Actions

Work Header

Romans

Summary:

Romans rycerski osadzony w świecie Dragon Age. Co, jeśli Cassandra i Trevelyan spotkały się w przeszłości, kiedy Cassandra była łowczynią smoków, a Trevelyan skromnym magiem z Kręgu? AU, które ma za zadanie naprawić trochę brak Cassandra/Femquisitor. Druga część "Księżniczki i Smoka".

For English speakers - there is a translation posted by soriso here: The Princess and The Dragon.
A chivalric romance set in the world of Dragon Age. What if Cassandra and Trevelyan had met before, back when Cassandra was a dragon hunter, and Trevelyan a humble Circle mage? The second part of "The Princess and the Dragon".

Notes:

Chapter Text

 

Jako nastolatka Cassandra zaczytywała się w romansach. Jako dorosła - wcale nie przestała, zaczęła tylko to ukrywać, najpierw wstydliwie, a potem z dziwnym podekscytowaniem na myśl o kontraście, jaki to tworzyło z jej zwykłym wizerunkiem. Sztywniara - podsumował ją kiedyś jeden z kolegów Anthony’ego, i może by się przejęła, gdyby nie czytała akurat nowej części Opowieści o ludziach pustyni, swojej ulubionej serii wydawniczej. Góra lodowa - stwierdził jeden ze wzgardzonych absztyfikantów, nie wiedząc, jak uprzedniego wieczora Cassandra przeżywała gwałtowne gody Rudyarda i Klementyny.

Uwielbiała chodzić po swoich pokojach tylko w koszuli albo zupełnie nago, przyjmując przed lustrem zmysłowe pozy, zupełnie jakby ćwiczyła na zaś. Próbowała nawet kiedyś chodzić w takich strojach jak bohaterki powieści, ale okazały się okropnie niepraktyczne i na dodatek miała wrażenie, że jest za kogoś przebrana, jak jakaś zagraniczna szpieżyca. Miała natomiast różne, być może nie do końca gustowne wyobrażenia na temat pierwszej nocy z wybraną osobą. Najpierw się pocałują, w tle będą się rozciągać pola malowane zbożem rozmaitym, potem nastąpi zmiana scenerii, a więc marmurowy kominek, lecą ubrania, płatki róż, te sprawy. Będzie namiętnie i czule zarazem. Będą to robić całą noc, chociaż noc to przecież bardzo dużo czasu, ale Cassandra miała dobrą kondycję i w ogóle jej to nie martwiło. Alabastrowe ramiona, włosy rozsypane na poduszce, i tak dalej.

Nie spodziewała się za to, że będą leżeć na sianie wśród chrapiących rycerzy, mrugając do siebie porozumiewawczo. To znaczy, Cassandrze wydawało się to porozumiewawcze, ale Trevelyan może po prostu wpadło coś do oka.

Nie znalazłyby się w tej sytuacji, gdyby ojciec nie uznał pokojów gościnnych niegodnymi nocowania. Konflikt udało się zażegnać, ale szkoda się dokonała: ojciec był dogłębnie urażony i dokumentnie obrażony, a że pora była późna, uznano, że nie warto rozstawiać namiotów, więc ostatecznie zaszczycili swoim towarzystwem oddaloną nieco od gospody stodółkę.

Cassandra rozścieliła sobie posłanie na sianie i przykryła się płaszczem. Obok Trevelyan wierciła się na swoim kocu, stanowiąc w ciemności tylko kształt o łagodnych łukach i zapachu ziołowych kosmetyków. Niby mogłaby być kimkolwiek innym, ale nie: powietrze między nimi zachowywało się jakoś inaczej.

— Nie wyobrażam sobie matki w tym miejscu — szepnęła Cassandra pod wpływem impulsu.

— Ja też nie — przyznała Trevelyan.

— Spałaś już kiedyś w stodole?

— Tak, zdarzyło się. Dzikie obyczaje z Ostwick.

Cassandra uśmiechnęła się wbrew sobie. Było w tej dziewczynie coś rozbrajającego. Wyciągnęła na oślep rękę i trafiła na jej dłoń, delikatną i miękką jak u skryby, a wokół gwardziści chrapali w najlepsze.

Ojciec był naprawdę urażony do głębi poziomem gospody, co można było poznać po tym, że narzucił następnego dnia bezlitosne tempo. Cassandra była do tego przyzwyczajona, ale Trevelyan, rano rozgadana i promieniejąca, z biegiem czasu coraz coraz mniej się odzywała, a na postoju zsunęła się z siodła i powlekła w kierunku potoku. Cassandra pomogła rozłożyć obozowisko, oporządzić konie i rozdzielić warty, a po kolacji wetknęła głowę do ich wspólnego namiotu. Trevelyan leżała ze zwiniętym płaszczem wetkniętym pod brzuch i zbolałą miną.

— Czy wszystko w porządku? Odłożyłam ci trochę ziemniaków z żaru.

— Dzięki. Bolą mnie części niewymowne — przyznała Trevelyan. — Od siodła.

Cassandra wsunęła się do namiotu i usiadła po turecku obok niej.

— A czy nie możesz ich… wiesz… — Potarła wymownie dłonie o siebie.

Trevelyan patrzyła na nią przez chwilę ze zdziwieniem, a potem coś w niej zaskoczyło. Rozgrzała ręce, jakby szykowała się do rąbania drewna, i przyłożyła je sobie do kluczowego miejsca z komicznym westchnieniem ulgi. Cassandra oparła się na łokciu i przekrzywiła głowę. Nie miała zbyt wiele okazji, żeby spędzać z nią czas sam na sam, bo ciężko do tego zaliczyć upojne godziny spędzane na końskim grzbiecie w asyście znudzonych rycerzy, ojca i brata. Trevelyan przyjmowała też w towarzystwie uprzejmą, ułagodzoną i przez to dość nieciekawą maskę. Cassandra znacznie wolała jej nieutemperowaną, prywatną wersję, którą, była pewna, gdyby ojciec poznał, nigdy nie kazałby Cassandrze tak uważnie obserować. I pomyśleć, że ojciec kazał ją tak uważnie obserwować - na wszelki wypadek.

Trevelyan, nieświadoma tego wszystkiego, przewrócila się na plecy i zamachała palcami.

— Ręce, które leczą — zażartowała. Cassandra zauważyła już, że lubiła humorem rozładowywać sytuację albo pomniejszać swoje dokonania, i o ile to pierwsze się często sprawdzało, to drugie było niepotrzebne.

— Jeśli mam być szczera, pozostaję pod wrażeniem twoich umiejętności — powiedziała, z wysiłkiem dobierając słowa. — Prawie każdy potrafi nauczyć się okładać kogoś mieczem, ale to jest coś… wyjątkowego.

— Pochlebiasz mi, prawda? — zapytała Trevelyan.

Potrząsnęła głową.

— Nie! To nie pochlebstwo. Naprawdę tak uważam, tylko nigdy nie potrafię nic odpowiednio powiedzieć…

Trevelyan wydawała się zakłopotana, a Cassandra zganiła się w duchu. Można by się spodziewać, że przy takiej znajomości romantycznych motywów będzie jej to lepiej szło, ale słowa zawsze przychodziły jej opornie. Była znacznie lepsza w czym innym.

Zamknęła dystans między nimi, przykrywając Trevelyan swoim ciałem. Miała ona miękkie usta, aksamitną szyję, gibką nogę, którą entuzjastycznie objęła Cassandrę w pasie, i tendencję do wydawania zachęcających dźwięków, niestety nieco zbyt głośnych, bo ktoś nieopodal odchrząknął i splunął, zapewne zupełnie niewinnie, ale nieodwołalnie ściągając je obie na ziemię.

Trevelyan zamarła z rękami opartymi na ramionach Cassandry i popłochem na twarzy.

— To siodło ci nadal dokucza, tak? — zapytała troskliwie Cassandra, wysupłując się z jej objęć.

— Na to wygląda — stwierdziła Trevelyan, poprawiając nerwowo strój. — To pewnie wina jakichś błędów w postawie jeździeckiej. Może pomogłabyś mi je odnależć i poprawić?

— Z przyjemnością, jak tylko znajdziemy się w domu.

W nocy nie potrafiła jednak do końca się powstrzymać: po kwadransie gorączkowego wpatrywania się w plecy Trevelyan, przysunęła się chyłkiem bliżej i objęła ją w pasie ramieniem, a kiedy ta przeciągnęła się we śnie, wsunęła dłoń pomiędzy warstwy ubrań i dotknęła spoiwa między bokiem a biodrem.

Zaczynała rozumieć, czemu pójście do łóżka nazywano czasem poznaniem fizycznym. Jej pożądanie też można by scharakteryzować jako ciekawość: chciała wiedzieć, jak krągła, kobieca Trevelyan wygląda nago, jak się zachowuje, kiedy ktoś sprawia jej przyjemność, jak wygina kręgosłup, w jaki kształt układają się jej usta, jakie w dotyku są jej uda i pośladki. Łapała się na tym, kiedy patrzyła na Trevelyan przy codziennych czynnościach, jak zakładanie butów czy zsiadanie z konia. Matka mawiała, że wiele erotyki jest w tajemnicy, i sama zresztą wkładała wiele wysiłku w utrzymanie tej tajemnicy przez ojcem: mieli osobne sypialnie, a mama nigdy nie pokazywała się nikomu oprócz służącej w swoim buduarze, i nawet Cassandra widziała ją w bieliźnie i bez makijażu tylko raz, kiedy we dwór uderzyła wielka burza i salwowali się ucieczką do piwniczki z winem. Tymczasem ciągłe przebywanie w towarzystwie Trevelyan, jeśli zmieniło cokolwiek, to tylko wyostrzyło żądzę do poziomu trudnego do zignorowania.

Cassandra nie ceniła więc uroku tajemnicy. Wywołała skandal, wprowadzając do porządku dnia poranne pływanie w jeziorze, ale w końcu wszyscy się przyzwyczaili i nie musiała nawet nikogo wypłaszać z krzaków, jak to miało miejsce na początku. Traktowała zresztą swoje ciało utylitarnie, i nie zdawała sobie nawet sprawy, jakie jest zużyte, dopóki Trevelyan nie przywróciła go do stanu wyjściowego. Zaczynała zresztą w tym upatrywać źródła tej fascynacji: to chyba było to pierwotne połączenie pomiędzy nimi, od razu fizyczne.

Powrót do domu oznaczał rozdzielenie i zdała sobie sprawę, że pierwszy raz w życiu nie spieszyło jej się z powrotem. Ojcu jednak tak i pod koniec dnia zajechali na dziedziniec, budząc uśpiony prawie dwór do życia.

Odwieszała smoczą zbroję na wieszak w ich prywatnej zbrojowni, kiedy zauważyła, że Anthony rzuca jej po kryjomu dziwne spojrzenia.

— Złapałeś jakąś egzotyczną chorobę czy chcesz mi coś powiedzieć?

Zamachał sugestywnie brwiami i oparł się o szafę z wyjściowymi kaftanami.

— Ta nasza mistrzyni sztuk tajemnych to dopiero coś, prawda?

— To prawda — odparła Cassandra, wiedząc dokładnie, dokąd to zmierza i mimo to dzielnie usiłując sprowadzić rozmowę na inne tory. — Jest bardzo utalentowana jak na swój wiek. To znakomity dodatek do naszego zespołu.

— To znakomity dodatek, zgadza się. Szkoda, że trochę stronniczy, bo ewidentnie woli niektórych z nas.

— Wygląda na to, że próbowałeś z nią tego, czego próbujesz tak jak z każdą inną biedną dziewczyną, która znajdzie się w promieniu pięćdziesięciu stóp, i jak zwykle ci nie wyszło.

— Dobry ruch z tą książką. — Anthony nie dał zbić się z tropu. — Nie wpadłbym na to, ale, zdaje się, zadziałało.

— Powiedz mi wprost, o co ci chodzi. — Cassandra odwróciła się na pięcie, wyprowadzona wreszcie z równowagi. — I zachowaj te głupie gadki dla swoich kolegów.

— Tylko się droczę z tobą, Cass. I martwię się trochę o ciebie.

— O mnie? — Prychnęła, siadając, żeby zdjąć buty. — Nie musisz, naprawdę. Jestem dorosła i w pełni władz umysłowych.

— Nie wątpię. Ale pamiętasz, jak to się ostatnio skończyło z magiem?

Uniosła głowę. Anthony rzeczywiście patrzył na nią z zatroskaniem.

— To nie ta sama sytuacja. Nie wchodzi się dwa razy do tej samej rzeki, pamiętasz.

— Ja pamiętam, ale nie jestem pewien, czy ty.

— Nie ma o czym rozmawiać.

— Przyrzeknij mi tylko, że wycofasz się, zanim się w coś wpakujesz.

— Przecież to ja jestem ta porządna, Tony.

Anthony uśmiechnął się do niej pozumiewawczo.

Natknęła się na Trevelyan dopiero następnego dnia przed obiadem, i przelotnie przycisnęła ją do draperii w przedpokoju.

— Jeśli chcesz się ze mną spotkać wieczorem — powiedziała, trzymając oszołomioną Trevelyan za brodę — to zostaw otwarte okno.

Naprawdę wielu ludzi miało nieodpowiednie mniemanie o Cassandrze Pentaghast.