Work Text:
W sali treningowej X-Mansion panowała cisza przerywana tylko cichym szumem wentylatorów i odległym stukotem ciężarów w sąsiedniej części kompleksu. Psylocke siedziała w kącie, oparta plecami o chłodną ścianę, z nogami wyciągniętymi przed siebie. Miała na sobie swój klasyczny, obcisły kostium w fioletowo-czarnym kolorze, który podkreślał każdy mięsień jej wysportowanego ciała. Fioletowe włosy opadały jej na ramiona, a oczy były przymknięte w skupieniu.
Jean Grey stała kilka metrów dalej, pozornie zajęta medytacją. Czerwone włosy spływały jej po plecach, a zielony kostium X-Men przylegał do ciała tak ciasno, że widać było każdy szczegół – kształt piersi, linię brzucha, krągłość bioder. Scott Summers, Cyclops, był gdzieś w bazie, ale to nie jego obecność interesowała teraz Betsy. Psylocke chciała wiedzieć, co Jean naprawdę myśli o Scottcie. Te ukradkowe spojrzenia, te napięcia między nimi… Betsy miała dość domysłów. Postanowiła skorzystać ze swoich zdolności telepatycznych – delikatnie, subtelnie, tak żeby Jean niczego nie zauważyła.
Zamknęła oczy mocniej i wysłała cienką, niewidoczną sondę psychiczną w kierunku umysłu Jean. „Tylko szybki rzut oka” – pomyślała. „Co ona czuje do tego czerwonookiego idioty?”
Zamiast obrazów Scotta Summersa, zamiast scen pocałunków w Danger Roomie czy wspólnych misji, Betsy wpadła prosto w coś zupełnie innego.
Jean siedziała na szerokim, czarnym fotelu w jakimś ciemnym, eleganckim pomieszczeniu, które wyglądało jak prywatna komnata w X-Mansion, tylko bardziej… intymna. W ręku trzymała cienki, skórzany pejcz. Jej zielone oczy błyszczały rozbawieniem i władzą. Przed nią, na kolanach, klęczała Psylocke – naga, z rękami związanymi za plecami fioletową wstążką psychiczną, która pulsowała delikatnym światłem. Piersi Betsy były odsłonięte, sutki stwardniałe od chłodu i podniecenia. Między jej udami widać było wilgotny błysk – cipka już lśniła od soków, które spływały powoli po wewnętrznej stronie uda.
– No proszę, proszę… – rozległ się w umyśle Jean głos, ciepły, ale ostry jak brzytwa. – Mała Betsy znowu próbuje grzebać w mojej głowie. Myślałaś, że nie zauważę, że chcesz podsłuchać, co myślę o Scottcie?
Betsy w realnym świecie drgnęła, ale nie przerwała połączenia. Jej oddech przyspieszył. Jean w fantazji uśmiechnęła się szerzej, wstała z fotela i podeszła bliżej. Jej biodra kołysały się powoli, a pejcz uderzał lekko o jej udo.
– Zawsze taka ciekawa cudzych spraw, co? – kontynuowała Jean, pochylając się nad klęczącą Psylocke. Chwyciła ją za fioletowe włosy i pociągnęła mocno w górę, zmuszając Betsy do spojrzenia sobie prosto w oczy. – Podkochujesz się w moim facecie, a sama nie potrafisz nawet przyznać, że mokniesz na samą myśl o tym, jak bym cię wzięła.
Jean w fantazji przesunęła dłonią po policzku Betsy, potem niżej – po szyi, po obojczykach, aż chwyciła jedną pierś i ścisnęła mocno, aż sutek wysunął się między palcami. Betsy w wizji jęknęła głośno, a jej ciało drgnęło.
– Spójrz na siebie – powiedziała Jean, jej głos był teraz niższy, bardziej władczy. – Klęczysz tu naga, cipka ci się leje, a wszystko dlatego, że złapałam cię na gorącym uczynku. Myślałaś, że będziesz podsłuchiwać moje myśli o Scottcie? Że dowiesz się, jak go lubię rżnąć? A zamiast tego dostajesz to, na co naprawdę zasługujesz.
Betsy w sali treningowej poczuła, jak jej własne ciało reaguje. Sutki jej stwardniały pod materiałem kostiumu, a między nogami zrobiło się gorąco i wilgotno. Nie mogła oderwać się od tej wizji – była zbyt intensywna, zbyt szczegółowa.
W fantazji Jean puściła włosy Betsy i odeszła kilka kroków. Usiadła z powrotem na fotelu, rozłożyła nogi szeroko i uniosła spódnicę swojego kostiumu. Pod spodem nie miała nic – jej gładko ogolona cipka była już mokra, wargi sromowe nabrzmiałe i lśniące.
– Podejdź tu – rozkazała. – Na czworakach. I liż.
Psylocke w wizji, z rękami wciąż związanymi, pochyliła się nisko i zaczęła pełznąć. Jej piersi kołysały się przy każdym ruchu, sutki ocierały się o zimną podłogę. Kiedy dotarła między uda Jean, poczuła zapach – słodki, ciężki, podniecający. Jean chwyciła ją znowu za włosy i przycisnęła jej twarz mocno do swojej cipki.
– Głębiej. Językiem. Chcę czuć, jak się starasz wynagrodzić mi to wścibstwo.
Betsy lizała posłusznie – długimi, płaskimi pociągnięciami od dołu do góry, potem kręcąc językiem wokół łechtaczki Jean. Jean westchnęła z przyjemnością, ale nie przestawała mówić.
– Wiesz, co mnie najbardziej bawi? Że ty, wielka Psylocke, ninja z mieczem psychicznym, tak łatwo dajesz się złamać. Myślałaś, że Scott cię zechce? Że będziesz lepsza ode mnie? A tu proszę – liżesz mi cipkę jak ostatnia dziwka, a twoja własna dziura pulsuje i kapie na podłogę.
Jean mocniej przycisnęła twarz Betsy, biodra zaczęły się poruszać, ocierając się o jej usta i nos. Soków Jean było coraz więcej – spływały po brodzie Psylocke, po jej szyi.
– Powiedz to – rozkazała Jean. – Powiedz głośno, co jesteś.
Betsy, z ustami pełnymi cipki Jean, wymamrotała niewyraźnie:
– Jestem twoją dziwką… twoją podległą suką…
Jean roześmiała się nisko, gardłowo.
– Dobrze. A teraz palce. Wsuń dwa do mojej cipki i ruszaj nimi szybko, podczas gdy liżesz łechtaczkę.
Psylocke wykonała polecenie. Dwa palce wślizgnęły się gładko w gorącą, mokrą dziurę Jean. Zaczęła poruszać nimi w tę i z powrotem, szybko i mocno, jednocześnie ssąc łechtaczkę. Jean jęknęła głośniej, jej uda zacisnęły się wokół głowy Betsy.
– Tak… właśnie tak. Widzisz? Nawet w moich fantazjach robisz dokładnie to, co ci każę. Żadnego Scotta. Tylko ty, klęcząca, zlizująca każdy mój sok.
W realnym świecie Betsy oddychała ciężko, jej ręka sama powędrowała między nogi, naciskając przez materiał kostiumu na nabrzmiałą łechtaczkę. Nie mogła przestać. Fantazja Jean była zbyt żywa, zbyt dominująca.
Jean w wizji doszła nagle – jej ciało wygięło się w łuk, cipka zacisnęła się mocno wokół palców Betsy, a strumień gorących soków trysnął prosto na twarz i usta Psylocke. Jean trzymała ją mocno, nie pozwalając się odsunąć, dopóki orgazm nie minął.
Kiedy wreszcie puściła, Betsy była cała mokra – twarz, piersi, szyja lśniły od soków Jean. Jean spojrzała na nią z góry, z leniwym uśmiechem.
– To dopiero początek, Betsy. Następnym razem, jak spróbujesz podsłuchiwać moje myśli o Scottcie, skończysz z moim strap-onem w dupie, podczas gdy ja będę ci opowiadać, jak Scott mnie rżnie, a ty będziesz błagać o więcej. Rozumiesz?
Psylocke w fantazji skinęła głową, oczy miała szkliste z podniecenia.
– Tak… pani.
Jean pogłaskała ją po policzku prawie czule.
– Dobra dziewczynka.
Połączenie telepatyczne urwało się nagle. Betsy otworzyła oczy w sali treningowej, serce waliło jej jak młot. Jean Grey wciąż siedziała w tej samej pozycji, ale teraz patrzyła prosto na nią. Na jej ustach błąkał się bardzo subtelny, bardzo świadomy uśmiech.
– Coś ciekawego znalazłaś w mojej głowie, Betsy? – zapytała Jean spokojnie, ale w jej głosie dało się słyszeć nutę rozbawienia.
Psylocke poczuła, jak policzki jej płoną. Kostium między nogami był już wyraźnie wilgotny.
– Ja… nie… to znaczy…
Jean wstała powoli i podeszła bliżej. Stanęła nad nią, patrząc z góry.
– Następnym razem – powiedziała cicho, tak żeby tylko Betsy usłyszała – nie musisz podsłuchiwać. Wystarczy, że poprosisz. Mogę ci pokazać to wszystko na żywo.
Betsy przełknęła ślinę. Nie była w stanie wydusić ani słowa.
Jean odwróciła się i wyszła z sali, kołysząc biodrami. Za nią pozostał tylko zapach jej perfum i echo tych wszystkich graficznych, dominujących obrazów, które wciąż pulsowały w umyśle Psylocke.

