym starożytna rzeźba, przedstawiająca spełnienie.
- Ado, moja srebrna… – wymruczał, wysuwając się z jej gościnnego ciała. Obaj z Vulianem wzięli ją w ramiona i wspólnie ostrożnie zanieśli do łóżka. Płynnie, jakby ćwiczyli to setki razy, zakrzątnęli się wokół wyczerpanej kobiety. Vulian podłożył jej pod plecy poduszki, by miała wygodnie, zaś Vincent rozejrzał się bystro wokół, nalał wody z malowanego dzbanka i podał jej kubek. Przyjęła z wdzięcznym uśmiechem, wypiła duszkiem i zapatrzyła się w swoich obu partnerów, którzy zajęli te same miejsca, co poprzednio, jeden po prawej, drugi po lewej. Przez moment w izbie słychać było tylko powolne, pełne satysfakcji oddechy.
- Co teraz będzie? – spytała sennie Ada, głaszcząc okrągły brzuch. Miałam na końcu języka to samo pytanie. Było cudownie, prawda, ale co dalej? Czy to jednorazowy wyskok? A może nie? Co z dziećmi Ady i Vuliana, bo jakoś nie wierzyłam, że całe zdarzenie nie będzie miało na nie wpływu? No i, na bogów, Vincent był przecież żonaty! Zastygłam w oczekiwaniu.
- Kocham cię, Ado – król ponownie ujął jej dłoń i podniósł do ust – Nigdy nie przestanę cię kochać i nie chcę już nigdy się z tobą rozstawać. Jeśli tylko zechcesz, Wilcze Leże przyjmie ciebie i całą twoją rodzinę z otwartymi ramionami.
Ada wytrzeszczyła na niego oczy.
- Ależ, panie! – Vulian odezwał się pierwszy, ze zdumieniem – Przecież w stolicy panuje królowa Valida! Ona od razu dowie się o nas i będzie wściekła!
- Przede wszystkim, jestem Vincent. Nie sądzisz chyba, że pozwolę, by rycerz, który był ze mną w łożu, nie mówił mi po imieniu? – uśmiechnął się kącikiem ust król. Vulian zamrugał, niczym jeden z jego ptaków.
- Dobrze, więc, Vincencie, nie mówisz chyba poważnie. Nie możemy sprowadzić się do Wilczego Leża, co powie dwór?
- Dwór dowie się, że proponuję ci stanowisko mojego osobistego sekretarza. Mam ku temu solidne powody. Twoje zdolności są powszechnie znane, warownia wschodnia funkcjonuje najlepiej ze wszystkich, masz wielki talent do administrowania i chcę, byś zaczął go wykorzystywać bezpośrednio dla mnie. Rada wilków skorzysta na twojej obecności, nikt nie będzie miał co do tego żadnych obiekcji. Dzięki temu, że podzielimy się pracą, będziemy mieli więcej czasu dla naszej rodziny. Ado, moja srebrna, jeśli przyjmiecie moją ofertę, ty i dzieci będziecie mieli wszystko, czego dusza zapragnie. Nie spadnie im włos z głowy, będą dorastać wraz z moim synem, dostaną tych samych preceptorów i równie troskliwą opiekę. Jeśli zapragniesz dalej powiększać rodzinę, przyjmę każde twoje maleństwo i będę wychowywał, jak swoje własne, obiecuję.
Małżonkowie wymienili spojrzenia, rozważając niespodziewaną propozycję. Dla Vuliana byłby to skok na sam szczyt, wysokie stanowisko, zaufanie króla i wielkie bogactwo. Vincent na tym nie poprzestał.
- Dla ciebie, Ado, mam również zajęcie. Po naszym rozstaniu, nigdy nie przyjąłem żadnej czarodziejki do zamku i twoja wieżyczka stoi pusta. Jeśli się zdecydujesz, ona, stanowisko głównej królewskiej magiczki i oczywiście miejsce w radzie wilków, należą do ciebie. Mieszkałaś już ze mną w stolicy, znasz tam każdy kamień, jestem pewien, że zdobędziesz miłość i szacunek moich poddanych tak szybko, jak za pierwszym razem. Będziesz miała spokój i prywatność, która przyda się naszej trójce, gdy zechcemy spędzić razem wieczór.
On improwizował! Byłam przekonana, że na bieżąco wymyśla kolejne elementy planu, chcąc ich skusić. Istniało jednak całkiem sporo luk.
- Chcesz, bym była twoją nałożnicą? – spytała Ada rzeczowo, bezbłędnie odkrywając jedną z nich. Vincent znów ucałował jej dłoń.
- Nie poproszę o nic, czego nie będziesz chętna mi dać, moja srebrna – obiecał z pewnością siebie, którą kiedyś mnie oczarował. Teraz też zadziałało. Uśmiechnęła się lekko.
- Wiesz, że skoro mój towarzysz nie ma nic przeciwko, dam ci wszystko, czego zechcesz! Ale tylko w obecności Vuliana. Żadnych samotnych schadzek! Jesteśmy w tym razem i jeśli ma zadziałać, tak zostanie. Oficjalnie jestem żoną twojego sekretarza, to wyjątkowo skandaliczna pozycja, nie sądzisz? Muszę dbać o swoją cześć!
- Przysięgam! Vulian jest częścią zespołu! – król wilków położył dłoń na nagiej piersi. Ada nie spuszczała z niego badawczego spojrzenia.
- Wiesz, że będę dzieliła z nim łoże? Jesteśmy towarzyszami, mamy dzieci. Każdej nocy śpimy razem, często z maluchami, jeśli się obudzą i piastunka nie może dać sobie z nimi rady. Nasz… układ, nie może kolidować z rodzinnymi obowiązkami. Czy nie będzie ci przeszkadzać, że oprócz bycia twoją nałożnicą, jestem też żoną i matką?
Wilczy król zamyślił się na chwilę. Sprawa wcale nie była prosta i oczekiwałam mnóstwa komplikacji. Zależało mu jednak tak bardzo, że był gotowy stanąć na głowie, byle przepchnąć swój pomysł.
- To dla mnie oczywiste, dlatego założyłem, że nasz układ będzie planowany w kalendarzu. Weź też pod uwagę, że dostaniesz tyle piastunek, ile uznasz za stosowne. Wiadomo, jeśli zdarzy się coś, co będzie wymagało twojej uwagi, potrafię być elastyczny. Przysięgam, że dzieci będą miały zawsze pierwszeństwo! Nasze wspólne, bo kiedy Valida urodzi, ja również będę ojcem i zamierzam porządnie wywiązywać się ze swoich obowiązków. Kocham cię, Ado, nie chcę, byś czuła, że zapraszam was do Wilczego Leża tylko po to, by mieć cię w swoim łożu. Jesteś moją przyjaciółką i najmądrzejszą czarodziejką, jaką znam. Nie mogę się doczekać, aż oboje zasiądziecie w mojej radzie. Powiedz, Vulianie, co o tym myślisz?
Wywołany do odpowiedzi rudy wilkus westchnął tęsknie. Król mądrze wybrał sojusznika w przekonywaniu drugiej Ady.
- Jeśli już rozmawiamy szczerze, podoba mi się ten plan. Zawsze chciałem zobaczyć stolicę, a nie miałem jeszcze okazji. To wielki zamek, mnóstwo projektów do wdrażania i udoskonalania…
Jego oczy już świeciły się marzycielsko, jak u każdego pracoholika z krwi i kości. Wciągnął dłoń i zaczął odliczać zalety królewskiego pomysłu, zginając kolejne palce.
- Po pierwsze, dzieci będą zachwycone! Uwielbiają podróże i poznawanie nowych miejsc, świetnie czują się u dziadków, w Trzech Modrzewiach i jestem pewien, że pokochają Wilcze Leże. Po drugie, to dla nich mnóstwo nowych możliwości, będą mogły kształcić się w zawodzie, który wybiorą i odnieść dużo większy sukces, niż w warowni! Po trzecie, tutaj zrobiliśmy wszystko, co się dało. Sama wiesz, Ado, że kasztelania funkcjonuje wzorowo i Vartur poradzi sobie świetnie sam. Może kiedy nasza rodzina zniknie z pola widzenia, w końcu pojmie towarzyszkę i doczeka się własnych dzieci, jak na razie nasze pochłaniają cały jego wolny czas. Po czwarte, moi rodzice będą zachwyceni! Wysoka pozycja na dworze, po tym, jak byliśmy w niełasce, to ogromne wyróżnienie. Problemy, przed którymi przestrzegała cię moja matka, nie będą nas dotyczyć, bo oficjalnie będziemy tylko jeszcze jedną parą dworzan, cieszącą się przyjaźnią króla. A w końcu, muszę to powiedzieć. Nie mógłbym sobie darować, gdyby dziś miał być pierwszy i ostatni raz. Wreszcie moje fantazje się spełniły i było jeszcze lepiej, niż oczekiwałem. Nie mam nic przeciwko, byśmy wprowadzili wspólne wieczory na wieżyczce do naszego stałego kalendarza! Moja srebrna, powiedz, jak ci się to podoba?
Ada zaśmiała się cicho. Zawtórowałam jej, nie mogąc się nadziwić, jak podobnie pracowały umysły obu wilkusów. W kancelarii mieli szansę stworzyć duet doskonały, o ile w zaciszu sypialni wszystko będzie szło gładko.
- Czuję dokładnie to samo. Dobrze żyło mi się w warowni, jednak tęsknię za energią Wilczego Leża. Z wielką chęcią objęłabym panowanie w wieżyczce i zapraszała was na miłe spotkania we troje! Ale jest jeden bardzo poważny problem, Vincencie.
Skinął głową, potwierdzając, że rozumie, w czym rzecz.
-Valida. Nie chcę jej skrzywdzić i robić niczego za jej plecami, wystarczy że będziemy musieli zachowywać dyskrecję przed dworem. Teraz śpi, ale jutro porozmawiam z nią szczerze i wyjaśnię nasze zamiary. Ona… wiecie, ona nie bardzo lubi zabawy w łożu. Nieraz mówiła mi, że mogę wziąć nałożnicę, jeśli mam taką potrzebę, aż do dzisiaj nie skorzystałem z tego prawa, nigdy nie pożądałem żadnej, poza tobą, Ado. Valida w głębi duszy tęskni za dawnym życiem. Jako królowa wilków, ma mnóstwo oficjalnych obowiązków, często mówi, że w roli mistrzyni szpiegów była dużo szczęśliwsza. Gdybyś została etatową czarodziejką, mogłabyś ją nieco odciążyć, by miała więcej czasu na podróże, które tak bardzo kocha. I tak między nami, brakuje jej twojej przyjaźni. Nie raz skarżyła się, że przez to, co się stało, wasz kontakt jest chłodny i sporadyczny. Mogłybyście dostać kolejną szansę na odbudowanie tego, co kiedyś was połączyło.
Czy on oszalał? Jak współżycie z mężem tej drugiej mogło poprawić relację byłych przyjaciółek?! Ada ze snu miała wypisane na twarzy te same wątpliwości:
- Ale czy ona nie będzie zazdrosna? Nieważne, że nie przepada za łożem, może czuć się zraniona i odsunięta na bok, gdy dowie się, że jej towarzysz zabawia się z inną kobietą i jej mężem. Zwłaszcza teraz, kiedy jest brzemienna. Zasługuje na to, by być dla ciebie najważniejsza, zostanie matką twojego dziecka, dziedzica rodu wilków!
W punkt! Na twarzy Vincenta widziałam troskę.
- Więc możemy odłożyć nasze plany nieco w czasie, nawet musimy, biorąc pod uwagę, że wkrótce rodzisz. Damy nam chwilę, by każde oswoiło się z myślą o waszym przybyciu do stolicy. Ja i Valida wrócimy do domu zaraz po twoim porodzie i rozpoczniemy przygotowania, muszę dokładnie przemyśleć, gdzie przygotować wasze komnaty, by było jak najzręczniej. Rzucam alkohol, od teraz, ostatecznie i bez żadnych wyjątków! To była jedyna kość niezgody między moją żoną a mną. Jeśli przestanę pić, ona będzie dużo spokojniejsza, a jak dowie się, że będzie miała więcej wolności od oficjalnych obowiązków, z pewnością przemyśli nasz układ. Każde z naszej czwórki może na nim skorzystać, czyż nie?
Miał trochę racji, jednak moje warszawskie wychowanie, wzmocnione surowymi zasadami związku towarzyszy, wzdrygało się przed przyznaniem, że to dobre rozwiązanie. Miałam w głowie jeszcze co najmniej tuzin zastrzeżeń. Co, jeśli się wyda? Jeśli nie zachowają ostrożności? Jeśli ktoś będzie ich szantażował? Jeśli…
- A co, jeśli pocznę z tobą dziecko, Vincencie? Nie możesz zostać oficjalnie moim towarzyszem. Czy uznasz je za swoje, czy będziemy je wychowywać w tajemnicy, jako dziecko mojego męża?
Wilczy król oblizał się, niczym przed ucztą.
- Och, moja srebrna… Na samą myśl o tobie, noszącej moje dziecko, płonę! Jeśli tego zapragniesz i Vulian nie będzie miał nic przeciwko, uznam je za swoje. Zdanie dworu mnie nie obchodzi, zrobię wszystko, by się nam ułożyło. I jeśli kiedyś… Będziesz chciała czegoś więcej, jestem gotów poważnie rozważyć zmianę naszego prawa. Kto, na bogów, wymyślił by król mógł mieć tylko jedną towarzyszkę?
Ada zaczerwieniła się ogniście i położyła rękę Vincenta na swoim wysokim brzuchu, a król westchnął, niewątpliwie czując, jak rusza się maleństwo.
- Zawsze marzyłam, by urodzić ci dziecko – wyznała cichutko – Ale za bardzo się bałam. Poczekajmy, co przyniesie los. Nie mówię dzisiaj ani tak ani nie. I na zawsze zostanę towarzyszką Vuliana, nie ma mowy, by układ nas rozdzielił!
- Problemów będzie mnóstwo – przyznał Vulian, kładąc Adzie rękę na brzuchu z drugiej strony, tak, że teraz obaj ją przytulali - Nawet jeśli przyjedziemy z przykrywką w postaci nowych stanowisk, nie uciekniemy przed plotkami, w końcu moja żona była kiedyś twoją towarzyszką, Vincencie. Jeśli jednak królowa Valida stanie po naszej stronie, plan ma szansę powodzenia. Jedno jej słowo może nas pogrzebać lub poprowadzić do zwycięstwa!
- Chcę jutro sama pomówić z Validą – wyraziła życzenie Ada i ziewnęła szeroko - Jestem matką, ona też. Byłyśmy kiedyś najlepszymi przyjaciółkami i ja też wiele bym oddała, by te czasy wróciły. Nie chcę zagrozić jej pozycji, nie mam żadnej ochoty na odebranie stanowiska królowej. Możemy nadal być blisko, jeśli tylko ustalimy jakieś rozsądne granice.
- Co masz na myśli, Ado? – spytał Vincent, głaszcząc ją delikatnie po brzuchu. Była wykończona, spodziewałam się, że jeszcze trochę, a zaśnie niczym zmęczone jagniątko w czułych objęciach dwóch wilków.
- Chcę wiedzieć, jaką ona widzi dla siebie rolę w naszym układzie. Czy chce stać z boku i udawać, że nic się nie dzieje? Czy może w jakimś sensie dołączy? Nie miałabym nic przeciwko obecności drugiej niewiasty…
Vulian przełknął głośno ślinę.
- Ado, wiesz, że ona zawsze mi się podobała, odkąd dojrzała, oczywiście. Jest bardzo piękna.
- Wiem – uśmiechnęła się czule jego towarzyszka – I dlatego chcę dać jej wybór. Może nasze wieczory w wieżyczce będą na cztery osoby, nie na trzy…
- Na słońce i księżyc! – zaklęli obaj kochankowie i w tym momencie poczułam, że czas wracać do Serdel. W końcu musiałyśmy się jakoś wydostać! Rzuciłam ostatnie spojrzenie postaciom na łóżku. Ada zamknęła zaspane oczy, Vulian ułożył się u jej boku, a Vincent pocałował ją na dobranoc w czoło i wstał, by wrócić do izby gościnnej, gdzie spała jego towarzyszka.
- Vulianie? – szepnął, by nie przeszkadzać ukochanej w odpoczynku. Rudy sekretarz podniósł na niego jedną brew.
- Tak, Vincencie?
- Dziękuję.
Obaj wymienili uśmiechy spiskowców. Nie mogłam się nadziwić ich gładkiej i bezkolizyjnej współpracy. Czy łoże potrafi zbliżyć nawet tak zaciekłych antagonistów? A może, w innych okolicznościach, nie tylko we śnie potrafiliby się zaprzyjaźnić, w końcu każdy widział jasno łączące ich podobieństwa? Zdecydowałam, że muszę to dokładnie przemyśleć.
- Zapewniam, że cała przyjemność po mojej stronie. Już nie mogę się doczekać jutrzejszego wieczoru. Specjalnie dla ciebie każę przynieść balię do prania…
Och, co za szkoda, że nie będę mogła tego zobaczyć! Westchnęłam i wypowiedziałam pod ich adresem życzenia długiego i szczęśliwego życia, niczym w prawdziwej bajce. Chwilę później wyszłam z komnaty, zamykając starannie drzwi, by nikt niepowołany nie mącił spokoju układu trojga.
