Chapter Text
"Skarbie weź ze sobą wodę! A i pamiętaj o jedzeniu!"
Krzyknęła jego mama krzątając się po kuchni, gdy Telemach ostatnimi ruchami wrzucał wszystkie "niezwykle potrzebne" rzeczy do swojej torby. Wychodził na miasto, nie na wojnę, ale jego mama zdawała się nie widzieć za dużej różnicy. A ojciec nie miał żadnej siły się jej przeciwstawić - jedynie patrzył się na nią tymi maślanymi oczami, blah. Nie mógł co prawda narzekać na to, że jego tata kocha jego mamę, to byłoby absurdalne. Ale jak na kogoś kto zniknął na dwa lata (wcale nie, nie było go dwa miesiące i ominął jego urodziny przez jakiś problem z samolotami) był bardzo mało zdeterminowany w naprawianiu swojej relacji z swoim JEDYNYM synem (co... też nie było prawdą, Odyseusz czasami starał się nawet za bardzo, poprostu nie w dyskusji z Penelopa).
"Tak tak mamo, wiem"
Wymamrotał, miał pełna świadomość, że jakby nie odpowiedział, musiałby się tłumaczyć dlaczego, czy jest chory? Zły? Czy może chce zostać w domu? Tak... potrafili być nieco nadopiekuńczy, ale liczyła się intencja... nawet jeśli wykonanie było nieco wątpliwe.
Spojrzał jeszcze raz na swój skromny ekwipunek, oceniając czy powinien ze sobą wziąć bandaże, jeśli Pyrrus znowu spadnie z górki próbując oderwać od drzewa jakiś patyk tylko dlatego, że mu się spodobał, będzie potrzebował całej apteczki...ale, czy chciało mu się to wszystko nosić?
Co za głupie pytanie, oczywiście, że nie. Zamiast tego wziął gumy do żucia by w razie potrzeby móc spektakularnie nadmuchać balona na tle krzyczącego rudego dzieciaka, które ma zerowe pojęcie na temat samozachowania. Jak tak myślał, Nauzykaa też pewnie by chciała gumy, dlatego chwycił drugie opakowanie z tymi, które lubi bardziej.
"pamiętaj o bezpieczeństwie"
Już miał wychodzić gdy drogę zagrodził mu ojciec, powstrzymał się od wywrócenia oczami.
"tak wiem tato"
Postarał się go wyminąć, w końcu docierając do drzwi wyjściowych, co za ciężka wędrówka... ale w końcu się mu udało.
Na całe pięć sekund, gdy tata odciągnął go by stanął przed nim i mamą. Jasne, czemu nie? Miał tylko 17 lat, napewno nie wie takich podstawkowych rzeczy...
"I... uważaj na siebie, pamiętaj że cię kochamy... chociaż naprawdę nie podoba mi się to ile czasu spędzasz z tym dzieciakiem Achillesa..."
Penelopa na szczęście przyszła mu z pomocą, kładąc Odyseuszowi rękę ostrzegawczo na ramieniu.
"Mamy na myśli, byś uważał na siebie"
Byłoby to pewnie słodkie, jakby nie słyszał tego setki razy. Czasami nawet kilka razy dziennie gdy akurat w okolicy zaginie jakiś nastolatek, broń boże o podobnym wyglądzie.
"tak tak wiem mamo i tato, a teraz muszę iść bo się spóźnię!"
Wyrwał się z uścisku zmartwionych spojrzeń uciekając do upragnionych drzwi, praktycznie wybierając na zewnątrz i kierując się pośpiesznie w stronę przystanku autobusowego, jeśli się pospieszy to może jeszcze zdarzy na planowy autobus...
Iiii właśnie pojechał obok niego.
Przestał biec.
No cóż, spacer nikomu jeszcze nie zrobił krzywdy prawda? Wyjął telefon, szybko pisząc do Pyrrusa, że się spóźni bo uciekł mu autobus, w odpowiedzi dostał jedynie "frajer, skill issue" oraz po chwili "będę czekać w naszej miejscówce", czasami zastanawiał się, dlaczego przyjaźni się z tym typem, a potem przypomniał sobie spaghetti jego przybranego ojca i radośnie szedł na spotkanie z nim.
Po dwudziestu naprawdę męczących minutach slalomu między przechodzącymi ludźmi w końcu dotarł do umówionego miejsca, no nie do końca, był dopiero przy wejściu do alejki.
Była ciemna, niezbyt przyjemna w wyglądzie, ale o to w tym chodziło.
Z wyuczoną pewnością siebie (której zdecydowanie mu brakowało gdy Pyrrus zabrał go tu pierwszy raz) ("Jesteś pewien, że nie chcesz mnie tam zadźgać? Wiesz muszę wrócić na obiad...") minął śmietniki, skręcając głębiej w uliczkę.
Zatrzymał się przy drabinie, poprawił torbę i zaczął się wspinać. Robienie tego po ciemku było cięższe niż można było się wydawać, ale kilka sekund później już był na płaskim dachu, a na środku siedział jego kolega z Nauzykaa u boku i Eurydyka.
Pyrrus miał ognisto rude włosy, ale jakby sam kolor wystarczająco go nie skrzywdził, świat obdarzył go najgorszym gustem w kwestii ubrań - była to mieszanka tego co dostał po ojcu i matce, z jakimś ciuchami, które kupił po taniości w lumpeksach. W niektórych miejscach były plamy... czegoś, czego pochodzenia Telemach wolał nie znać, a jedyne co ratowało jego aparycję, był niebiański face card, czyli jedyna pozytywna rzecz, jaką dostał w spadku po ojcu.
Nauzykaa za to była dość przeciętna - brązowe włosy, brązowe oczy, nie wybitna twarz i niewyróżniające się ubrania, ale jej wyjątkowość tkwiła w charakterze. Jeśli go zapytać, była najmilszą osobą, jaką kiedykolwiek spotkał, zawsze była chętna do pomocy, lubiła książki, poezje i muzykę, pomagała mu z matematyką, poprostu anioł w ludzkiej skórze, jeśli pominąć jej chwilowe zauroczenie jego ojcem (niezreczna historia, nie wracajmy do tego)
A Eurydyka? Była największa gotka, jaką świat widział. Czarne włosy, czarne ubrania, czarna szminka i czarne soczewki. Oschła w obyciu, czasami wredna - uwielbiała dwie, nie, trzy rzeczy, muzykę, historię i swojego chłopaka Orfeusza. Na początku, Telemach bał się, że rzuci na niego jakieś zaklęcie, teraz.... boi się trochę mniej. Naprawdę nie rozumiał, jak ktoś mógłby być z nią w związku, zwłaszcza ktoś taki jak Orfeusz - spotkał go dwa... może trzy razy i koleś był naprawdę miły! Ubiera się jak jakiś elf, gra na gitarze i kilku innych instrumentach, ma ładny głos i jest po prostu.. ciepły dla innych, ale nie myślał by być z nim bliżej, bo ten był zdecydowanie zbyt zakochany w swojej dziewczynie. Serio, co Telemach miał do ludzi zakochanych na zabój w swoich partnerach?
Pomachał niezręcznie do swojej gromady, gdy starał się nie potknął o dachówki garażu. Ich miejsce, cóż nie do końca należało do nich. Nawet nie widzieli do kogo należał garaż i średnio ich to obchodziło, póki nie robił problemów. Mieli tam kilka stałych rzeczy! Koc, lampki, coś na wzór stolika (była to jakaś deska, która znaleźli w koszu). Było ogólnie dość przytulnie, jeśli zignorować nieprzyjemny zapach.
"no, w końcu jesteś! Już myślałem, że nas wystawisz"
Pyrrus otulił się prześmiewczo ramionami potrząsając swoim ciałem w marnej imitacji damy w opałach. Telemach uniósł powątpiewająco brew siadając obok Nauzyki (jak najdalej od Eurydyki, nie chciał by jej aura przynosiła mu nieszczęście...czy coś), która jedynie przybiła z nim piątkę, popijając coś co wyglądało jak sok jabłkowy.
"Mówiłem, że rodzice mnie trzymali! Spóźniłem się na autobus i musiałem iść tu z buta, nie czuje nóg"
Opadł w przesadnej dramaturgii na ramię Nauzyki, za co oberwał w ramię. Co.. było wyjątkowo bolesne, więc wyprostował się, pocierając obolałe miejsce, ouc, to nie powinno boleć tak jak boli. To było słabe uderzenie! Naprawdę musiał zbudować mięśnie, bo teraz, był niczym więcej jak patykiem, czekającym aż ktoś go złamie, najprawdopodobniej wiatr.
"tak tak, jasne. W każdym razie, słyszeliście o czymś ciekawym?"
Zapytał Pyrrus, bawiąc się włoskim akcentem z taką finezja, jak słoń w sklepie z porcelaną, ale nikt nie przejął się na tyle by zwrócić mu uwagę, że mówi gorzej niż jakiś rosjanin w cs;go. Zazwyczaj mówił...normalnie? Tylko czasem (gdy chciał się popisać z jakiegoś powodu, ale to tylko myśl Telemacha) zaczynał mówić łamanym angielskim. Na początku było to irytujące, ale teraz zdążyli się przyzwyczaić i nikt nie zwraca uwagi na takie nagłe zmiany.
Eurydyka poruszyła się poraz pierwszy odkąd przyszedł, z niepokojącym uśmiechem na ustach, oh chyba nie chciał słyszeć co ona uznaje za ciekawe...
"Widzieliście, że Apollo, wiecie no ojciec Orfeusza, ma młodszego brata? Podobno ma 19 lat...i jego stary się go wyrzekł"
Powiedziała lekkim tonem. Telemach zmarszczył brwi skonfudowany
"To by go czyniło kimś w naszym wieku, ale przecież Apollo jest Stary...mam na myśli, Orfeusz ile ma? 18 lat? Czyli on musiałby mieć minimalnie... 36 lat? Jakim cudem miałby mieć brata o.. 17 lat młodszego? Jesteś pewny, że to nie jakiś zaginiony brat twojego chłopaka czy coś?"
Zapytał powątpiewająco, nie znał dziadka Orfeusza, ale nie wydawało mu się, by jakimś cudem miał dziecka 17 lat po poprzednim. Może się nie znał! Ale nie wyobrażał sobie mieć teraz rodzeństwa gdy ma 17 lat.
Eurydyka spojrzała na niego, jak na najgłupsza osobę na świecie.
"Ty znasz ich starego? Nie zdziwiłabym się jakby teraz miał jakieś małe dzieci! Słyszałam kilka razy jak Apollo rozmawiał z nim przez telefon gdy nocowałam u Orfeusza. Powiedzenie, że to męska dziwka to za mało wie-"
Nie miała okazji dokończyć, ponieważ Nauzykaa uderzyła jak w ramię ostrzegawczo.
"może nie mów takich rzeczy o kimś kogo nie znasz osobiście co? Może... może poprostu adoptował? Wiesz ludzie jak nie mogą mieć dzieci czasami tak robią i...i nie powinnaś używać takich brzydkich słów"
Powiedziała łagodnie, ale z pewną uwagą w głosie, która skłoniła Eurydykę do nie drążenia tego tematu głębiej .
"uh...w każdym razie, coś innego?"
Odchrzaknal Pyrrus, zwracając uwagę wszystkich spowrotem na plotkowanie. Jak się okazuje, nawet Telemach znał jakieś ciekawe rzeczy (sam się zdziwił), nim się obejrzeli było już ciemno.
Eurydyka w zirytowaniu uderzyła się w rękę, zabijając komara, który chciał wypić jej krew (jakby ją wypił, też pewnie by się otruł, ale to tylko spostrzeżenie Telemacha). Westchnęła znudzona patrząc w zamglone nocne niebo, nawet jeśli nie byłoby chmur, nie zobaczyłaby tam niczego interesującego, bo przecież w mieście nie widać ładnych gwiazd.
"już jest późno, chyba się zwijam, te komary to tragedia"
Oznajmiła wyjmując telefon, zaświecił się oświetlając jej twarz z nienaturalnym blasku, co jak na kogoś, kto chciał uniknąć komarów, było mało rozsądne, bo robaki lgną do światła. Na jej szczęście, szybko wybrała numer zatytułowany "singing honey" i zadzwoniła, w znudzeniu stukając czarnym paznokciem o dachówki. Po kilku sekundach najwyraźniej wybrana osoba odebrała.
"Hejj słońce, odwieziesz mnie do domu? Co masz na myśli, mówiąc że jest późno? No właśnie! Jest ciemno, nie zamierzam wracać sama. Co? Mówisz, że już leżysz w łóżku, no trudno się mówi, wychodz. Nocne powietrze podobno dobrze działa na mózg, paaa kocham cię"
Nie dała mu okazji odpowiedzieć, rozłączając się. Spojrzała wyzywająco na resztę towarzystwo, jakby wolała ich by powiedzieli cokolwiek.
Nauzykaa poruszyła się niespokojnie, otulając ciaśniej kocem.
"Mogę jechać z tobą? Jeśli będę iść przez miasto w tą pogodę, chyba zamarzne"
Zapytała, jak zwykle zawstydzona, że o coś prosi. Wyraz twarzy Eurydyki ocieplił się o kilka stopni. Westchnęła przeciągle.
"niech będzie, ale ja siadam z przodu"
Postanowiła tonem nie zostawiającym miejsca do dyskusji.
I tak urwała się rozmowa, siedzieli w niezręcznej ciszy. Pyrrus kaszlnął próbując ją przerwać.
"A ty Telemach? Nie powinieneś...nie wiem zadzwonić do rodziców?"
Przypomniał mu. I to był moment gdy cały świat rozpadł się mu na kawałki, miał wyciszony telefon! Przeszukał swoje kieszenie jak poparzony, mamrocząc pod nosem "jestem martwy, jestem trupem, zimnym, brzydkim, zapomnianym trupem", gdy w końcu wyjął z kieszeni telefon, panicznym ruchem go odblokowując.
20 nieodebranych połączeń od ; Ojciec
5 nieodebranych połączeń od ; Mama❤️❤️🔥💘
31 nieodczytanych wiadomości od ; Ojciec
10 nieodczytanych wiadomości od ; Mama❤️❤️🔥💘
Przełknął żałośnie ślinę, w myślach debatując, u kogo dostanie mniejszy ochrzan.
Mama lub tata
Mama lub tata
Zadzwonił do taty.
Jeden sygnał.
Drugi sygnał.
"Halo?"
Przyłożył drżącą ręką telefon do ucha, czując się wyjątkowo niezręcznie otoczony przyjaciółmi w tym momencie. Modlił się, by nikt nie powiedział czegoś dziwnego co można byłoby usłyszeć po drugiej stronie, bo byłby martwy jeszcze dzisiaj.
"Oh..hej tato! Wybacz, że nie odbierałem ale telefon mi się rozładował! Uh... jestem... jestem u Pyrrusa, jego rodzice zaproponowali mi bym został, bo wiesz jest ciemno i zimno a pan Patroklos robi spagetti i-"
Spojrzał błagalnie na Pyrrusa pod tytułem "prosze zrobię wszystko", na co ten bardzo powoli skinal głową, jakby wcale nie słyszał tego poraz pierwszy.
".... niech będzie, odbiorę cię jutro o 10, baw się dobrze...i nie rób niczego głupiego"
"Tak jasne kocham cię pa!"
Rozłączył się, bliski rzucenia telefonem. Na szczęście tego nie zrobił, nie zamierzał tłumaczyć się rodzicom również z tego.
"eh... Pyrrus... mogę u ciebie nocować?"
Zapytał po chwili gryzacej ciszy. Eurydyka i Nauzykaa jedynie patrzyły na niego rozbawione, ale na przykład Telemach był wszystkim tylko nie rozbawiony! Wbijał błagalne spojrzenie w Pyrrusa. Który po chwili wzruszył ramionami.
"jasne, że tak, Achilles i ojczym nie będą mieli nic przeciwko. Chyba czasami wolą ciebie odemnie, więc oszczędzisz mi udawanej uwagi"
Pewnie powinien zwrócić mu uwagę, że nie powinien mówić do swojego ojca po imieniu i okazywać większego szacunku jego chłopakowi niż jemu, ale nie miał zamiaru igrać z ogniem w tej sytuacji. I tak nie ważne ile razy by próbował mu powiedzieć, że nie koniecznie każde okazanie troski z strony jego ojca oznacza to, że czegoś od niego chce, on i tak wiedział swoje, więc już się poddał.
"oh dzięki dzięki!!"
Był bliski przytulenia go, ale wolał ponownie, nie ryzykować spania na ulicy. Spojrzał na Eurydykę
"czy możesz nas też podwieźć? Dom ojca Pyrrusa jest po drodze do Orfeusza"
Zapytał, nie chciał iść z nie rozwiniętym emocjonalnie dzieckiem (Pyrrusem) samotnie przez miasto nocą. Mogli być przyjaciółmi, ale Telemach lubił swoje życie i nie miał w najbliższych planach się z nim żegnać
"jeśli zmieście się na tylnych siedzeniach? Jasne. Ale nie przyzwyczajajcie się, mój chłopak nie jest jakaś taksówka"
Poinformowała ich wszystkich dumnie, wstając z swojego miejsca na kocu. Zapaliła lampkę w telefonie idąc w stronę drabiny, cała reszta pospieszyła za nią, z racji iż nikt nie był na tyle pomyślny, by wyjąć swój telefon i również użyć latarki.
"Przecież traktujesz go jak taksówkę"
Zauważył Pyrrus, obserwując jak schodzi stopień po stopniu z prześmiewczym wyrazem twarzy. Telemach jedynie ostrożnie przesunął go z pola widzenia Eurydyki, bo jeszcze zmieni zdanie.
"bo to mój chłopak, odpowiada mu bycie MOJĄ taksówka"
Powiedziała tak, jakby to wszystko wyjaśniało, już stojąc na betonie na dole. Zaniecierpliwiona czekając aż reszta stoczy się z góry. Druga poszła Nauzykaa, strasznie się wleczyla, Telemacha zdarzyło zaatakować co najmniej trzy komary. Trzeci poszedł Pyrrus, który prawie rozwalił sobie głowę, gdy w połowie uznał, że w sumie to sobie skoczy (czy wspomniał, że nie chciało mu się nieść apteczki? Czasami lenistwo mogłoby okazać się jego zgubą), na szczęście poza obitymi kolanami, rudemu nie stała się większa krzywda, niż już była wcześniej wyrządzona. Telemach szybko zszedł ostatni, silnie trzymając się zimnego metalu gdy zszedł na ziemię.
Wyszli razem z alejki, przepychając się przyjacielsko, Orfeusz odebrał ich killa metrów od wyjścia z uliczki i zawiózł każdego do domu, oczywiście nie bez narzekania, mamrocząc coś o tym, że jeśli obudził jego ojca, to ma przewalone i ogólnie by więcej nie wyciągali go z domu o takich godzinach. Jak Eurydyka dała mu pocałunek w policzek, zostawiając czarną szminkę w tamtym miejscu, przestał narzekać.
Co on ma do tych zakochanych kundli hm?
W końcu wyszli z dusznego samochodu po kilkuminutowym maratonie słuchania musicali, stając przed skromnym domem ojca Pyrrusa. Pociągnął go pewnie w stronę wejścia, wchodząc jakby nic się nie stało. Był taki głośny! Telemach krzywił się na każdy głośniejszy dźwięk, ten gość nie miał instynktu samozachowawczego. Przychodzić do domu, późno w nocy, z niezapowiedzianym gościem? Jak dobrze, że był gościem i to nie na niego będą krzyczeć w razie problemu..
Przeszli przez przedpokój, zderzając się ze ścianą gdy chcieli przejść do pokoju Pyrrusa. A konkretnie z Patroclosem, który jedynie uniósł krytycznie brew, patrząc na ich dwójkę. Pyrrus wydawał się nie przejęty a Telemach pocił się za ich dwoje. Uśmiechnął się niezręcznie.
"uh..czy mogę przenocować?"
Zamrugał powoli, mógł przysiądz, że mrugał jak żaba, ale nie to było teraz głównym tematem.
".... bądźcie cicho i żadnych wygłupów, mamy gościa więc postarajcie się zachowywać cywilizowanie"
Powiedział ten po kilku minutach ciszy, patrząc się specjalnie na Pyrrusa, a Telemach był zadowolony, że to nie on był ofiarą tego spojrzenia. Energicznie pokiwali głowami i nim się obejrzał był ciągnięty na schody a potem do pokoju.
"gość? Nie mówiłeś że masz gości?"
Zapytał zdezorientowany Telemach, gdy w końcu zamknęli za sobą drzwi.
"cóż...nie wiedziałem o tym! Ale co za różnica? Jak chcesz możemy podsłuchać o czym gadają w salonie, podłoga jest strasznie cienka więc wszystko będzie słychać"
Zaproponował Pyrrus podekscytowany, już wymyślając co mogą podsłuchać. Chyba już decydując za niego w tej sprawie.
"myślę, że nie powinniśmy podsłuchiwać dorosłych -"
Odezwał się jaki głos rozsądku, niestety, nikt w tym pomieszczeniu (poza straumatyzowanym pluszakiem królika powieszonym na wiatraku) nie wykazywał się nadzwyczajna inteligencją.
"jesteśmy prawie dorośli, więc twoje morale się nie liczą, no dawaj!"
Potrząsnął nim, praktycznie uderzając jego głowa o podłogę aż zrobił to z własnej woli. To był napewno dziwny widok dla osoby z trzeciej perspektywy - dwójka nastolatków trzymających uszy przyciśnięte do podłogi. Ale to też nie tak, że to jest najdziwniejsza rzecz jaką robili. Więc Telemach zmrużył oczy próbując wychwycić dźwięki. Na początku słyszał tylko niewyraźny szum, gdy stopniowo wszystko się wyostrzalo.
"Proszę, tylko jedna noc!"
To było pierwsze co usłyszał, był..to może męski głos? Nie głęboki, może trochę piskliwy.
"Gdziekolwiek przyjdziesz przynosisz kłopoty, myślisz, że nie wiemy co żeś zrobił swojemu bratu?"
Oh to był zdecydowanie głos Achillesa, to jest ojca Pyrrusa. Ciągle musi się poprawiać, częściej słyszy jego imię niż tytuł...
"to był wypadek! Proszę, jutro mnie już tu nie będzie, obetnica na palec!"
Brzmiało to może trochę bardziej desperacko. Słychać było szum przesuwnego krzesła.
"Kochanie pozwól mu, widzisz, że nie ma gdzie indziej pójść"
A...to był zdecydowanie Patroklos, wszędzie pozna ten głęboki łagodny ton, nie dało się go zapomnieć.
Była przerwa, Telemach przesunął się chcąc się wsłuchać bardziej, rzucając przelotne spojrzenie na Pyrrusa, który je odwzajemnił z iskierkami ciekawości.
"...jedna noc"
Dźwięk zamykanych drzwi. Cóż..to chyba tyle?
Usiadł na podłodze prostując się, to była bardzo niekonkretna rozmowa, która zostawiła więcej pytań niż odpowiedzi.
"zrozumiałeś cokolwiek z tego?"
Zapytał Pyrrusa, z braku lepszych opcji.
"nie wiem bro, jestem tak samo skonfundowany jak ty. Idę spać, nie spałem od 27 godzin i kolory zaczynaja mówić"
Powiedział przez ziewnięcie wstając i pasując na łóżko. Co było nijako powiedzeniem "ogarnij się sam", Telemach westchnął męczeńsko, wychodząc z pokoju by wejść do kuchni, gdzie 1 chciał napić się wody 2 przejść do salonu i wziąć dodatkową pościel.
Stanął w wejściu do kuchni, patrząc niepewnie na nieznajomą sylwetkę - trochę wysportowana, sądząc po umięśnionych ramionach. Włosy sięgające uszu, blond, kręcone. Zdecydowanie nikt kogo by znał. Odchrzaknal niepewnie, wyjmując kubek z szafki.
"Ty jesteś -?"
"Hermes! He, a ty?"
"nieistotne, co tu robisz?"
Zapamiętał radę ojca, by nie mówić nieznajomym imienia może zbyt dokładnie, albo nie miał ochoty bawić się z wymową, kto nazywa swoje dziecko "Telemach"? Jak możesz spojrzeć na niemowlaka i powiedzieć "tak, to Telemach", imiona to propaganda w każdym razie...
"przeprowadzam się, a znalezienie tu mieszkania to koszmar więc jedną noc spędzam tu, kolejną gdzie indziej, wiesz jak jest"
Nieznajomy, znaczy Hermes, cmoknal gdy robił sobie herbatę. Był wyjątkowo otwarty w dzieleniu się tym wszystkim, śmiesznie kontrastując synem Odyseusza, który nawet nie raczył powiedzieć swojego imienia, ale wydawało mu się to nie przeszkadzać.
"A skąd się przeprowadzasz? Czemu?"
"miasto w pobliżu, sąsiedzi byli irytujący i nie mogłem znaleźć pracy"
Wrzucił niepokojąca ilość kostek cukru do napoju, oraz o zgrozo, do parującej herbaty dolał zimnej wody. Telemach jedynie patrzył się na to, coraz bardziej kwestionując swój stan psychiczny, bo to co widział mogło być tylko wytworem jego wyobraźni.
"Czemu- nie ważne, wiesz co, idę spać i obym nie znalazł po drodze kolejnego dziwnego bezdomnego"
Przetarł swoje czoło, idąc do salonu, kanapa była już pościelona. Świetnie, czyli nie ma gdzie spać. Zrobił odwrót, wracając do pokoju Pyrrusa, zabrał od niego koc i położył się w jego nogach.
Zasnął wyjątkowo szybko, licząc, że chociaż następny dzień będzie chociaż trochę normalniejszy niż ten. Gdy się obudził, uznał konwersacje z kuchni za coś co wymyślił sobie przez odwodnienie.
Aż jego tata nie odebrał go od Pyrrusa i nie zaczął mówić o tym, jak szukają złodzieja, który okradł mnóstwo domów w sąsiednim mieście i prawdopodobnie grasuje w okolicy.
Dziwne.
