Work Text:
PAJĄK TRZYNASTU SERC
Trafalgar Law nigdy dotąd nie czuł się większą porażką.
Nadchodziły urodziny Corazona – właściwie, były tuż-tuż, bo pozostał do nich zaledwie jeden tydzień. A Law, który przecież od dawna wiedział, kiedy ten dzień przypada, zupełnie zawiódł i kompletnie nic dla solenizanta nie przygotował.
Porażka.
Cora-san miał obchodzić urodziny po raz pierwszy od swojego wskrzeszenia za pomocą nise-nisemono-mi. Już na początku w żartach i pogawędkach z Sengoku pojawił się ten temat i jakoś tak wszyscy oficjalnie uzgodnili, że Roscinante pozostanie przy swojej pierwotnej dacie urodzin. Na Dzień Wskrzeszenia zaplanowali inne, zupełnie nowe święto, które będą hucznie obchodzić i tak imprezować, aby wszyscy zapomnieli, że kiedyś była jeszcze rocznica śmierci Corazona. A zatem – lipcowa data urodzin pozostawała obowiązująca, zaś sam Trafalgar Law poznał ją i zapamiętał tak dokładnie, żeby móc ją powtórzyć o każdej porze dnia i nocy nawet za pięćdziesiąt lat. Jednak – choć ją znał z wyprzedzeniem – nie zrobił nic. Kompletnie nic!
Oczywiście, miało być przyjęcie.
Impreza, dla której Law przemógł wszystkie swoje wewnętrzne opory i żałosne błagania resztek zdrowego rozsądku. Udane przyjęcie wymagało profesjonalnego podejścia, a kapitan Piratów Serca nie znał większych ekspertów od imprezowania niż Piraci Słomkowego Kapelusza. Na szczęście wystarczyło przeteleportować się kilka wysp dalej. Trafalgar Law wiedział, że kolega Luffy na hasło „mięsko” zgodziłby się wyprawić imprezę nawet samej Big Mamie, ale to była zbyt ważna okazja, aby rozgrywać takie niehonorowe argumenty. Chirurg Śmierci pomaszerował więc prosto do koleżanki Nami i zaczął rozmowę od „nieograniczony budżet”. W efekcie na tydzień przed urodzinami Corazona Law wracał na pokładzie Sunny Go do swojej załogi, pozyskawszy entuzjastyczną współpracę wszystkich Słomkowych. Kucharz z wielkim zapałem zgodził się przygotować ucztę, strzelec z cyborgiem natychmiast zabrali się za szykowanie fajerwerków, nawigatorka rozpisała kosztorys i wystawiła Lawowi rachunki płatne z góry, a wszyscy razem wprost nie mogli się doczekać, żeby uściskać Roscinante i urządzić mu przyjęcie stulecia.
Porażka.
Każdy mógł mieć przyjęcie. To było takie – banalne, oczywiste, zwyczajne. Upokarzające minimum socjalne. Corazonowi należało się więcej – o wiele więcej. Zasługiwał na niezapomniany prezent, który go uszczęśliwi i rozjaśni jego twarz uśmiechem jeszcze szerszym niż zazwyczaj. Prezent dla Cory powinien być tak wyjątkowy, wspaniały i idealnie dobrany, aby nie pozostał nawet cień wątpliwości, że zawsze chodziło właśnie o ten podarunek.
Law kompletnie nie miał pomysłu, co by mogło być takim prezentem.
Oczywiście, razem z załogą przygotowali pięćdziesiąt tysięcy różnych podarunków i niespodzianek, Słomkowi właśnie szykowali kolejne setki, a wszyscy pozostali zaproszeni goście z pewnością przywiozą własne. Będzie tyle prezentów, że Cora-san wykąpie się w nich jak w wodospadzie. I tylko prezentu od Lawa się nie doczeka – ponieważ Trafalgar D. Water Law był żałosną porażką, która nie potrafiła nawet obdarować swojego ukochanego podarunkiem na urodziny.
A przecież nawet już przyznał, że go kocha.
Wyrwało mu się to zupełnie nieplanowane, nagle i histerycznie, przy jakiejś rozmowie na zupełnie inny temat, ale w końcu padły właściwe słowa. Law wyznał Corazonowi swoją miłość – a on, zamiast się zgorszyć czy speszyć albo odsunąć, chwycił go w ramiona i zapewnił, że kocha go także. Mało tego – zanim Law zdążył się dopatrzyć w tym niedopowiedzeń i zestresować, Roscinante przyznał, że kiedyś szczerze kochał chłopca, którego wykradł Familii i oddał za niego życie, ale to, co czuł teraz, było zupełnie inną miłością. Był zakochany w mężczyźnie, w którego ten chłopiec się przemienił, a którego sam Corazon poznał w dniu swojego wskrzeszenia jako zupełnie nową osobę – i przepadł dla niego z kretesem. Padły wszystkie te słowa, wzajemne wyznania, raz nawet prawie się pocałowali, a potem prawie pocałowali się znowu. Law nadal nie mógł w to wszystko uwierzyć, a serce rozsadzały mu emocje, z którymi kompletnie nie umiał sobie poradzić. Rozpacz, która pojawiła się teraz, była znajoma i oczywista. Skoro mógł tak zawieść mężczyznę, którego rzekomo kochał, był zupełną porażką i nie zasługiwał na żadne wyznania miłości. To był znajomy grunt, na którym Trafalgar Law umiał zachować równowagę, w odróżnieniu od tych przerażających, niepojętych uniesień, które budziło w nim towarzystwo Roscinante.
A jednak – Cora-san zasługiwał na prezent.
To, że Law był porażką, nie budziło wątpliwości. Ale nie o niego tu chodziło, tylko o Corazona. Spojrzenie prawdzie w oczy i utopienie się w rozpaczy niczego nie mogło zmienić, a raczej doprowadzi do jeszcze większej katastrofy. Choćby Chirurg Śmierci był tylko żałosną namiastką mężczyzny, robakiem bez polotu i nędzną podróbką przyjaciela, Cora-san musi dostać prezent. Skoro Law nie miał pomysłu – musiał przynajmniej mieć odwagę.
Poprosi o radę.
Tym razem nie było sensu pytać Słomkowych. Wcale nie znali Corazona lepiej, niż sam Law. Chociaż ich niezawodne instynkty zawsze pomagały im wybierać właściwą ścieżkę, Chirurg Śmierci pragnął czegoś więcej dla swojego ukochanego. Właściwy prezent dla niego mógł wskazać tylko ktoś, kto dobrze Roscinante znał i komu zależałoby na jego uszczęśliwieniu niemal tak samo, jak i Trafalgarowi. Były admirał Sengoku był już najpewniej na miejscu i brał udział w przygotowaniach do przyjęcia. Law nie mógł ryzykować, że cokolwiek dotrze do uszu Corazona. A zatem – pozostawała tylko jedna osoba.
Smoker odebrał wideoślimakorozmowę już po piętnastym sygnale.
- Co cię popierdoliło, Law?! – Dmuchnął dymem z cygara prosto w ekran. – Jestem w Bazie Marynarki Wojennej! Co ci odbiło, żeby wydzwaniać do mnie na pogawędki?!
- Jestem na statku Słomkowych, a nic, co oni robią, już nikogo nie zdziwi, nawet pogawędki z bazami Marynarki. – Chirurg Śmierci wzruszył obojętnie ramionami. – Poza tym, to całkowicie bezpieczna tajna linia, o ile pamiętam? Przynajmniej kolega X Drake tak przysięgał, jak ją instalowali po pijaku z kolegą Cyborgiem.
- Nie wkurwiaj mnie, Law. Co się dzieje?! – Smoker zmarszczył brwi. – Masz jakieś kłopoty? Impreza odwołana? Co z Roscim?!
Zaniepokojenie w jego szorstkim głosie po raz kolejny upewniło Lawa, że Smokerowi na pewno leży na sercu dobro jego cudem odzyskanego przyjaciela.
- Potrzebuję twojej pomocy – oznajmił szczerze. Nie było po co owijać w bawełnę.
- Co się podziało?! – ponaglił go Smoker.
- Nie mam prezentu dla Corazona.
Law szykował się na wybuch, na upokorzenie i poniżenie, a wszystko zamierzał znieść z podniesionym czołem. Oczywiście, reakcja wiceadmirała była dokładnie taka, jak przewidywał.
- Niech cię szlag, piracka łajzo! Co to ja jestem, teleporada?! Infolinia domu handlowego?! Wydzwaniasz do mnie bo nie kupiłeś prezentu?! Czy ci rozum odjęło, Law?! Zawracać mi dupę takimi pierdołami?!
Dym naprzemiennie gęstniał i rzedł, gdy użytkownik moku-moku-no-mi wściekał się tak bardzo, że stracił panowanie nad swoim stanem skupienia. Law z pochyloną głową wysłuchiwał inwektyw, czekając na kolejne wyzwiska. Jednak ku jego zaskoczeniu, Smoker zamilkł równie raptownie, jak przed chwilą się rozwrzeszczał. Odzyskał ludzką sylwetkę, założył ręce na szerokiej piersi i przyglądał się Lawowi przez zmrużone oczy tak uważnie, jakby go pierwszy raz w życiu widział. Zapadła nagle cisza działała Chirurgowi Śmierci na nerwy jeszcze bardziej niż poprzednie wrzaski.
- Ja…
- Zadzwoniłeś do mnie. – Smoker pokręcił głową z niedowierzaniem. – Nie masz pomysłu na prezent dla Rosciego i zadzwoniłeś z tym do mnie.
- A gdzie miałem zadzwonić?! Na teleporadę?! – obruszył się Law. – Cora-san musi dostać właściwy prezent! Idealny prezent! Tylko ty znasz go na tyle dobrze, żeby mi doradzić! Musisz mi pomóc!
Przedtem obiecał sobie, że okaże wyłącznie pokorę, aby przekonać Smokera do udzielenia mu pomocy. Teraz jednak podniósł głos bynajmniej nie pokornie – bardziej przypominało to coś pomiędzy groźbą a desperackim błaganiem. Jego rozmówca zupełnie tego jednak nie skomentował. Zaciągnął się dymem, potarł policzek, zmierzwił sobie włosy. Cały czas przyglądał się Lawowi z ekranu z dziwnym napięciem, jakby zaraz miał się rozstrzygnąć jakiś arcyważny dylemat. Pirat czekał, pocierając nerwowo palce – dłonie same składały się mu w błagalny gest. Smoker musi w końcu zrozumieć, jakie to jest ważne i…
- Jest taka jedna rzecz. – Wiceadmirał odezwał się z wahaniem, jakby sam siebie najpierw musiał przekonać do tego pomysłu. – Właściwie… Jest tylko jedna taka rzecz, która byłaby… Odpowiednia.
- Powiedz mi! – zażądał natychmiast Law. – Czas mi się kończy! On zasłużył… Ja muszę… Proszę!
Jak każde magiczne słowo z ust władającego ope-ope-no-mi, także i to zdołało przezwyciężyć kryzys. Smoker jakby się wreszcie zdecydował, wysunął podbródek i napiął mięśnie.
- Nie wiem, czy ci się to spodoba – ostrzegł szczerze. – Ale ja uważam, że to jest jedyny odpowiedni pomysł.
- Gadaj! – błagał Law.
- Więc… Musisz poszukać dla niego pająka trzynastu serc.
Cisza.
Smoker patrzył niemal przepraszająco, jakby spodziewał się wyrzutów i pretensji. Ale Law nie zdołał odzyskać mowy na tyle, żeby wykrztusić z siebie jakieś pytania, a co dopiero pretensje. Pająk trzynastu serc?! Pająk trzynastu serc?! Co to za jakiś przeklęty pająk trzynastu serc?!
- Pająka! – wykrztusił w końcu, kiedy wróciła mu zdolność mowy. – Jak to pająka?! Najpierw trzeba kupić akwarium! Przecież Jean-Bart się boi pająków?! Cora-san musiałby trzymać go pod łóżkiem, żeby się nie pokazywał! Na pewno będzie chciał mu dać na imię Pysiaczek albo coś równie strasznego! Gdzie ja go teraz znajdę?! Gdzie się znajduje pająki trzynastu serc?! I dlaczego trzynaście?! Pięćdziesiąt serc to lepsza liczba! I mieszczą się elegancko w skrzynce! Szlag. Dobra, pająk. Gdzie mam szukać tego pająka?! On sam poluje, czy trzeba mu wrzucać świerszcze? Bepo się nie zgodzi oddawać świerszczy pająkowi! Szlag. Czym ja nakarmię pająka?!
Smoker słuchał tego wszystkiego z dziwną-przedziwną miną. Właściwie, miał taką minę, jakby był rozdarty między histerycznym śmiechem a rozpaczliwym płaczem. Ale koniec końców – zdołał zachować powagę.
- Ty… Nie wiesz?! – wykrztusił z siebie razem z cygarem. – Nie słyszałeś… Nie znasz… Nie wiesz?!
- Gdybym wiedział, to bym nie pytał, kretynie! – warknął Law, rozżalony. Przecież już przyznał się do wszystkich swoich porażek, czy Smoker musiał dalej się nad nim znęcać?! Niechże powie już wszystko! Ale Wiceadmirał Marynarki wyczerpał chyba swój limit wyrozumiałości dla piratów.
- O, nie. Ja się nie nadaję do tłumaczenia takich rzeczy. – Zapalił szybko nowe cygaro i schował twarz w obłoku dymu. – Ktoś ci na pewno tam powie co i jak. Szlag. Jakim cudem nie wiesz?!
Chirurg Śmierci czuł się teraz zupełnie już nieadekwatny. Nie wiedział nic i nie miał pojęcia, co to za trzynastosercowy pająk, którego miał znaleźć dla Corazona. Ale Smoker przecież nie robiłby sobie z niego żartów?! Miał tyle poczucia humoru, co sam Law, czyli niewielkie, ale za to bardzo dobrze i głęboko zakopane. Nie kpiłby tak okrutnie – zwłaszcza, kiedy chodziło o Corazona.
- Posłuchaj, Law… - Smoker wyjrzał zza obłoku, jakby usłyszał wewnętrzne rozterki pirata. – Ja… Naprawdę myślę, że powinieneś poszukać pająka trzynastu serc dla Roscinante. Serio tak uważam.
Banalne z pozoru słowa miały w sobie powagę wieczystej przysięgi i uspokoiły Lawa, choć nadal nie miał pojęcia, gdzie się w ogóle szuka zakichanych pająków. Ale skoro najlepszy przyjaciel Roscinante poddał taki właśnie pomysł…
Przynajmniej był w ogóle jakiś pomysł.
Law był gotów zmierzyć się dla Corazona z gorszymi potworami niż jakiś tam pająk. Akwarium przykryje się kapturem, żeby Jean-Bart nie musiał oglądać jego lokatora. A Bepo nie musi się dowiedzieć o świerszczach.
- Dobra – rzekł z przekonaniem. – Roscinante dostanie pająka dwunastu serc.
- Trzynastu. – Smoker dmuchnął dymem w ekran. – To jest… Taki pająk, co przynosi szczęście i w ogóle. I nie nastawiaj się, że to będzie proste. Ale… - Jeszcze raz obejrzał Lawa od stóp do głów. Pokiwał głową. Tym razem miał na twarzy lekki uśmiech. – Ja ręczę, że to właśnie powinieneś zrobić dla Roscinante. Poszukaj pająka trzynastu serc.
I tak Trafalgar D. Water Law ruszył na poszukiwania pająka.
Kolegi Słomkowego nie było sensu pytać. Pająki, jako produkt bezmięsny, a zatem wegetariański, nie istniały w jego jadłospisie, ani w ogóle w jego rzeczywistości. Chociaż, kiedy Law sprawi pająka Corazonowi, przeklęty Słomkowy na pewno natychmiast się z nim zakumpluje.
Może nauczy go jeść kotlety zamiast świerszczy i oszczędzi Bepo zmartwień.
Idąc tropem kotletów, kolega kucharz był człowiekiem światowym i smakoszem egzotycznych przysmaków. Jeśli istniały okazy fauny i flory, na które nie miał przepisu, z pewnością nie byłyby godne urodzin Corazona. Pełen nadziei, Trafalgar Law zagadnął Sanjiego tuż po kolacji.
- Kolego Czarna Nogo, bo pająk…
- IIIIIIIIIIIIIIIIIIIIIIIIIIIIIIiiiiiiiiiiiiiiiiiiiiiiiiiiiiiiiiiiiiiiiiiiiiiiiiiiiiiii!
Cóż. Kucharz Słomkowych z pewnością nie miał żadnej pożytecznej wiedzy na temat pająków. Inaczej nie wskakiwałby na meble w panicznej ucieczce na samą wzmiankę o nich. Law nie zamierzał krytykować cudzych słabostek. Zięć Charlotte Linlin, syn Judge’a Vinsmoke’a, a przede wszystkim – osobisty kucharz przyszłego króla piratów, nie miał obowiązku kochać wszystkich stworzeń dużych i małych.
Od tego był Bepo.
Kolega Długonosy przybiegł do kuchni, z wprawą zdjął Sanjiego z kredensu i zapewnił go, że Chirurg Śmierci na pewno, ale to na pewno wyshamblesował już okropnego pająka za burtę, a może nawet pod pachę Zoro. Jednak, kiedy obaj z Lawem wyszli już na korytarz, zostawiając nieco uspokojonego kucharza nad pęczkiem botwinki, Usopp zmarszczył groźnie brwi.
- Chyba nie zdeptałeś tego biednego pajączka? Następnym razem przeteleportuj go do mojego warsztatu, tam będzie bezpieczny. I za żadne skarby nie zdradź nic Sanjiemu! Przy nim się nie wspomina o pająkach. Zaufaj słowom boga, zaklinacza wszelkich owadów!
- Jak jesteś taki mądry, kolego snajperze, to może znajdziesz dla mnie pająka trzynastu serc? – burknął Law. – Chciałem tylko zapytać kolegę kucharza, czy coś o tym nie słyszał. Nie zamierzałem wywoływać takiego… Kryzysu.
Oho?
Usopp stanął jak wryty z wytrzeszczonymi oczami i szeroko otwartymi ustami.
- Że co niby?!
- Pająk trzynastu serc! – warknął Law jeszcze dobitniej. – Szukam pająka trzynastu serc na urodziny Corazona! Wiesz coś na ten temat?!
Usopp pokiwał głową, potem pokręcił, potem znowu pokiwał, wreszcie złapał się za głowę z okrzykiem niedowierzania.
- Ty… Szukasz pająka trzynastu serc?! Tak na poważnie?!
Law wszystko w życiu robił na poważnie i nie zamierzał zmieniać tego zwyczaju. A już zwłaszcza urodziny Corazona wymagały poważnego podejścia.
- Powiedzieli, że tylko taki prezent mu się spodoba! Więc muszę znaleźć tego przeklętego pająka trzynastu serc! Ale nic kompletnie o nim nie wiem – przyznał uczciwie. – Słyszałeś o takiej bestii?
Usopp jakby się odrobinkę uspokoił.
- Więc… Nic nie wiesz? Nic zupełnie? – upewnił się jeszcze.
- Nic! – warknął Law, coraz bardziej zły. Czy już przed chwilą tego nie wyznał?! Snajper Słomkowych Kapeluszy kiwał powoli głową. Poprawił czapkę, poczochrał swoją kozią bródkę.
- A więc poszukujesz pająka trzynastu serc dla swojego ukochanego. – Uśmiechnął się szeroko. – Wszystko jasne. Dobrze trafiłeś, przyjacielu! Ja, Bóg Usopp, zaklinacz wszelkich owadów, znam się na pająkach jak nikt na tym świecie. Wiem wszystko o pająku trzynastu serc, który przynosi szczęście w miłości!
Oho! Kolega Długonosy powtórzył to samo, co przedtem powiedział Smoker. A więc to nie mógł być tylko głupi dowcip! Law złapał Usoppa za ramiona.
- Powiedz, gdzie mam szukać! Jest coraz mniej czasu!
- Ooo, na pewno dasz z siebie wszystko w tych poszukiwaniach. Wierzę w ciebie! – zapewnił go serdecznie snajper i klepnął kordialnie w plecy. – Po pająka trzynastu serc wcale nie musisz daleko wędrować! Ale nie będzie łatwo, oj, nie. Pójdź ze mną, rozpoczniemy twoje poszukiwania!
Usopp przysięgał, że wie absolutnie wszystko o pająku trzynastu serc i Law był skłonny uwierzyć, że jest w tym przynajmniej trochę prawdy. Snajper Słomkowych sprowadził Chirurga Śmierci do swojej pracowni, potem przez jakiś czas grzebał w swoich szpargałach, a gdy odgłosy mięcia kartek i szarpania papieru stały się już mocno niepokojące, w końcu przed nosem Lawa pojawiła się niewyraźna rycina.
- Oto osławiony pająk trzynastu serc!
Wyglądał jak normalny, poprawny anatomicznie pająk, nadrukowany na kartce wydartej z jakiejś sfatygowanej książki. Miał nogi jak pająk i tułów jak pająk, był pasiasty jak pręgowany kot i tylko na jego odwłoku jasna i ciemna sierść układała się w osobliwy wzorek, rzeczywiście przypominający serduszka. Rycina była bardzo staranna, a oprócz brązów i beżów dodano różowe i niebieskie kolory. Ich naprzemienne linie na odwłoku wyglądały jak mechaty haft w kształcie skupiska serduszek. Law nie miał najmniejszego zamiaru liczyć, czy jest ich trzynaście. Zapatrzył się na rysunek i westchnął ciężko. Przeklęte draństwo wyglądało na tyle sympatycznie, że Corazon z pewnością będzie chciał mu sprawić obróżkę z kokardką i nazywać swoim skarbeńkiem.
Szlag.
Co tam Corazon, jego załoga natychmiast pokocha tę bestię. A bestia na pewno, ale to na pewno natychmiast znienawidzi kapitana Trafalgara Lawa i swoją życiową misją uczyni sikanie mu do łóżka. Wszystkie zwierzęta domowe, którym Chirurg Śmierci miał okazję spojrzeć w oczy, miały właśnie taką niechęć i groźbę w spojrzeniu. Pająk Corazona nie będzie wyjątkiem. Uprzykrzy życie Lawa na wszystkie możliwe sposoby.
- Czy pająki sikają do pościeli?
- Co?! – zdumiał się śmiertelnie Usopp.
- Nieważne. – Kapitan Piratów Serca machnął ręką, zrezygnowany. To miał być prezent dla Corazona, a zatem Trafalgar D.Water Law zniesie wszystko, co przyniesie los. Czyli nic dobrego.
- To gdzie mam szukać tego pająka?
Snajper wyszczerzył się szeroko.
- Możesz zacząć… Pod moim łóżkiem?
To było jeszcze bardziej obłąkane, niż Law dotąd przewidywał. Usopp zapewnił go, że całkiem niedawno Sunny Go długo cumowała przy Wyspie Trzynastosercowych Pająków, gdzie Zoro zgubił się w dżungli aż trzynaście razy, a Robin znalazła aż trzynaście różnokolorowych poneglyfów. Strzelec przysięgał, że dzięki swoim umiejętnościom zaklinacza owadów sprowadził na pokład całe tuziny różnorakich stworzeń z wyspy – do towarzystwa, do pomocy w konstruowaniu nowych broni, a także dlatego, że niektóre były naprawdę śliczne i trzeba było je narysować dla Kayi. Rzekomo pająki trzynastu serc miały stanowić najliczniejszą gromadę mieszkańców tej niby wyspy, a zatem w stadach owadów, które znalazły się na Sunny Go, z pewnością był niejeden z nich. Wystarczy tylko go dokładnie poszukać. A zatem – idąc za wskazówkami Usoppa – Law szukał.
Mało ducha nie wyzionął od tego.
Szukał pod łóżkami i pod skrzyniami, a nawet pod deskami podłogi, które musiał najpierw zdjąć, a potem na powrót przytwierdzić i zabejcować. Szukał w kufrach i w workach i w każdym co do jednego buciku koleżanki Nami. Usopp kierował go w coraz to nowe potencjalne miejsca pobytu pająka, a sfrustrowany Law pokornie zwisał na lampach, pełzał w kanalizacji, przetrząsał zapasy żagli i przesiewał mąkę w magazynie żywności. Gdy zastał go nad tym Sanji, znużony Law musiał wspiąć się na wyżyny dyplomacji, aby przypadkiem nie padło zakazane słowo „pająk” i ostatecznie wykręcił się zapewnieniem, że zupełnym przypadkiem do beczki z mąką wpadł mu kolczyk. Kucharz przyjął wyjaśnienie za dobrą monetę i odszedł, mamrocząc, że co poniektórzy najpewniej zarażają otoczenie zwyczajem gubienia najpierw biżuterii, a potem siebie. Law został po łokcie w mące i bez jakichkolwiek widoków na znalezienie pająka. Pirat był coraz bardziej zdesperowany. Podejrzewałby, że kolega długonosy zmyślił wszystkie te opowieści i zabawił się jego kosztem, ale przecież zaprezentował mu nawet portret pająka trzynastu serc, coś musiał wiedzieć! W wielu zakamarkach, wskazanych przez Usoppa, były zresztą różne owadzie dziwadła, których z pewnością nie powinien oglądać kucharz Słomkowych, tylko akurat żadne z nich nie było poszukiwanym pająkiem. Law na jawie i we śnie wypatrywał burego, pręgowanego stwora z niebiesko-różowym odwłokiem – na próżno.
- A cóż tu się odwala?! Braciszku, czy ci się w dupie poprzewracało, czy w głowie?! – zagrzmiał Franky, gdy znalazł w swoim warsztacie schlapanego smarem Lawa, przeszukującego zapasowe gazrurki, oraz przejętego Usoppa, który pokazywał mu palcem pominięte miejsca.
- Spokój, spokój! – Usopp zamachał rękami jak wiatrak. – Nawet nie masz pojęcia, co się dzieje!
- Bajzel mi się dzieje! – Cyborg podejrzliwie zmrużył oczy. – Co tu odwalacie?
Strzelec wypiął dumnie pierś, pokazując na wściekłego Lawa, który nadaremnie próbował zetrzeć plamy ze swojego pirackiego godła, wyhaftowanego na bluzie.
- Bracie! Nasz przyjaciel i sojusznik wstąpił oto na wyjątkową ścieżkę! Nie zgadniesz nigdy, co robi, a zatem ja ci to objawię! Kapitan Torao szuka pająka trzynastu serc dla swojego ukochanego!
Za każdym razem wypowiedziane głośno brzmiało to coraz bardziej jak kiepski żart. A jednak – cieśla okrętowy Słomkowych Kapeluszy aż zamarł. A potem z hukiem rzucił się na swoje krzesło warsztatowe, odrzucił głowę do tyłu jak zrozpaczona dama i zaczął głośno szlochać.
- AAAAA! Torao! Tak na serio?! Tak na poważnie?! To jest takie SUPEEEEER! Bracie! Jesteś absolutnie supeeeeer! To jest takie wspaniałe! To pomysł godny prawdziwego mężczyzny! Braciszek Franky jest taki dumny z ciebie!
Przybywało osób, które wydawały się uważać, że szukanie pająka trzynastu serc dla Corazona to doskonały pomysł. Szkoda, że nadal nie było pająka. Law wypluł smar, który dostał mu się już chyba do wszystkich otworów ciała, i wzruszył ponuro ramionami.
- I co mi z tego? Szukam, szukam i nie znalazłem pająka.
Usopp tymczasem szeptał coś gorączkowo do ucha Franky’ego, który kiwał entuzjastycznie głową i klaskał w swoje wielkie łapska.
- O, nie bój nic, braciszku! Franky zaraz ci pomoże! – Zerwał się na nogi i wyszczerzył w szerokim uśmiechu. – Zaraz zbudujemy wspaniałą pułapkę na pająka, ty i ja!
Oho?
Cyborg natychmiast wziął się do projektowania pułapki. Na arkuszach papieru powstawały osobliwe schematy, które z chwili na chwilę coraz bardziej przypominały broń masowej zagłady. Law nie miał jednak czasu kontemplować powstającego projektu. Franky orał w niego nieustannie, żądając różnorakiej pomocy. A to potrzebna była mucha, żeby wrysować ją do schematu jako przynętę, a w żadnym razie nie nadawała się muszka owocówka. A to potrzebna była inna mucha, bo tamta zdezerterowała precz. A to trzeba było pod pretekstem sraczki wyżebrać od Choppera odrobinę węgla i przerobić na grafit, bo inaczej nie uda się dobrze rozrysować ścianek urządzenia. A to należało wymierzyć poziomicą wszystkie podłogi pod pokładem, żeby znaleźć dobre miejsce na pułapkę, a to Franky’emu zepsuła się żarówka w sutku i wymagała wymiany drucika. Ope-ope-no-mi Trafalgara nie było tak nadużywane od czasów ostatniej walki z Imperatorami i pod koniec dnia Law nie miał już siły ruszyć ani ręką, ani nogą. Pułapka została zbudowana i ustawiona w wybranym kącie. Niestety, pierwszej nocy nie złapało się w nią zupełnie nic, a wczesnym rankiem złapał się w nią kolega szermierz, który, jak się okazało, akurat tędy co rano przechodził, szukając łazienki. Urządzenie zostało rozsiekane na cztery części, równie symetryczne co bezużyteczne, a zrozpaczonemu Lawowi Zoro kazał się cieszyć, że wyciągnął przeciwko pułapce katanę, a nie coś zgoła innego, co naprawdę bardzo spieszyło się do łazienki po całonocnym piciu sake.
Potem było już tylko gorzej.
Zoro w zamian za mętną obietnicę wskazówki w sprawie pająka wmanewrował zdezorientowanego Lawa w całodzienny trening. W starciu z najwyższej klasy ostrzami szermierza Kikoku Lawa aż zgrzytało z wysiłku, podobnie wszystkie stawy i mięśnie Chirurga Śmierci. Pod koniec dnia kapitan Piratów Serca czuł się jak zmaltretowany worek treningowy, ale Roronoa aż promieniał z zadowolenia i od razu chciał się umawiać na kolejną rundę. Zlitował się w końcu nad Lawem i zdradził mu, że największy sekret pająków trzynastu serc znany jest tylko plemieniu ryboludzi.
Może jednak Corazonowi wystarczyłaby na prezent złota góra? Albo złota wyspa?
Law odżegnał się od takich niegodnych myśli. Zdobędzie dla Cory pająka, choćby go to miało zabić. Stanął przed sternikiem Słomkowych Kapeluszy i wyłożył swój problem. Za każdym razem, gdy o tym mówił, spodziewał się wyśmiania, ale również Jinbei potraktował poszukiwania z pełną powagą. Wyjaśnił Lawowi, że ryboludzie nie od dzisiaj wiedzą, że pewne gatunki pająków mogą korzystać ze wzmocnionych baniek powietrza i dzięki nim pływać po wodzie, a nawet niekiedy pod wodą, choć zawsze później wracają na stały ląd. Być może pająk trzynastu serc wyskoczył sobie akurat na rundkę dookoła statku i tylko dlatego drogi Torao nie zastał go na pokładzie Sunny podczas poszukiwań?
Drogi Torao miał ochotę wskoczyć do morza bez bańki i skrócić swoje męki.
Pająk w bańce?! Rundka dookoła statku?! To już nawet nie brzmiało jak żart, tylko jakaś zupełna obłąkana bajka. Ale – urodziny Corazona coraz bliżej! Kapitan Piratów Serca był tak zdeterminowany, że bez protestów pozwolił się Jinbeiowi wpakować pod pachę i zaaplikować sobie bańkę do oddychania. Wyruszyli na poszukiwania pająka w wodach dookoła Sunny, a to, ile się Law umęczył w morskiej wodzie, mogliby zrozumieć tylko inni Władający Diabelskim Owocem, którym przytrafiło się bujać na fali w objęciach zażywnego ryboczłeka. Zbadali każdy skrawek statku ukryty pod linią wody – oczywiście bez rezultatu, bo nie znalazł się tam nawet ślad pająka trzynastu serc.
Porażka za porażką.
Kapitan Piratów Serca długo dochodził do siebie po tej wyprawie, ale zerwał się na nogi dużo szybciej, niż sam by podejrzewał. Koleżanka Nico Robin postanowiła mu bowiem dotrzymać towarzystwa podczas przymusowego wypoczynku i z właściwym sobie wdziękiem odsłoniła przed nim kolejne sekrety trzynastosercowych pająków.
- Torao-kun, to takie dzielne z twojej strony, że wyruszyłeś na poszukiwania pająka trzynastu serc. Słyszałam, że niektóre z nich mają bardzo silne toksyny. Podobno w kilku przypadkach zakażenie doprowadziło nawet do amputacji!
Trafalgar jeszcze nie odzyskał w pełni sił po kąpieli w morskiej wodzie, ale już gnał ile sił do kolegi Choppera po informacje na temat odtrutek na neurotoksyny pajęczaków. Reniferek był śmiertelnie zdumiony tym nagłym zrywem, ale wówczas wpadł do infirmerii kolega Długonosy i zgarnął Choppera na długą, szeptaną rozmowę w kącie pokoju, podczas której Law ostatecznie stracił cierpliwość i na własną rękę zaczął przeglądać książki lekarza Słomkowych Kapeluszy. Wkrótce Chopper do niego dołączył – oczy miał mokre od łez wzruszenia, a nos mu dygotał z przejęcia. Kopytka aż się pod nim zaplatały kiedy oznajmił, że zaproszenie do takich wspaniałych poszukiwań wcale, ale to wcale go nie cieszy, kretynie jeden! Zaraz po tym wyczarował jednak przed Lawem całą stertę książek traktujących o owadzich toksynach i analogicznych antidotach. Razem zabrali się do ich wertowania, wymieniali uwagi i zapisywali potencjalne możliwości składników do uniwersalnej odtrutki przeciwko pająkowi trzynastu serc. Po wielu godzinach wytężonej pracy umysłowej Law zapomniał o poprzednim bólu mięśni, bo rozbolała go głowa, oczy, a w szczególności pośladki od tkwienia na krzesełku przewidzianym dla niedużego reniferka. Receptę na antidotum udało się opracować jedynie w głównych zarysach – do szczegółowego jej sporządzenia trzeba byłoby zbadać żywy egzemplarz pająka trzynastu serc.
A tego drania nadal nigdzie nie było.
Na horyzoncie widać już było wyspę, gdzie czekali na Lawa piraci serca wraz z Polar Tangiem, z Corazonem i rozpoczętymi przygotowaniami do urodzinowej imprezy. Niestety – Chirurg Śmierci nadal nie miał prezentu dla swojego ukochanego. Zmaltretowany, wyczerpany i zrezygnowany tak od tego wszystkiego skołowaciał, że znowu zadzwonił przez wideoślimaka do Smokera. Spodziewał się, że oficer zruga go i wyśmieje, ale ten tylko przyjrzał mu się uważnie od stóp do głów.
- Wyglądasz… Jak facet, który szukał pająka trzynastu serc.
- Nie ma tego cholerstwa nigdzie! Ani śladu drania nie ma! Nie znalazłem go! Nie mam pająka dla Corazona! – Law rozrzucił ręce w rozpaczy, której już nie miał siły kamuflować. – Jestem beznadziejny.
Czekał ponuro, aż Smoker potwierdzi tę diagnozę i jeszcze dołoży mu wyzwisk, ale wiceadmirał uniósł brwi i nawet się lekko uśmiechnął.
- No nie przesadzaj, piracka łajzo. Widzę, że się bardzo starałeś. Czyż nie tak? Założę się, że dałeś z siebie wszystko.
- Przecież to nie ma znaczenia! – oświecił go Law. – Pewnie, że się starałem, na głowie stawałem i nurkowałem w cholernym morzu! Ale nie zdobyłem przeklętego pająka!
- To… Trochę szkoda – mruknął Smoker. – Ale przecież mówiłem ci, że nie będzie łatwo. Nie masz się czego wstydzić, skoro tak się napracowałeś. Powiedz to Roscinante. Po prostu powiedz mu prawdę.
Trafalgar Law aż zaniemówił na taką straszną perspektywę.
- Oszalałeś! – wykrztusił po dłuższej chwili. – Mam mu powiedzieć?! Nigdy w życiu! Mam się przyznać, jaka ze mnie porażka?! Już wolę, żeby myślał, że nie planowałem żadnego prezentu! Nigdy w życiu nic mu nie powiem!
- No chyba ty oszalałeś! – rozgniewał się Smoker i posłał prosto w ekran zaciśniętą pięść, która dopiero w ostatniej chwili rozmyła się w dym. – Chcesz zmarnować cały ten wysiłek? Rosci ma prawo wiedzieć. Bądź mężczyzną i przyznaj się do wszystkiego. Przecież… Odwaliłeś naprawdę solidną robotę.
Law spojrzał na niego z politowaniem.
- Jak to sobie wyobrażasz?! – parsknął. – Mam pójść i powiedzieć „no wiesz, szukałem dla ciebie prezentu, ale właściwie to go nie znalazłem, więc prezentu nie będzie, ale niech cię ucieszą moje dobre chęci”?! Jaki dla niego pożytek z moich dobrych chęci?! Jaki idiota ucieszyłby się z prezentu, którego nie dostanie?!
Smoker dmuchnął dymem w sufit.
- Może… Roscinante?
Cisza.
Law opuścił ponuro głowę. Niech to szlag. Przeklęty Smoker naprawdę wiedział co mówi. Cora-san na pewno przemógłby rozczarowanie, a nawet uradowałby się tą całą opowieścią i natychmiast wybaczyłby Lawowi porażkę. To tylko sam Chirurg Śmierci nie mógł sobie wybaczyć i nie chciał nawet na chwilę przynieść ukochanemu rozczarowania. Łatwiej będzie przemilczeć całą tę katastrofę i…
- Posłuchaj, Law. – Smoker z poważną miną podszedł jeszcze bliżej ekranu. – Nadal mi ciężko uwierzyć, że nie znasz całej tej sprawy z pająkami trzynastu serc. Ale na trzeźwo ci tego na pewno nie zamierzam tłumaczyć. Powiem ci tylko tyle: Roscinante na pewno spodziewa się, że poszukasz dla niego pająka trzynastu serc. Jestem tego bardziej pewien niż swojej jutte.
Kapitan Piratów Serca nie raz widywał ową jutte w kawałkach, ale nic na to nie powiedział. Smoker tymczasem kontynuował.
- Jeżeli w ogóle pominiesz ten temat, Rosci pomyśli, że nawet dla niego nie spróbowałeś. Będzie miał złamane serce. Więc musisz, po prostu musisz mu powiedzieć, ile się napracowałeś. Już pal sześć, żeś nie znalazł pająka. Wyciągnij ten kij z dupy i przyznaj się do wszystkiego. Inaczej naprawdę będziesz porażką.
Dopiero wtedy? Law wiedział, że już jest porażką. Zupełną porażką. Więc po co jeszcze pogarszać sprawę, objawiając Corazonowi ogrom tej porażki? Chirurg Śmierci zupełnie nie widział różnicy między „nie mam dla ciebie prezentu”, a „szukałem dla ciebie prezentu, ale go nie mam” – chyba że na swoją niekorzyść. Wszystko to było bez sensu. Ale…
Pomyśli, że nawet dla niego nie spróbowałeś. Będzie miał złamane serce.
Przeklęty Smoker naprawdę znał Corazona na wylot. Sprawy materialne nie miały dla Roscinante aż takiego znaczenia jak gesty emocjonalne. Law wolałby na całą tę katastrofę spuścić zasłonę milczenia i nigdy nikomu się nie przyznać, że na darmo wąchał buty Słomkowych Kapeluszy i przeszukiwał ich szafki z bielizną. Ale będzie musiał upokorzyć się jeszcze bardziej i wyznać Corazonowi prawdę, żeby nie sprawiać mu nawet większej przykrości. Ba, Cora-san pewnie naprawdę się ucieszy z tego wszystkiego i natychmiast będzie chciał przytulać Lawa w podziękowaniu.
Może nawet pocałować.
Piękna, wymarzona wizja była równocześnie tak bolesna, że Law musiał na chwilę zamknąć oczy. Nie chciał być całowany na pocieszenie. Nie chciał być całowany w geście przebaczenia. Chciał sobie na to uczciwie zasłużyć, wiedzieć, że ma prawo do czułości Corazona. Tylko tego pragnął – i nie zdołał tego osiągnąć. Na nic nie zasługiwał. Ale – jego rozterki nie miały znaczenia. Liczył się tylko Cora-san. Przemilczenie sprawy pająka trzynastu serc przyniesie mu tylko więcej smutku. A Law, choćby był zupełną porażką, nadal zamierzał robić absolutnie wszystko, żeby oszczędzić Corazonowi jakiegokolwiek cierpienia.
- Powiem mu – obiecał ponuro. – Powiem mu całą prawdę.
- No! – Nieświadom wewnętrznych zgryzot Lawa, Smoker pokiwał głową z zadowoleniem. – To na pewno wystarczy. Nie przejmuj się za bardzo, mówiłem ci, że te pająki trzynastu serc to cwane bestie. Odwaliłeś dobrą robotę, piracka łajzo, nie gryź się, że nie wyszło.
Teraz nawet i Smoker go pocieszał! Chirurg Śmierci chyba nigdy w życiu nie upadł niżej, nawet gdy Słomkowy Kapelusz Luffy ujeżdżał byki z Lawem przerzuconym przez plecy.
- Dziękuję – mruknął gorzko. Właściwie, za poradę też jeszcze nie podziękował. To tylko on sam był beznadziejny, pomysł Smokera z pewnością był dobry. Nawet Słomkowi to potwierdzili.
- No i… Dziękuję ci za poradę – dodał przez zaciśnięte usta. – Zawaliłem… Ale ty przynajmniej podpowiedziałeś mi, co robić.
Smoker poprzyglądał mu się jeszcze przez chwilę. A potem się uśmiechnął – tym razem szerokim, wilczym, ale niemal kpiarskim uśmiechem, który wypełniał jego zimne oczy złotymi iskierkami.
- Jak taki jesteś grzeczny… To możesz powiedzieć Rosciemu, że ja cię z tym wszystkim przysłałem.
- Pewnie – mruknął Law. Skoro już zdecydował się przyznać, nie zamierzał łagodzić sprawy udawaniem, że przynajmniej inicjatywa była jego własna. Powie całą prawdę. Tymczasem Smoker nadal się uśmiechał, aż Law przypomniał sobie niektóre historie, jakie oficer Marynarki opowiadał Sobowtórodzicielowi nad dojrzewającym ciałem Roscinante.
- Powiedz Roscinante, że Smoker cię przysłał, bo jesteś facetem, który szukał dla niego pająka trzynastu serc. Tak mu powiedz. Tylko nie zapomnij! – Wydmuchnął dym z cygara. – Do zobaczenia na imprezce, piracka łajzo. Naprawdę odwaliłeś cholernie dobrą robotę.
*/*/*
Law nie czuł się, jakby zdziałał cokolwiek dobrego. Wciąż czuł się jak porażka. Ale przynajmniej będzie miał to w końcu za sobą. Nie był w stanie czekać do przyjęcia. W wieczór przed urodzinami Corazona zameldował się w jego kajucie i starannie zamknął za sobą drzwi.
- Muszę ci coś powiedzieć.
- Tęskniłem. – Cora-san podszedł do niego, położył mu dłoń na policzku i przez chwilę tylko patrzył – serdecznie, z zachwytem, z miłością, aż Law zupełnie się od tego rozkleił i pragnął nigdy się nie ruszyć spod tego spojrzenia. Ale zaraz wszystko to zepsuje swoimi słowami. Zawsze będzie nieadekwatny dla tego cudu, którym był Cora-san, taka była prawda.
- To co chciałeś mi powiedzieć, Law? – Mężczyzna uśmiechnął się lekko i uniósł brew, jakby spodziewał się jakichś szczególnie przyjemnych nowin. To będzie straszne, patrzeć jak jego radość zmienia się w rozczarowanie i litość. Ale niech w końcu będzie to z głowy.
- Ja… Z okazji twoich urodzin… Chciałem poszukać dla ciebie pająka trzynastu serc.
Cisza.
Corazon zamarł z uchylonymi ustami. Oczy miał wlepione w Lawa, pomału zaczynało kiełkować w nich… Szczęście?!
Absolutne, ekstatyczne szczęście.
- Poważnie?!
Z pewnością uwierzył, że zaraz dostanie ten cenny prezent. Przeżyje straszne rozczarowanie za sprawą Lawa. Ale niechże już prawda wyjdzie na jaw.
- Szukałem wszędzie tego pająka trzynastu serc. W dziurach i szparach i w morzu i w kanałach. Ale go nie znalazłem. Nie mam dla ciebie pająka trzynastu serc – oznajmił mężnie Law.
Żadne rozważania nie przygotowały go na to, co potem nastąpiło.
- LAAAAAAAW! Mój najukochańszy Law!
Cora-san się na niego… Rzucił? Złapał go w ramiona, wywindował do góry, oparł go plecami o ścianę i zaczął… Dobierać się do niego?! Trafalgarowi z miejsca zakręciło się w głowie, krew pulsowała dziko, a członek zaczął sztywnieć tak haniebnie prędko, jakby reagował na sam głos Corazona.
Nie byłby to pierwszy raz.
Usta Roscinante były wszędzie – na wargach Lawa i na jego szyi, na powiekach, policzkach, ramionach. Koszula z herbem Piratów Serca została zdarta i pofrunęła w kąt, a Corazon wpił usta, język i zęby w zawiłe tatuaże. Oczy jaśniały mu radością i cały czas mruczał pod nosem jakieś czułości, od których Lawowi miękły kolana i twardniało to, co wcześniej już i tak w najlepsze sztywniało.
- Mój kochany… Mój piękny… Mój Law… Czym ja sobie na ciebie zasłużyłem?! Jestem najszczęśliwszym facetem na świecie!
W końcu oderwał się trochę od Lawa, ale policzkiem pocierał o jego podbródek i mruczał jak zadowolony kocur.
- Law… To jest najwspanialsza niespodzianka, jaką mógłbym sobie wyobrazić! Ja… Tak cię kocham że mógłbym cię zwyczajnie pożreć bez żadnych… flirtów z twojej strony. Jestem beznadziejny. A ty… Ty przyszedłeś do mnie z czymś tak nieprawdopodobnie romantycznym! Zaraz rozpłynę się tu jak kałuża. Kocham cię!
Law najpierw pocałował Corazona – mocno, głęboko, nieprzytomnie. Ale potem zaczął się zastanawiać. Tak już miał, że za dużo myślał, niestety. Może kiedyś Słomkowy Kapelusz i tego go oduczy. Romantyczne? Powiedzenie komuś, że nie ma się dla niego prezentu na urodziny było romantyczne?! I wywołało tak wielką – i rozkoszną – eksplozję radości? Law był przeszczęśliwy, że Corazon był szczęśliwy. Ale musiał wiedzieć dlaczego.
- Ja… Nic nie rozumiem? – wyznał żałośnie. – O co chodzi?
Cora-san zmarszczył brwi, w oczach błysnął mu niepokój.
- Ty… Nie wiesz? Ale… W takim razie… Dlaczego ty…? – Zaciął usta, zmartwiony, aż Law chciał się natychmiast rzucić do niego i zapewnić, że wszystko jest dobrze. Ale to Roscinante trzymał go w ramionach i wcale nie próbował puścić, a jeszcze w dodatku rozległo się mocne pukanie do drzwi.
Oho?
- Proszę wejść! Otwarte! – zawołał życzliwie Corazon, jak to on, mimo że z mocno obcałowanym Lawem w ramionach nie mógł czuć się szczególnie otwarty na przyjmowanie gości. Niestety – intruz aż nadto chętnie skorzystał z zaproszenia.
- Dzieńdoberek! – Snajper Słomkowych Kapeluszy radośnie wmaszerował do kajuty. – Przyszliśmy oznajmić dobre nowiny!
- Tak jest! Taką SUPEEEER nowinę od razu trzeba ogłosić! – Cyborg Franky z trudem przecisnął się przez drzwi. Na szczęście statek Lawa przewidywał pasażerów wszystkich kształtów i rozmiarów, dzięki czemu również Corazon błyskawicznie się tu zadomowił.
- Przyszliśmy, żeby dać nasze świadectwo! Świadectwo z czerwonym paskiem! – chichotał Chopper, klaskając kopytkami. Zaraz za nim wlazł Roronoa Zoro, poważnie kiwając głową.
- No! – przytaknął, po czym stanął w kącie i zamilkł. W miarę napływu Słomkowych Corazon cofał się coraz bardziej, żeby zrobić im miejsce, aż w końcu przysiadł na koi, mocno przyciskając Lawa do siebie. Wkrótce kabina pękała w szwach – dla ostatniej w kolejce Nico Robin zostało miejsce już tylko pod pachą Jinbeia albo na kolanach Franky’ego, gdzie w końcu usiadła ze swoją zwykłą elegancją i uśmiechnęła się rzewnie.
- Co za szczęście, że nie przyniosłeś tu żadnych pająków, Torao-kun… Ich straszliwy jad z pewnością zmieniłby wasz okręt podwodny w pływającą trumnę!
Zanim Law zdążył odpowiedzieć, Usopp wypchnął się na środek i zaklaskał w ręce.
- Cisza! Ja, wielki bóg Usopp, zaklinacz pająków, będę teraz mówił! Corao-san! Mamy dla ciebie niesłychanie wspaniałą nowinę! – Uśmiechnął się serdecznie – zresztą wszyscy Słomkowi uśmiechali się ciepło, patrząc na Corazona i Lawa. To na pewno oznaczało kłopoty.
Oczywiście.
- Przyjacielu Corao! Przychodzimy, aby dać świadectwo, że ten oto Torao specjalnie dla ciebie wyruszył na poszukiwanie pająka trzynastu serc! Dał z siebie wszystko! Pełzał i wspinał się, szukał w podziemiach i przestworzach, w skrzyniach i w księgach, nawet w morzu! My wszyscy tu obecni zaświadczamy, że jest najgodniejszym z kandydatów!
- Jakich kandydatów? – zaniepokoił się od razu Law. I szybko się uspokoił, bo Cora-san pocałował go prosto w usta.
- Jest moim jedynym kandydatem! – oznajmił. – Ale on powiedział, że nie wie, o co chodzi? W takim razie… To się chyba nie liczy? – W jego głosie zabrzmiał żal i Law aż się żachnął. Czy ktoś w końcu to wszystko wyjaśni?
- Najwyższa pora ukazać prawdę! – rzekł z emfazą Usopp. – A prawda, jak wszyscy wiemy, zazwyczaj jest ukryta na widoku. Oto dzieło mego adoptowanego przodka, wspaniałego Nolanda!
Noland? Law znał to nazwisko. Noland Kłamca? Wędrówki Nolanda? Istniało coś takiego. Ale jaki był związek… Ach! Chirurg Śmierci otworzył szeroko oczy, kiedy pod nos podsunięto mu kartkę z książki. Na ilustracji prężył się znajomy, ośmionogi kształt z wzorkiem serduszek na odwłoku.
- Pająk trzynastu serc!
- Dawno, dawno temu… Kiedy Mount Blanc Noland wędrował po świecie ze swoją wierną załogą… Trafili do pięknego Królestwa Serc. – Usopp rozsiadł się po turecku na podłodze i z wprawą rozpoczął opowieść. – Zostali miło przyjęci przez króla i jego świtę… Mieli też zaszczyt poznać królewską córkę, najpiękniejszą z pięknych dziewczyn, zacną i dobrą królewnę imieniem Cora!
Law szczerze wątpił, by piękne królewny w bajkach zupełnym przypadkiem wykazywały zbieżność imion z jego ukochanym mężczyzną, ale słuchał uważnie i nie komentował.
- Jeden z towarzyszy Nolanda zakochał się na śmierć i życie w królewnie Corze. Urzekła go swoją serdecznością, mądrością i urodą, aż nie wyobrażał sobie życia bez niej. Stanął przed królem i jego córką, śmiało wyznał swoją miłość i poprosił o zaszczyt poślubienia uroczej Cory. Dla tego szczęścia mógłby podjąć każdy trud i wysiłek, jaki mu nakażą.
Law nie znosił bajek, ale doskonale rozumiał uczucia opisywanego mężczyzny. Przecież on sam zrobiłby dla swojej Cory… To znaczy, dla Corazona! Zrobiłby dla niego absolutnie wszystko, z wyjątkiem poproszenia go o rękę, bo na taką bezczelność chyba by się nie zdołał porwać. Chociaż, kiedy Cora trzymał go tak blisko przy swojej piersi… Law chciał być bezczelny, samolubny i prosić, błagać, wreszcie żądać, aby już zawsze tak mogło być. Zawsze!
- Królewna patrzyła łaskawym okiem na zaloty dzielnego podróżnika. Niestety, nie był pierwszym konkurentem do jej ręki! Wielu szlachetnie urodzonych młodzieńców z Królestwa Serc prosiło już o prawo do poślubienia królewny. Król chciał uszanować wybór serca swojej córki, jednak stanął przed trudnym wyborem. Czy ma oddać swoją córkę obcemu, przybłędzie z dalekiego morza? Czy powinien obrazić i zgorszyć szlacheckie rodziny swojego własnego kraju, naruszając zasady tradycyjnie obowiązujące rodziną królewską? Straszne te rozterki trapiły dobrego króla, ale Cora, równie mądra jak dobra, sama rozwiązała ten dylemat. Oznajmiła śmiało, że poślubi tego kandydata, który dla niej podejmie poszukiwania pająka trzynastu serc!
Corazon przytakiwał nad głową Lawa – najwyraźniej znał tę opowieść na pamięć, ale i tak się dobrze bawił, słuchając Usoppa.
- Jak to możliwe, że nigdy nie czytałeś tej książki, Law? – szepnął Chirurgowi Śmierci do ucha. – Pewnie jako dzieciak tolerowałeś tylko księgi medyczne i albumy anatomiczne?
- Nie rób ze mnie jakiegoś kujona – burknął Law. Dotąd się nie wstydził, że faktycznie dzieciństwo spędził jako stuprocentowy kujon z nosem w podręcznikach medycyny. Jednak – to, co szanowano u przyszłego lekarza, nie było szczególnie pociągającą cechą w rozmowie z ukochanym mężczyzną. Na szczęście poza nauką mały Trafalgar miał jeszcze inne zainteresowania, które mógł teraz przywołać.
- Nie czytałem tylko podręczników – zapewnił.
- Oho? A co jeszcze? – Nos Corazona połaskotał go w ucho i Law zaczął zupełnie tracić wątek opowieści Usoppa.
- To co każdy sensowny dzieciak powinien, zamiast zawracać głowę dorosłym opowiadaniem bajek! – Wypiął dumnie pierś. - Czytałem komiksy o Germie!
Corazon rozchichotał się i znowu zaczął go całować. Czyli jednak warto było ukryć swoją kujońską przeszłość. Trafalgar D.Water Law nie miał pojęcia, dlaczego czytanie komiksów miałoby być bardziej pociągające od czytania podręcznika hematologii, ale w objęciach Corazona na nic nie zamierzał narzekać, a za kolejnego całusa gotów był nawet zapewnić, że czytał powieści graficzne o syrenach z Wyspy Ryboludzi. Kolega Kościej trzymał coś takiego między nutami.
Słomkowe Kapelusze chichotały i cierpliwie przeczekiwały czułości obu piratów. W końcu Usopp z powrotem podjął przerwaną opowieść.
- Królewna wprost oznajmiła, że wierzy, że tylko jej ukochany sprosta poszukiwaniom pająka trzynastu serc. Jednak każdy konkurent miał prawo spróbować swoich szans. Pająk trzynastu serc był legendą, po której pozostał jedynie portret, namalowany przez pra-pra-dziadka Cory. Podobno dzięki temu stworzeniu, żyjącemu gdzieś w dzikich ostępach wyspy, przodek królewskiego rodu połączył się ze swoją ukochaną, a błogosławieństwo pająka zapewniło, że wszyscy jego potomkowie, choć obciążeni obowiązkami korony, będą poślubiać swoich małżonków tylko z miłości! Legenda ta była wiecznie żywa w Królestwie Serc, gdyż rzeczywiście, od pokoleń już jego władcy prócz pomyślnego rządzenia krajem, zakładali także szczęśliwe rodziny, wypełnione miłością i radością, co rzadko jest przecież dane dziedzicom królewskiego tronu. Kandydatom dano trzy miesiące na wypełnienie misji i powrót do stolicy Królestwa Serc. Rozpoczęły się poszukiwania pająka trzynastu serc!
- Miejmy nadzieję, że Noland zabrał na pokład zapasy leków… Kilka ukąszeń tego pająka i z załogi nie zostanie nikt, żeby powrócić do królewny z raportem! – Nico Robin zaprezentowała swój najsłodszy uśmiech głodnego sfinksa.
- O jaka straszna perspektywa! – Roscinante teatralnym gestem złapał się za głowę. – Boję się! Law! Musisz mnie przytulić.
Chirurg Śmierci wręcz owinął się wokół Corazona jak bluszcz.
- Mówcie dalej! – ponaglił, zniecierpliwiony. – Znaleźli tę przeklętą gadzinę czy nie?
- Szukali! – Teraz to Usopp uśmiechnął się tajemniczo i położył palec na ustach. – Szukali wszędzie! Przeczesali całą wyspę wzdłuż i wszerz! Dzielny podróżnik przemierzył głębokie podziemne jaskinie, wspiął się na szczyty gór, przepłynął straszliwe bagna, przeszukał pustynię i zbadał morze wokół wyspy! Jego towarzysze wraz z Nolandem lojalnie wspierali go w tej misji, razem z nim trudzili się i kontynuowali poszukiwania, aż jeden po drugim opadali z sił i pozostawali w tyle. Każdy jednak, jako dobry przyjaciel, szczerze życzył towarzyszowi szczęścia i powodzenia w dalszej drodze! Wreszcie upłynęły trzy miesiące, skończył się czas. Ukochany pięknej Cory wędrował już zupełnie sam i samotnie powrócił do królewskiego pałacu. Z pustymi rękami! Niestety! Przyjaciel Nolanda nie odnalazł pająka trzynastu serc!
Co za pech. Law potarł czoło. Widocznie nie tylko on był taką porażką. Tylko jakim cudem jego własna historia tak dobrze się skończyła – w ramionach uśmiechniętego Corazona? Znając kolegę Długonosego, jego opowieści też zwykle kończyły się całkiem dobrze. A więc – co było dalej?
- Nasz bohater był zrozpaczony! Dał z siebie wszystko, wytężył wszystkie siły, a jednak zawiódł i nie znalazł pająka! Ogarnął go ogromny wstyd i uznał, że nie jest godny ręki królewny Cory. Miał ochotę schować się w mysią dziurę i nigdy z niej nie wyjrzeć, ogolić głowę i uciec w żebraczych łachmanach, żeby tylko nikt go nie rozpoznał i nie dowiedział się o jego porażce!
Law potarł brew. Żebracze łachmany to był pomysł, który warto zachować w pamięci. Za którymś razem z pewnością nie wytrzyma natłoku tych wszystkich szalonych emocji, które ostatnio go otaczały, i będzie potrzebował drogi ucieczki. Z pewnością tak będzie.
Kiedyś.
Teraz był Corazon do przytulania i opowieść do wysłuchania.
- W końcu jednak – podróżnik wspomniał na swojego dowódcę, honorowego i mężnego Nolanda. Czyż mógł shańbić jego imię sromotną ucieczką? Noland wszystkich towarzyszy uczył, że nie ucieka się od odpowiedzialności. A zatem – trzeba wyznać prawdę i przyznać się do porażki! Kiedy bohater postanowił, że powie królewnie prawdę, od razu poczuł wielką ulgę. Za nic w świecie nie chciał, aby pomyślała, że nie starał się dla niej i zrezygnował z poszukiwań. Wolał, aby wiedziała, że nie jest jej godzien, niż by myślała, że się jej dobrowolnie wyrzekł! Z tą myślą podróżnik stanął po raz kolejny w drzwiach królewskiego pałacu. A tam – szał, chaos i zamęt! Wszyscy pozostali kandydaci powrócili do króla, niosąc w klatce pająki trzynastu serc!
O, rzesz! Trafalgar niemal zerwał się na równe nogi. Co to za oszukaństwo?! Jakim prawem im się udało?!
- Nie bój się! – szepnął mu do ucha Roscinante. – Jeszcze wszystko się dobrze skończy!
- Wcale się nie… - zaczął Law. I zamilkł. Chwilę mu zajęło, żeby się zebrać na odwagę, ale może lepiej, żeby Cora zrozumiał, z jakim samolubem ma do czynienia?
- Strasznie się boję, Cora-san – oznajmił wyzywająco. – Musisz mnie przytulić.
- Ach! – Teraz to Roscinante owinął się wokół Lawa, mrucząc jak szczęśliwy kot. – Dziękuję ci! Ale… Może nie powinieneś mi pozwalać na zbyt wiele? Bo nigdy cię już nie wypuszczę. Jestem strasznie zachłanny.
Może zachłanność nie była aż takim strasznym grzechem, jeśli była odwzajemniona? Chirurg Śmierci wtulił się mocniej w swojego ukochanego i z pewnym zakłopotaniem odkrył, że jest mu dobrze. Corazon grzał jak piecyk, a hałas gromady przepychających się między sobą Słomkowych był przyjazny i znajomy.
- Co było dalej? – ponaglił Law. Z pewnością doszło do jakiegoś paskudnego oszustwa! Oczywiście!
- Inni kandydaci także bardzo pragnęli zdobyć rękę królewny. Ale w odróżnieniu od naszego bohatera, gotowi byli posłużyć się podstępem, kłamstwem i oszustwem, aby dopiąć swego! – Usopp załamał ręce ze zgorszeniem, które może nie pasowało do pirata znanego z mistrzowskich kłamstw, ale z pewnością było na miejscu u członka załogi Słomkowego Kapelusza. – Syn Rodu Słowików nie tracił czasu na poszukiwania, nie wierzył, że pająk trzynastu serc w ogóle może istnieć. Udał się prosto na targowisko zoologiczne, kupił wielkiego pająka z diamentowym terrarium i kazał swoim sługom zafarbować go na grzbiecie w odpowiedni wzorek. Szast, prast – i już miał trzynastosercowego pająka na podarunek zaręczynowy!
- Zdrada! To jest takie nie super! – załamał ręce Franky.
- To z pewnością był jadowity pająk – pocieszyła go Robin. – Jedno muśnięcie odnóży – i do końca życia nikt nie wyleczy tego oszusta z impotencji!
- Ajajajaj! – Franky ścisnął nogi w kolanach i zadygotał. – To… Super straszna kara za takie draństwo!
- Kolejny kandydat pochodził z Rodu Złociszy, który opływał we wszelkie bogactwa! – opowiadał dalej Usopp. – Sypnął złotem i zebrał najwprawniejszych zegarmistrzy i mechaników, jacy byli na usługach jego klanu. W zaledwie dwa miesiące skonstruowali mechanicznego pająka, który zachowywał się jak żywy i niczym nie różnił się od portretu, zachowanego w pałacu. Kolejny pająk trzynastu serc był gotowy do prezentacji!
- Ja bym sobie w dwa dni poradził z taką błahostką! – burknął Franky, ale ostrzegawczy uścisk czterech widmowych dłoni nad kolanem skutecznie go uciszył.
- Kolejny młodzieniec zabrał się bardzo fachowo do zadania! – Usopp podniósł palec w górę. – Wezwał naukowców, zoologów, geografów i zażądał od nich sporządzenia mapy, która wskaże dokładnie gniazdo pająka trzynastu serc! Uczeni mędrcy kłócili się przez sześć tygodni, a żaden z nich poza swoim gabinetem nie znał ani skrawka wyspy! W końcu na mapie każdy z nich zaznaczył punkt, przy którym obstawał, że to właśnie tam najpewniej można spotkać pająka trzynastu serc. Od każdego z tych punktów poprowadzili linię, a tam, gdzie się spotkały, narysowali krzyżyk. A młody panicz z rodu Adamaszków wynajął całą armię łowczych, wręczył im mapę i kazał przywieźć sobie pająka, którego tam znajdą. Nietrudno znaleźć pająka w bujnym lesie – złapali pierwszego, który był większy od pchły, zapakowali w koszyk, odnieśli do swojego pana i zgarnęli dniówkę. Pająk był chudy, blady, głowę miał żółtą, a zadek czarny, na plecach zaś miał wielkiego iksa – całkiem takiego samego, jak krzyżyk na mapie naukowców! Wcale nie przypominał pająka trzynastu serc – ale każdy z czterdziestu trzech specjalistów zarzekał się, że jego wyliczenia były bezbłędne i w takim razie to legenda kłamała, jak to legendy mają w zwyczaju. Z ich świadectwem kandydat zjawił się w pałacu, niosąc swojego pająka.
- Tyle pająków w jednym pałacu! – chichotał Roscinante. – Oby nie doszło do plagi impotencji!
Usopp rozłożył ręce.
- Wiele przeróżnych podstępów wykorzystali zalotnicy królewny. Przywieźli pająki farbowane i sztuczne, pluszowe i diamentowe, a jeden nawet przywiózł krokodyla i zarzekał się, że tuż przed powrotem do stolicy ten podstępny gad pożarł ostatni istniejący egzemplarz pająka trzynastu serc! Przed królewną prężyła się cała armia pająków. Ona jednak wypatrywała tylko swojego ukochanego – czy wrócił do niej z poszukiwań? Oczywiście, powrócił, minę miał jednak grobową, usta zacięte w rozpaczy, oczy zagasłe i uszy zwiędłe.
Law nie zajrzał w lustro przed wejściem do pokoju Corazona na rozmowę o pająku, ale podejrzewał, że ten opis dokładnie oddaje wygląd jego własnej twarzy w tamtym momencie.
- Nie bacząc, że cały dwór pozna jego hańbę, nasz bohater od razu powiedział swojej ukochanej prawdę. Szukałem! – zapewnił gorąco. Przemierzyłem góry i wąwozy, lasy i pustynie, morza i rzeki! Ale nie znalazłem dla ciebie pająka trzynastu serc. Przychodzę z niczym!
Usopp aż zasłonił sobie twarz rękami, aby podkreślić wstyd bohatera, a Law miał ogromną pokusę zrobić to samo. Dobrze wiedział, ile jego samego kosztowało przyznanie się do porażki. Ten bohater naprawdę miał jaja ze stali i królewna Cora byłaby zupełnie głupia, gdyby nie wybrała go za męża. To się musiało dobrze skończyć.
Prawda?
- Śmiech i pogardliwe spojrzenia ze wszystkich stron dosięgły nieszczęsnego podróżnika. Inni zalotnicy drwili z jego głupich, nadaremnych wysiłków tak samo jak z niemądrej, upokarzającej szczerości. Oni sami wcale się nie napracowali przy poszukiwaniach, a przecież każdy z nich przyszedł do królewny z pająkiem i nikt by się nie ośmielił zarzucić im porażki! Wyśmiewali naszego bohatera jak głupca. Ale królewna Cora wcale nie śmiała się razem z nimi! Tupnęła zgrabną nóżką i uciszyła kpiny. A zalotnikom wnet miny zrzedły, kiedy na salę wmaszerowała ciotka królewny, sławna pani Mimi. Była to jedyna i niepowtarzalna Władająca Diabielskim Owocem Mi-mimoto-no-mi, zwanym Owocem Prawdziwego Oblicza!
- Ajajajaj! – Chopper aż z wrażenia sturlał się z kolan Jinbeia. – Straszny, straszny owoc!
- Straszny tylko dla oszustów i zdrajców. – Usopp uśmiechnął się serdecznie do reniferka. – Królewna Cora oznajmiła, że każdy z jej zalotników przejdzie teraz przez Bramę Prawdziwego Oblicza, aby potwierdzić swoje świadectwo. Pani Mimi otworzyła tę bramę – świetlisty łuk w kolorach niebieskich i różowych, brązowych i beżowych – dziwnym trafem całkiem podobnych do barw na portrecie pająka trzynastu serc! Kandydaci wzdragali się i cofali, bo każdy z nich miał na sumieniu kłamstwo. A to oznaczało zdradę królewskiego majestatu! Straszną hańbę dla całej rodziny nieszczęsnego młodzieńca! Żaden z nich nie chciał poddać się działaniu Owocu Prawdziwego Oblicza, aby nie wyszły na jaw jego oszustwa. Jeden przypomniał sobie, że zostawił czajnik na ogniu, inny wymówił się wizytą u dentysty. Trzeciego dopadła gorączka bagienna, więc natychmiast musiał położyć się do łóżka. Kolejnego wzywały obowiązki do odległego miasta na drugim krańcu wyspy. Następny złożył niestety śluby, że nie przejdzie pod żadną bramą, dopóki z nieba nie zaczną spadać martwe flamingi, więc trzeba bezwzględnie poczekać, aż ten szczęśliwy dzień nadejdzie! I tak jeden za drugim brali nogi za pas i uciekali, aż przed królewną Corą został tylko stos klatek z obrażonymi pająkami i podróżnik, przyjaciel dzielnego Nolanda. On przecież nie miał nic do stracenia, powiedział już całą wstydliwą prawdę i wiedział, że Brama Prawdziwego Oblicza tylko potwierdzi jego słowa. Przeszedł przez świetlisty łuk z podniesionym wysoko czołem. Dałem z siebie wszystko, szukałem pająka, ale go nie znalazłem! Przychodzę z niczym, powtórzył raz jeszcze. A wtedy… A wtedy…
- No, co wtedy?! – zdenerwowany Law uderzył pięścią w kolano Corazona. – No mówże!
- Najpierw… - Usopp zniżył tajemniczo głos – najpierw Brama Prawdziwego Oblicza rozjaśniła się wspaniałym, złocistym światłem na znak, że nie znalazła ani kropli fałszu!
- Ja zademonstruję! – wyrwał się Franky i ochoczo rozchełstał sobie koszulę na piersiach. Widmowe dłonie Robin z trudem okiełznały jego entuzjazm, a Usopp pogroził mu palcem.
- Cisza! Żadnych sutkowych reflektorów w tej bajce nie ma! Brama potwierdziła, że podróżnik mówił prawdę. A królewna Cora, nie czekając dłużej, rzuciła mu się na szyję i złożyła na jego ustach słodki pocałunek!
- To ja zademonstruję! – zgłosił się natychmiast Roscinante i oczywiście zademonstrował, z takim zaangażowaniem, że Lawowi znowu zakręciło się w głowie.
- Dokładnie tak to było… Dokładnie tak! – Usopp uśmiechnął się serdecznie. – Nasz bohater nie posiadał się ze zdumienia. Przecież poniósł klęskę?! Zawiódł i jako jedyny zalotnik w ogóle nie przyniósł ukochanej ani jednego pająka! Ale król, bardzo zadowolony, popukał się w czoło i oznajmił, że mają tu dziś aż nadto przeróżnych pająków, to wręcz miło ze strony jego przyszłego zięcia, że nie zwalił im na głowę kolejnego! A królewna wycałowała ukochanego jeszcze raz i powiedziała, że spełnił wszystkie jej marzenia i oczekiwania! Wcale nie zależało jej na tym, żeby dostać pająka – czy to trzech, czy trzynastu, czy nawet trzystu serc. Chciała tylko mieć pewność, ze jej wybranek będzie jej oddany i że zależy mu na niej na tyle, żeby podjąć nawet taką szaloną pogoń za legendą i dać z siebie wszystko! Przekonała się, że nasz bohater gotów jest zrobić dla niej wszystko, a w dodatku – że nie będzie jej okłamywał, nawet żeby ocalić twarz w obliczu porażki! To były najwspanialsze dowody miłości, o jakich mogła marzyć. Zaraz też sama stanęła pod Bramą Prawdziwego Oblicza i zapewniła ukochanego, że kocha go tak mocno, jak on kocha ją, że zawsze będzie mu oddana i nie będzie go okłamywała! A podróżnik dzięki światłu Mi-mimoto-no-mi mógł się przekonać, że to prawda i że on również może być absolutnie pewny miłości swojej królewny.
- Supeeeer! – radował się Franky w chórku z Roscinante i Słomkowymi. – Supeeeer!
- Cóż tu dużo mówić. – Usopp kiwał głową i pocierał brodę jak stary bajarz. – Pobrali się i żyli długo i szczęśliwie, a wszystko to dzięki błogosławieństwu pająka trzynastu serc! Kiedy więc dzielny młodzian lub dama znajdą tego, z kim chcą spędzić resztę życia, aby oznajmić mu swoje zamiary i zasłużyć na względy, wyruszają na poszukiwania pająka trzynastu serc. A jeśli będą godni i dadzą z siebie wszystko – nie zobaczą wprawdzie tego tajemniczego stwora, ale zaznają jego błogosławieństwa. Oświadczyny zostaną przyjęte, a odwzajemniona miłość będzie kwitła i przyniesie tylko szczęście!
- Hurra! – Jinbei bił brawo na cztery ręce z Chopperem – niezły wyczyn, kiedy jeden miał błony pławne, a drugi kopyta, ale jakoś dawali radę i nawet Zoro zbudził się ze swojej drzemki w kącie, żeby pokiwać głową. Trafalgar Law też gotów był pokiwać głową. Teraz przynajmniej wreszcie zrozumiał, o co chodzi z tym przeklętym pająkiem. Nie był szczególnym fanem metafor i baśni, ale nie był też głupi i rozumiał, co się do niego mówiło, nawet w przenośni. Corazon schylił się i zajrzał mu w twarz. Minę miał dziwnie strapioną.
- Law nie znał tej opowieści – mruknął żałośnie. – Nie wiedział… Nie opowiadajcie mu takich poważnych rzeczy. To tylko bajka. Nie wiedział, co to wszystko znaczy, więc to się w ogóle nie liczy. Law… Dziękuję ci, ale rozumiem, że nie miałeś takich intencji, więc…
COOOOO?!
Trafalgar Law aż zamarł.
Że niby on nie miał intencji?!
Właściwie to chwilowo nie miał nic oprócz intencji, tak go te intencje przepełniały, im dłużej siedział na kolanach Corazona. Zanim jednak zdążył się odezwać, Usopp znowu wystąpił do przodu.
- Tak myślisz, Corao? – Uśmiechnął się figlarnie. – Może nie znał tej bajki. Ale szukał prezentu dla swojego ukochanego i zrobił wszystko, żeby tylko go uszczęśliwić! Chodził po ścianach i sufitach, przesiewał mąkę i nawet bułkę tartą! Podnosił sztangi Zoro i wytrzepywał krawaty Sanjiego! Powiedział, że chce cię uszczęśliwić tak bardzo, że zajrzy nawet do szafki z chlebem! Myślisz, że to nic nie znaczy?
- Powiedział, że tak cię kocha, że zrobi dla ciebie wszystko! – Roronoa Zoro błysnął swoim jedynym okiem. – Wyciągnął miecz i walczył do upadłego o twoje szczęście, od świtu do zmierzchu! A jeśli nie wierzysz, z pewnością chętnie to zrobi jeszcze raz, żebyś mógł sobie popatrzeć.
Kolega szermierz nie uchodził za okaz bystrości, ale doskonale potrafił wmanewrowywać innych we wspólne treningi. Law miał ochotę go udusić, zwłaszcza, że Corazonowi aż oczy rozbłysły na myśl o oglądaniu Lawa w starciu z kandydatem na najlepszego szermierza świata. Szlag, nie wymiga się.
- Ślęczał nad książkami, badał receptury, sprawdzał gramatury! – Chopper przyłączył się do wyliczania zasług Lawa. – Tak cię kocha, że pracował do upadłego, żeby zapewnić ci bezpieczeństwo i ochronę! Naprawdę myślisz, że to nie są odpowiednie intencje?
- Zanurkował na dno morza w jednej małej banieczce do oddychania! – zapewnił Jinbei. – Dla ciebie gotów był nawet na takie poświęcenie, choć jego Diabelski Owoc aż skwierczał przy tej kąpieli!
- Och, biedaku! – Corazon znowu ucałował Lawa w usta. W jego spojrzeniu nadzieja mieszała się z troską. – Nie zasłużyłem na takie oddanie. Mój kochany. Powinniście mu byli wytłumaczyć, po co to wszystko! Może gdyby wiedział, wcale by nie… Och.
Teraz to Law pocałował Corazona, bardzo oburzony. Owszem, nie podobało mu się, że zataili prawdę. Ale jakie „wcale nie”?! Nie byłoby „wcale nie”, nawet gdyby się okazało, że poszukiwanie pająka trzynastu serc to coś o wiele gorszego niż…
Oświadczyny?
Oświadczyny!
Law poczuł, że ogarniają go dreszcze. Taki pechowy, sponiewierany pirat jak on nikomu nie powinien się oświadczać. A już na pewno nie Corazonowi. Znajdzie jakieś żebracze łachmany i…
- On skoczył dla ciebie na główkę do morza – przypomniał Jinbei. – Po prezent urodzinowy. Myślisz, że gdyby wiedział, co robi, to by się nie zdecydował?
- Przez siedem dni i nocy szukał, biegał, gimnastykował się i skradał, żeby zdobyć dla ciebie prezent. – Robin uśmiechnęła się w rozmarzeniu. – Gdyby wiedział, że właśnie staje w konkury o twoją rękę… Skoczyłby na główkę do morza, przeshamblesowałby swoje płuca na skrzela szefuńcia Jinbeia, uciekłby poza Grand Line i nigdy byśmy go już nie widzieli.
Przeklęta Nico Robin zawsze za dużo wiedziała.
- Mamy tam znajomego lekarza, ze specjalizacją w wielorybiej weterynarii! – Usopp pokiwał głową. – Moglibyście we dwóch założyć gabinet lekarski dla zabłąkanych piratów. Ale czy na pewno byłbyś z tego zadowolony, przyjacielu Torao? Wysłaliśmy cię na poszukiwanie pająka trzynastu serc i poświadczamy, że jesteś godzien każdej królewny czy królewicza stąd aż po Laugh Tale! Taka jest prawda, choćbyś w to nie wierzył i uważał, że zawiodłeś! Przedstawiliśmy twarde dowody. Teraz znasz już całą prawdę. Co więc powiesz?
Powinni mu byli od razu to wszystko wytłumaczyć. Tymczasem nic nie powiedzieli i patrzyli, jak się wspina po masztach, przetrząsa buty Zoro, sprawdza pod szafami i łóżkami, pełza po kanałach i nurkuje w morzu. Gdyby Smoker albo Słomkowi wyjaśnili mu od początku całą tę bzdurę z pająkiem, to on…
Schowałby się w swojej kajucie i nigdy w życiu by nie uwierzył, że jego… Intencje… Mogą być więcej warte dla Corazona niż prawdziwy prezent, zwłaszcza tak zwariowany jak pająk trzynastu serc.
Chirurg Śmierci nie znosił, kiedy robiło się z niego durnia. I nienawidził być ostatnią osobą w towarzystwie, która dowiadywała się o czymś, co dla pozostałych było wiedzą powszechną. Ale jedno, choć nie zamierzał się głośno przyznać, nawet lubił, zwłaszcza w kontekście Corazona. A mianowicie – szczęśliwe zakończenia.
Przecież nie zacznie teraz żałować, że wyczytywał komiksy o Germie! One były o wiele ciekawsze od bajeczek dla dzieci.
- Mam do powiedzenia tylko jedno – warknął Law. Odwrócił się do Corazona i podniósł wysoko podbródek. Naprawdę nie lubił metafor. Ale niech chociaż raz w życiu się do czegoś przydadzą.
- Szukałem dla ciebie pająka trzynastu serc. Ale go nie znalazłem. Przychodzę z niczym.
Ożeń się ze mną, Cora-san. Jestem godny… Nie, nie jestem. Ale i tak się ze mną ożeń.
Ciekawe, że im więcej razy musiał powtórzyć to na głos, tym mniej idiotycznie to brzmiało?
Kiedy Cora-san oderwał od Lawa usta po kolejnym, ekstatycznym pocałunku, w pokoju nie było już ani jednego Słomkowego Kapelusza. Mogli więc śmiało kontynuować.
- Law. – W głosie Roscinante brzmiał jeszcze lekki niepokój. – Czy ty na pewno chcesz…? Ci słomkowi piraci to kochani ludzie, ale ta ich mocna zbiorowa osobowość… Nie chciałbym, żebyś był ze mną tylko pod wpływem czyjegoś nacisku. Czy ty na pewno…
- Tak! – Law pocałował go, zanim Cora-san zdążył nagadać jeszcze więcej głupot. – Ja… Niczego innego nie chcę, tylko z tobą być. Żebyś ty był ze mną. Żebyśmy już zawsze byli razem!
Wiedział, że brzmi trochę jak tamten zapłakany dzieciak sprzed lat, ale jego uczucia do Corazona były inne: dojrzałe, pewne i mocne, a przy tym zupełnie… Dorosłe, jeśli jego pęczniejące przyrodzenie mogło o czymś takim zaświadczyć.
- Ja… Nadal uważam, że na ciebie nie zasługuję – przyznał szczerze. – Dlatego… Pewnie bym nic nie powiedział, gdyby nie ten zakichany pająk trzynastu serc. Ale teraz… Skoro nawet Słomkowe Kapelusze stwierdziły, że jestem godzien… Te obłąkane bestie zawsze wszystko najlepiej wiedzą!
Corazon chichotał w jego szyję już bez śladu niepokoju.
- Będę cię codziennie przekonywał, jaki jesteś dla mnie bezcenny – obiecał czule. – Codziennie ci będę przypominał, że dla mnie jesteś najważniejszy na świecie. Miałbyś na mnie nie zasługiwać?! Law! Słomkowi powiedzieli ci, że pająk trzynastu serc to dobry prezent dla mnie, a ty od razu rzuciłeś się na poszukiwania! To jest tak niesamowicie romantyczne, że to ja zupełnie nie zasługuję na takie gesty.
Ach! Dopiero w tym momencie Law przypomniał sobie, jak to się wszystko właściwie zaczęło. I co jeszcze przyobiecał zrobić w sprawie pająka trzynastu serc. Po tym, co wiceadmirał Smoker dla nich zrobił, kapitan Piratów Serca nigdy w życiu nie zamierzał złamać jakiejkolwiek danej mu obietnicy, choćby miał przez nią zrobić z siebie jeszcze większego durnia.
- To wcale nie Słomkowi zaczęli cały ten bałagan z pająkiem – przyznał szczerze. – Zapomniałem ci powiedzieć, jak zrobiło się zamieszanie.
- Oo? – Corazon ciekawie zajrzał mu w twarz. – Więc jak to było?
- To Smoker posłał mnie na poszukiwania pająka trzynastu serc.
Law spodziewał się śmiechu i może jakiegoś żartobliwego komentarza. Teraz, kiedy wiedział o co chodzi, dziwaczna porada Smokera wydawała się jeszcze bardziej dziwaczna. Przecież oficer Marynarki Wojennej, zaprzysiężony wróg wszystkich piratów nie zachęcałby jego, niereformowalnego pirackiego imperatora, żeby starał się o rękę jego najlepszego przyjaciela, niemal brata?! Niemożliwe. Law z niepokojem zauważył, że Cora-san, zamiast się śmiać, całkiem zamarł. Oczy miał wytrzeszczone, z trudem łapał oddech.
- Co… Co?!
- To Smoker mnie napuścił na pająka – powtórzył Law, zdenerwowany. – A potem mnie zmusił, żebym do ciebie poszedł i do wszystkiego się przyznał. Jeszcze mi kazał obiecać, że ci na pewno powiem, że Smoker mnie przysłał, bo jestem facetem, który szukał dla ciebie pająka trzynastu serc. Gniewasz się, Cora-san? Mogę go znowu zamienić w kobietę. Albo w kozę.
- Och, Law.
Roscinante rzucił się na niego znowu, przygarnął do siebie i przycisnął do siebie tak mocno, że Lawowi prawie zabrakło tchu. Serce Corazona pod jego policzkiem biło tak mocno, że poczuł się niemal ogłuszony tym wszystkim.
- Nie zamieniaj Smokera w kozę. – Cora-san przysunął usta do jego ucha. – Wcale się nie gniewam!
Odsunęli się od siebie – Law od razu zauważył, że Roscinante jest podejrzanie czerwony na twarzy, ale w oczach miał tyle szczęścia, że chyba nie było powodów do niepokoju? Pirat cierpliwie czekał, aż jego ukochany odzyska głos.
- To… Taki żart? – Corazon przeczesał sobie włosy i pokręcił głową sam do siebie. – Nie, to wcale nie żart… Bo widzisz, dawno temu, kiedy razem byliśmy w Akademii jako kadeci… To były czasy! Mnie się wydaje, że to było ledwo parę lat temu… Ale dla Smokera minęło prawie dwadzieścia lat! Nigdy bym nie pomyślał, że będzie jeszcze pamiętał! – Poczerwieniał jeszcze bardziej i wyszczerzył się w obłąkanym uśmiechu. – My… Chodziliśmy na randki, szukaliśmy wymarzonej drugiej połówki, wszystkie te sprawy bardzo nas wtedy zajmowały… Ja się umawiałem z facetami, a on z dziewczynami, więc nie musieliśmy się nawet martwić, że jeden drugiemu wyrwie upatrzoną zdobycz. Nasza kumpela Bellemere nieraz nam doradzała… Ona rzadko chodziła na randki, zawsze się śmiała, że jej żenidło nie dojrzało i że za bardzo się boi, żeby jej się przytrafiło dziecko przed zdobyciem oficerskich epoletów. Smoker mi już mówił, że jej nie ma… Ech. W każdym razie, trzymaliśmy się przeważnie razem, ale każde z nas miało też innych znajomych i spotykało innych ludzi. A jeśli nowa osoba wydawała się odpowiednia – swataliśmy sobie nawzajem potencjalne randki. Czasem trzeba było kuć żelazo póki gorące i nie było czasu sobie wzajemnie tłumaczyć, co i jak. Więc mieliśmy taki… Tajny szyfr. Oparty na przygodach Nolanda, bo to wszyscy znają i nikogo nie zdziwi wypowiedziany głośno cytat z książki.
- Ja nie znam – burknął Law. – Więc to znaczy…
Corazon kiwał głową, czerwony na policzkach i roześmiany.
- To sygnał dla mnie od Smokera. Taki sekretny komunikat, że… Warto cię usidlić.
Więc Smoker naprawdę dał im swoje błogosławieństwo! To było niepojęte, ale nawet… Miłe? Law wiedział doskonale, że wiceadmirał dba o Roscinante jak o własnego brata. Gdyby miał jakiekolwiek wątpliwości, nie swatałby go na randkę z piratem. Musiała być z nich niezła banda w Akademii! Ciekawe, ile takich randek sobie naraili w tamtych czasach? Smoker opowiedział niejedną barwną historię, kiedy razem czuwali przy nise-nisemono-mi. Ale…
- Pewnie byli… Przystojni? – zagadnął półgębkiem.
- Kto? – zdziwił się szczerze Roscinante. Law przewrócił oczami.
- Twoje randki w Akademii. Ci wszyscy, którzy szukali dla ciebie pająka trzynastu serc.
- Ach. – Corazon przygarnął go do siebie. – Miałem… Sporo randek, tak. Zwłaszcza, kiedy już zdecydowałem się podjąć misję w Familii Donquixote, uważałem, że nie warto zachowywać celibatu, skoro niebawem mogę już nie żyć. Miałem rację, jak się okazało… Ale, Law. Nigdy nie było żadnego mężczyzny, który szukał dla mnie pająka trzynastu serc. To hasło… To oznaczało najwyższy możliwy poziom. Kogoś bardzo wyjątkowego, jakby stworzonego, żeby być moją druga połówką. Żadne z moich przyjaciół nie znalazło mi takiej osoby. Często dawaliśmy sobie różne sygnały, mieliśmy ich chyba z dziesięć. Na skali od jednego do dziesięciu pająk trzynastu serc to była jedenastka. Ideał.
Tym razem to Law zaniemówił. Ideał?! I Smoker powiedział… Dał do zrozumienia… On naprawdę… Chirurg Śmierci przycisnął do skroni wytatuowane pięści, żeby powstrzymać gonitwę myśli. Jedyna nadzieja w tym, że wiceadmirał dotrze na imprezę urodzinową Corazona będąc już solidnie zawianym. Na trzeźwo już nigdy chyba nie spojrzą sobie w oczy.
- Ideał?! Ten sygnał naprawdę to właśnie znaczy? – upewnił się jeszcze.
- To znaczy, że Smoker myśli, że jesteś dla mnie idealny – uśmiechnął się Roscinante. – I tak się składa, że ja się z nim w zupełności zgadzam…
Przymknął oczy i długą chwilę milczał.
*/*
Bellemere trzepnęła zeszytem najpierw Smokera, a potem Roscinante.
- Uspokójcie się, bo nigdy nie skończymy! – zażądała. – Mamy już dziesięć różnych sygnałów, może darujemy sobie tego pająka trzynastu serc?
- O nie, nienienie! – Roscinante zamachał długimi rękami i wyszczerzył zęby w rozmarzeniu. – Musi być jedenasty sygnał! Przecież na pewno gdzieś tam jest ktoś… Idealny. Moja druga połówka. I wasze drugie połówki. Trzeba się przygotować!
- O tak, twój ideał na pewno gdzieś się tu czai. A pierwsze co zrobi, to wpadnie na mnie i od pierwszej chwili tak mnie chwyci za serce, że od razu będę go chciał do ciebie wysłać. Weź się w garść, maminsynku! – burknął Smoker. – Całe życie przed nami. Już teraz chcesz się zakochać na śmierć i życie? Uwiązać kotwicę u gardła?
- Nie mówię, że już dziś… - Roscinante nadal uśmiechał się, rozmarzony. – Ale miło pomyśleć, że gdzieś kiedyś znajdzie się taki ktoś… Idealny!
- Tak, tak. Na pewno będzie piękny jak młody bóg, z szeroką klatą, wielkim fiutem, złotymi loczkami i całuśną buźką. – Smoker przewrócił oczami i odwrócił się, żeby wykraść Bellemere papierosa. – Daruj, ale nie będę dla ciebie szukać takich ciulów.
- Odczep się! Sam mam złote loczki, o! – Roscinante potrząsnął głową, aż jego gęsta czupryna rozsypała się jak stóg siana. – Mój ideał nie musi być taki idealny z wyglądu. Może być nieogolony, chudy i wytatuowany, czy co tam jeszcze.
- Kolczyk w pępku! – podsunęła Bellemere, chichocząc. – Ja to wszystko zapisuję!
- Jest parę miejsc, w których mógłby mieć kolczyki. – Roscinante przesunął językiem po wargach, zamyślony. – Ale najważniejsze, żeby mnie pokochał i…
- To najmniejszy problem – burknął Smoker. – Ciebie wszyscy kochają, gamoniu! Pomyśl lepiej o nas.
- Ja was kocham! A o ideale dla ciebie zaraz pomyślę – zapewnił Roscinante. Ale jego młodszy kolega potrząsnął głową i wydmuchnął obłok dymu.
- Ten twój ideał… Nie wystarczy, że będzie ciebie kochał. Musi jeszcze z nami wytrzymywać! A my musimy wytrzymywać z nim! No bo wiesz. – Zamilkł nagle i schował się całkiem w dymie. Bellemere uśmiechnęła się znad własnego papierosa.
- No wiem. – Wiedziała, że Smoker nie powie tego głośno. Nie cierpiał takich sentymentalizmów. – Ten ideał musi pasować do naszej paczki. Bo my zawsze będziemy kumplami. Zawsze!
- Zawsze – przyświadczył z przekonaniem Roscinante. – Jakby to był jakiś ciul, który się nie będzie z wami kumplował, to na pewno nie będzie moim ideałem. Może to będzie… Cichy okularniki i mól książkowy? Lubię takich naprawdę bystrych facetów.
- I gdzie taki gamoń jak ty znajdzie bystrego faceta? – Smoker spojrzał z politowaniem. – Albo gdzie ja niby znajdę kogoś takiego dla ciebie?
- Wypatruj! – rechotał Roscinante. – Choćbyś nawet siedział w klatce w niewoli u ludożerców i za chwilę miałbyś być ugotowany we wrzątku, rozglądaj się uważnie!
- Idealna partia dla ciebie, ludożerca co wyrywa ludziom serca. – Smoker popukał się w czoło.
- Idealna partia! – ucieszyła się Bellemere. – To dobrze brzmi, to też zapiszę. Ten, który szukał dla ciebie pająka trzynastu serc: ideał. Ładny, mądry, seksowny i taki, żeby dało się z nim żyć. Kolczyki dozwolone. Idealna partia, więc jak przyjdzie, zedrzyj mu majtki, przeleć jak odkurzacz i upij, a potem weź z nim ślub, zanim zdąży wytrzeźwieć! Nasza lista haseł jest gotowa. Tylko żeby wam się coś nie popieprzyło, kretyni! Żeby się nie okazało, że któreś z nas się ożeni z jakimś cieniasem, który miał być tylko niezłą dupą na zimną noc!
- Nie bój żaby, Bellemere. – Smoker odpalił kolejnego papierosa, a drugiego podał Roscinante. – Nie damy dupy w takiej ważnej sprawie. Masz tu ognia. Chyba trzeba by dopisać, żeby czasem nie był przeciwnikiem palenia, bo nigdy z nami nie wytrzyma.
- E, to się samo przez się rozumie. Żaden przeciwnik palenia w ogóle nie podejdzie do nas na tyle blisko, żebyśmy mogli go zakwalifikować! – zaśmiała się Bellemere. – Dobra, wszystko gotowe. My ze Smokerem śmigamy na trening do Garpa, a ty, Rosci, na zajęcia z kamuflażu. I od dzisiaj wszyscy wypatrujemy tego, który poszuka dla nas pająka trzynastu serc!
*/*
Roscinante otworzył oczy.
Bellemere miała taki radosny uśmiech. Zawsze mieli być kumplami. Ale to Oficer Donquixote pierwszy złamał pakt i dał się zabić. Zostawili Smokera samego… A on wszystko przetrzymał i jeszcze przywrócił Roscinante do życia. Mało tego – znalazł mu mężczyznę, który poszukał dla niego pająka trzynastu serc. Naprawdę to zrobił.
- To znaczy, że jesteś moim jedynym, Law. – Uśmiechnął się. – Jesteś tym jedynym.
Koniec
(szczęśliwy!)
